Lot z Aberdeen był opóźniony o kilka godzin, a jako iż to nieduże lotnisko, kilka można tam robić. Jedna kawa, kolejna. Poszłam się przejść, zajrzałam do księgarni: nowości i bestsellery. Na jednej z niższych półekThe Salt Path– i super oferta: „Kup jedną, a drugą dostaniesz za pół ceny”. Było to już kolejne wydanie (książka ukazała się też w Polsce, w 2020 roku, pod tytułemSłone ścieżki). Na okładce widniał kadr ze zrealizowanego na podstawie tej opowieści filmu. Do półki doklejono tekst promocyjny (odręcznie napisany, ale na papierze z logo księgarni) – kilka zdań streszczenia oraz podsumowanie:Beautiful nature writing–what a journey(„Piękny tekst o naturze – co za podróż”).

Aktualności „Pisma”
W każdy piątek polecimy Ci jeden tekst, który warto przeczytać w weekend.
Zdziwiłam się, iż po skandalu, który przecież odbił się szerokim echem w mediach, ktoś wciąż tak rekomenduje tę książkę. A może uniwersalność opowieści o wędrówce i odrodzeniu, nadziei i miłości jest istotniejsza niż prawdziwość opisanych wydarzeń? Wsiadałam do samolotu także z innym pytaniem: Co można pominąć i co wolno zmienić w „historii prawdziwej”?
Słone ścieżkito wspomnienia Raynor Winn, kobiety po 50-tce, która w 2013 roku straciła dom i jednocześnie dowiedziała się o śmiertelnej chorobie męża Motha. Zamiast czekać na najgorsze, wyruszyła z nim na pieszą wędrówkę południowo-zachodnim wybrzeżem Anglii – z plecakiem i niemal bez grosza przy duszy (jeśli nie liczyć 48 funtów tygodniowego zasiłku), po drodze rozbijając na dziko niewielki namiot.
Wcześniej mieszkali na farmie w Walii, w domu, który własnoręcznie wyremontowali. Tam wychowały się ich dzieci, tam hodowali kury i owce, a także prowadzili agroturystykę – wynajmując gościom przebudowaną stodołę. Idylliczne życie załamało się w wyniku zdrady przyjaciela Motha, człowieka znanego mu od dzieciństwa. Moth zainwestował w jego biznes, a gdy ten – w książce przedstawiany jako Cooper – zbankrutował, okazało się, iż małżeństwo jest odpowiedzialne za jego długi. Na ich poczet zajęto im dom.
Tak rozpoczyna się pierwszy rozdział: Winnowie chowają się pod schodami, podczas gdy do ich drzwi dobijają się komornicy – i w tej przerażającej chwili wzrok Raynor pada na przewodnik po słynnej pieszej trasie South West Coast Path wiodącej wzdłuż południowo-zachodniego wybrzeża Anglii. Zostawiają za sobą dosłownie wszystko – czy też: wszystko zostaje im odebrane – i ruszają w drogę. Początkowo z trudem, krok za krokiem, mila za milą.
Wędrówka ma dać im czas na zastanowienie się, co dalej. Okazuje się jednak czymś więcej – dzięki niej zyskują siłę i przekonanie, iż dadzą sobie radę, dodatkowo znacząco poprawia się stan zdrowia Motha.
Kilka dni po tym, jak przegrali sprawę w sądzie i dowiedzieli się, iż muszą opuścić swój dom, poznał on diagnozę swoich trwających od dłuższego czasu dolegliwości.De factobył to wyrok: zwyrodnienie korowo-podstawne (CBD), postępująca choroba neurodegeneracyjna. Osoby nią dotknięte żyją zwykle około pięciu, dziesięciu lat od zachorowania, w czasie których konsekwentnie pogarsza się ich stan, w tym zdolność poruszania się, a choćby przełykania. Zdarzały się przypadki ludzi przeżywających 15 lat, ale pod koniec życia nie byli już w stanie funkcjonować samodzielnie. Na CBD nie ma lekarstwa.
