Warszawa, 12 czerwca 2024
Znowu wieczór, a ja siedzę sama w naszym mieszkaniu na Pradze. Mam 38 lat, dwa lata temu przeprowadziłam się do Franka, mojego partnera, który jest ode mnie o pięć lat starszy. Franek to typowy warszawiak otwarty, serdeczny, ale ostatnio coraz trudniejszy do zrozumienia. Dawniej był żonaty z Beatą, mają razem dwójkę dzieci: Zosię i Stasia. Beata została bez pracy i od rozstania ciągle go o coś prosi: raz potrzebny przelew na paręset złotych, innym razem trzeba zawieźć dzieci na zajęcia albo coś podreperować w mieszkaniu.
Nigdy nie byłam mężatką, nie mam własnych dzieci. Pewnie powiedzą mi, iż nie pojmuję istoty rodziny. Ale przecież nie jestem naiwna. Rozumiem odpowiedzialność i troskę, wiem też, iż nie jest w porządku raz być mężem jednej kobiety, a potem biegać do drugiej, jakby wszystko było po dawnemu.
Czuję, iż Beata chciałaby go odzyskać. Dzwoni do Franka każdego dnia, zawsze z jakąś sprawą nie do załatwienia bez jego pomocy. On nie umie jej odmówić prosto z pracy pędzi do nich na Mokotów. Wróci przed północą, jak zwykle… choćby w święta nie udaje nam się być razem: Wigilia, Wielkanoc nieostannie telefon dzwoni, zawsze jest jakaś awaria. A ja coraz częściej zadaję sobie pytanie: dlaczego znów jedzie?
Przecież Beata nie jest sama. Ma matkę, siostry, koleżanki, wszyscy mieszkają po sąsiedzku. To naprawdę nie jest tak, iż tylko Franek może jej pomóc. Mam wrażenie, iż chodzi jej już tylko o to, by zbliżyć się do niego na nowo.
Jestem tym zmęczona do granic. Zastanawiam się, co dalej. Czy naprawdę powinnam się rozstać, bo rozmowy z Frankiem na ten temat nie przynoszą żadnych zmian? Ciężar tej sytuacji coraz bardziej mnie przygniata. Czasem mam wrażenie, iż jestem tu tylko dodatkiem do życia, które już dawno powinno się skończyć.









![W ostatnich dniach odeszli od nas [27.04 – 3.05.2026]](https://infoprzasnysz.b-cdn.net/wp-content/uploads/2026/01/znicz-nekrologi-przasnysz.jpg)