Raynor i Moth przeszli ponad tysiąc kilometrów. Notatki z podróży przekształciły się w Słone ścieżki. Opowieść – o utracie, nadziei, miłości i kojącej sile natury – podbiła serca czytelników w Wielkiej Brytanii i poza nią, zbierając entuzjastyczne recenzje. „Wolność biwakowania na dziko, pływania w morzu w blasku księżyca i życia na krówkach i pasztecikach pozwala im pogodzić się ze swoją sytuacją i odzyskać nadzieję (…). Ta pełna ironicznego humoru książka wzrusza i podnosi na duchu” – pisał „The Guardian”. „Najbardziej inspirująca książka roku. (…) Pokazuje ludzki potencjał wytrzymałości i uzdrawiające moce natury” – opiniował „The Times”. Już w roku wydaniaSłone ścieżkidostały się na listę bestsellerów „Sunday Timesa”, na której utrzymały się przez 85 tygodni. Rok później były numerem jeden w niezależnych księgarniach w całej Wielkiej Brytanii i zyskały status literackiego fenomenu. Kolejne lata tylko to potwierdziły.
Przeczytaj też:Kto i dlaczego mówi nam, co czytać?
To nie jest pierwsza książka o wędrowaniu, pokonywaniu trudności i odnajdowaniu siebie. Skąd więc jej oszałamiający sukces? Może stąd, iż wyszła w 2018 roku, czyli niedługo przed pandemią, a podczas tego okresu wszyscy zatęskniliśmy za wolnością i przestrzenią? A może doświadczenia autorki mocno rezonowały z lękami i nadziejami czytelników? I to nie tylko tych na Wyspach, choć faktem jest, iż w tej historii znajdziemy typowe tropy brytyjskości – zamiłowanie do pieszych wędrówek (tylko w Anglii jest ponad 150 tysięcy kilometrów publicznych ścieżek), herbatę dobrą na wszystko i sarkastyczne poczucie humoru.
Przetłumaczoną na ponad 25 języków opowieść kupiły ponad 2 miliony czytelników na całym świecie. Sprzedaż dodatkowo została spotęgowana przez ekranizację książki – w 2025 roku na ekrany kin wszedł film z Gillian Anderson i Jasonem Isaacsem (w Polsce miał premierę na początku 2026 roku, pod tytułemŚcieżki życia).
Śledztwo dziennikarskie obnaża przekłamania
Po wydaniu bestsellerowychSłonych ścieżekWinn opublikowała dwie kolejne książki:Dziką ciszę(2020) i Landlines(2022). W nich również opisuje życie swoje i męża, opierając się na podobnym schemacie: pogorszenie stanu Motha i forsowna wędrówka zakończona poprawą jego samopoczucia. Czwarta –On Winter Hill(Na zimowym wzgórzu) – miała ukazać się w październiku 2025 roku i prawdopodobnie również odniosłaby sukces. Tak się jednak nie stało.
W lipcu 2025 roku, niedługo po oficjalnej premierze filmu, dziennikarka śledcza Chloe Hadjimatheou opublikowała w brytyjskim tygodniku „The Observer” artykuł, wskazując w nim nieścisłości i półprawdy, którymi operuje Raynor Winn. Nad autorkąSłonych ścieżekzgromadziły się czarne chmury. Do nieścisłości należą chociażby przyczyny utraty domu i rozpoczęcia wędrówki przez Winnów.
Hadjimatheou jest nagradzaną dziennikarką, ale wcześniej zajmowała się zupełnie inną tematyką, głównie polityczną, między innymi Bliskim Wschodem. Jednak to właśnie z nią skontaktował się ktoś, kto uważał, iż historia choroby Motha jest wyolbrzymiona. Dziennikarce została przekazana informacja, która stała się punktem zaczepienia: autorkaSłonych ścieżektak naprawdę nie nazywa się Raynor Winn, ale Sally Walker. Wraz z mężem Timem (tak w rzeczywistości ma na imię Moth) mieszkała wcześniej w małym miasteczku w północnej Walii.
Choć publikacja pod literackim pseudonimem nie jest niczym niezwykłym, tutaj nabrała dodatkowego znaczenia – skoro prawdziwe imiona małżonków nie były znane w przestrzeni publicznej, to nikt nie byłby w stanie zweryfikować ich opowieści. Podczas zorganizowanego przez „Observera” spotkania z czytelnikami (dostępnego online) Hadjimatheou przyznaje, iż początkowo miała wątpliwości, czy warto się tą sprawą zajmować. Nie wiedziała, czy wiązałby się z tym jakiś interes publiczny i czy jej informator nie kieruje się osobistymi pobudkami. Uznała jednak, iż interes taki istnieje, przede wszystkim ze względu na sposób, w jaki w książce została przedstawiona choroba Motha – przypomnijmy – zwyrodnienie korowo-podstawne (CBD).
Schorzenie zdiagnozowane u męża Winn (pozostańmy przy przybranych imionach i nazwisku) było jednym z powodów podjęcia przez małżeństwo wędrówki. Z książki wynika, iż już pierwsze setki pokonanych kilometrów miały mieć na zdrowie Motha dobroczynny wpływ. Potwierdzenie tego faktu znajdziemy zresztą w prologuSłonych ścieżek– podczas nocnego przypływu namiot wędrowców, rozbity blisko brzegu, zalewa woda. W ciemnościach rozpaczliwie starają się ratować dobytek, tych kilka rzeczy, które jeszcze posiadają – i które są im niezbędne do przetrwania. W kulminacyjnym momencie Moth, jeszcze niedawno mający trudności z poruszaniem się, podnosi namiot wysoko nad głowę i przenosi go w bezpieczne miejsce. „Niesamowite: ten człowiek, który ledwie dwa miesiące wcześniej z trudem zakładał płaszcz bez niczyjej pomocy, teraz stał na plaży w samych majtkach, z plecakiem na plecach, trzymał nad głową wciąż rozłożony namiot i mówił mi: uciekaj” – czytamy (przeł. Kamila Slawinski). Od rozpoczęcia ich wędrówki minęło ponad 30 dni, przeszli 391 kilometrów. „To cud” – pisze Winn.
W Landlinesposuwa się jeszcze dalej, bo sugeruje, iż choroba została pokonana. Stwierdza, iż skan mózgu Motha wykazał wyraźną redukcję komórek receptorowych, „co jest widoczne w postaci świateł na ekranie. Jego światła niewątpliwie gasły”. Po setkach pokonanych mil – tym razem jednym z najtrudniejszych brytyjskich szlaków ze Szkocji do Kornwalii – Moth przechodzi badanie i tym razem skan mózgu jest prawidłowy. Jak jednak wyjaśnili lekarze, gdy dziennikarka „The Observer” zwróciła się do nich z prośbą o konsultację, w CBD komórki mózgowe są niszczone przez białka – wyrządzonych na skutek tego szkód nie da się odwrócić. Podkreślali, iż nie ma sposobu, aby zmiany neurologiczne, do których dochodzi w przebiegu choroby, się cofnęły. Nie znaleziono też dotychczas niczego, co pozwoliłoby wyleczyć CBD lub choćby złagodzić objawy i spowolnić postęp schorzenia.
Gdy „The Observer” publikował wyniki dziennikarskiego śledztwa Hadjimatheou, od zdiagnozowania Motha mijało 12 lat – i dzisiaj (choć nie można uznać, iż jest w pełni zdrowy) wydaje się samodzielnie funkcjonującym człowiekiem, pojawił się na przykład na premierze filmu, a choćby przeszedł trasę maratonu w Londynie w 2023 roku.
W medycynie zdarzają się i błędne diagnozy, i nietypowy przebieg danej choroby. CBD jest schorzeniem bardzo rzadkim, nie każdy lekarz się z nim spotkał. Jednak od diagnozy Motha minęły lata, a w kolejnych książkach nie ma co do niej wątpliwości – jest pokazany jedynie prosty związek przyczynowo-skutkowy: nasilenie się symptomów, długa wędrówka, poprawa. W Słonych ścieżkachRaynor zastanawia się co prawda nad tym mechanizmem, dyskutuje z lekarzem, ale ostatecznie przyjmuje, iż tak po prostu jest. W Dzikiej ciszypo zakończeniu wędrówki pisze: „Pośród zimnego wiatru, niosącego nasycone solą morskie powietrze, nie było już wątpliwości. Mothowi nie mogli pomóc lekarze ani medykamenty, ale nie potrzebował ich. Musiał tylko prowadzić żywot, do jakiego go stworzono, jego ciało znalazło sposób, by ominąć przeszkody i żyć dalej”. O dobroczynnym wpływie wędrówek małżeństwo mówiło też w wywiadach.
Należy podkreślić, iż Raynor Winn nigdy nie napisała, iż wędrowanie to lekarstwo na CBD, brytyjski wydawca publikuje zaś zastrzeżenie: „Wszelkie medyczne informacje w tej książce są oparte na osobistym doświadczeniu autorki i nie powinny być traktowane jako zamiennik profesjonalnej porady”. Jednak mimo to niektórzy …






