Disney Epic Mickey: Rebrushed — recenzja (PS5). Myszka Miki w doskonałej formie

pograne.eu 2 dni temu

Bardzo lubię różnego rodzaju strzelanki, ale raz na jakiś czas potrzebuję od nich odskoczni. Dlatego ucieszyłem się, kiedy w styczniowej ofercie PlayStation Plus pojawił się tytuł, w który od dawna chciałem zagrać. Niestety planety nigdy nie ułożyły się w takiej konfiguracji, abym mógł tę produkcję sprawdzić, aż do teraz. Powiem Wam, iż już po pierwszych 30 minutach zakochałem się w Disney Epic Mickey: Rebrushed. Od razu przypomniały mi się takie klasyki jak Jak and Daxter oraz Ratchet & Clank. jeżeli jesteście ciekawi, czy było to tylko chwilowe zauroczenie, czy związek dotrwał do końca, zachęcam do zapoznania się z poniższym tekstem.

Spis Treści

  • Po drugiej stronie lustra
  • Świat w Disney Epic Mickey: Rebrushed
  • Ogromny powiew nostalgii
  • Dajmy im łupnia
  • Oprawa godna Disneya
  • Czy warto sięgnąć po Disney Epic Mickey: Rebrushed?


Kup Disney Epic Mickey: Rebrushed (PS5)

Po drugiej stronie lustra

Disney Epic Mickey: Rebrushed to trójwymiarowa platformówka, w której wcielamy się w sympatycznego gryzonia. Bohater przez swoją ciekawość i nieuwagę doprowadził do pewnej katastrofy, którą oczywiście musi naprawić. To jedno zdanie tak naprawdę podsumowuje całą fabułę tej pozycji. Nie znaczy to jednak, iż sama historia jest nudna. Z wielką przyjemnością odkrywałem kolejne etapy opowieści. Do tego podczas podróży przez bajkowy świat napotkałem sporo postaci, wykonałem dla nich mnóstwo pobocznych zadań, walczyłem z ciekawymi przeciwnikami i skakałem po mniej lub bardziej otwartych planszach.

Na pochwałę zasługuje nie tylko fabuła oraz spora liczba dodatkowych zleceń, ale również morał płynący z opowiedzianej historii. Pokazuje on w bardzo prosty sposób, dlaczego warto naprawiać swoje błędy i jakie mogą wyniknąć konsekwencje, jeżeli odłożymy to na później. Oprócz tego tytuł porusza tematy poświęcenia, tęsknoty oraz odchodzenia w zapomnienie. Powiem szczerze, iż nie spodziewałem się takich motywów w grze w zasadzie dla dzieci i bardzo pozytywnie mnie to zaskoczyło.

Świat w Disney Epic Mickey: Rebrushed

Kolejny plus to naprawdę fantastycznie stworzony świat. Fabuła prowadzi nas przez około osiem różnorodnych środowisk. Między innymi odwiedzimy piracką zatokę, miasto przyszłości i nawiedzony dom. Wszystkie etapy są pełne szczegółów, poukrywanych znajdziek oraz postaci, zarówno tych przyjacielskich, jak i wrogo do nas nastawionych. Projekty przeciwników idealnie pasują do otaczającego ich terenów, co zdecydowanie wzmacnia immersję.

W trakcie zwiedzania tych etapów efekty wywołanej przez głównego bohatera katastrofy od razu rzucają się w oczy. Otoczenie jest zniszczone, a kolorystycznie przypomina dawno zapomniane śmietnisko. Jednak nie wszystko jest takie dołujące. Gdzieniegdzie przebijają się wesołe barwy niegdyś radosnego i pełnego śmiechów królestwa. Tutaj należałoby wspomnieć o jednej z fajniejszych mechanik, która będzie towarzyszyć nam podczas rozgrywki.

Dzięki pędzlowi, który Miki potrafi obsługiwać jak prawdziwy Picasso, możemy wypełniać lub wymazywać określone elementy środowiska. Tych zdolności używamy nie tylko do walki, ale także do rozwikłania pojawiających się tu i ówdzie zagadek. Pomogą nam też w dostaniu się do teoretycznie niedostępnych miejsc. Jest to naprawdę doskonałe rozwiązanie wprowadzające miły powiew świeżości.

Ogromny powiew nostalgii

Aby przejść pomiędzy głównymi hubami, nasza mysz wskakuje w specjalny portale, które przenoszą ją do krótkich poziomów stylizowanych na platformówkę dwuwymiarową. Spędzony w nich czas należał do najprzyjemniejszych chwil spędzonych w Disney Epic Mickey: Rebrushed. Nie dość, iż każdy z nich skrywał ukryte rolki filmowe, których szukanie sprawiało mi sporo frajdy, to jeszcze zainspirowane są one starymi krótkometrażowymi kreskówkami Disneya. Miło patrzyło się, co twórcy przygotowali, bazując na odcinkach oglądanych przeze mnie w dzieciństwie. Animacja, w której Miki, Goofy i Donald mają wyczyścić wieżę zegarową, do tej pory siedzi mi w pamięci i miło patrzyło się na etap skupiony właśnie na tym epizodzie. To oczywiście tylko jeden z wielu przykładów przywołujących leżące gdzieś na dnie wspomnienia.

Dajmy im łupnia

Szkoda, iż jeden z mniej ekscytujących elementów tytułu to sama walka. Rodzajów przeciwników jest całkiem sporo, ale nie stanowią oni choćby najmniejszego wyzwania. Przynajmniej według mnie. Podoba mi się natomiast, iż mamy dwa sposoby na ich pokonanie. Jednym z nich jest zalanie ich rozcieńczaczem. Podają wtedy jak muchy i zostawiają po sobie trochę waluty, którą możemy wydać na ulepszenia bądź dodatkowe znajdźki. Drugi z nich to pokrycie wrogów farbą. o ile zdecydujemy się na tę opcję, wtedy stworki przyłączają się do nas i pomagają w potyczkach.

Cała ta mechanika ma największe znaczenie przy bossach. Każdego możemy pokonać, używając jednego z wyżej opisanych wariantów. Co ciekawe, od naszego wyboru zależeć będzie los tych antagonistów. Zmieni się też nieznacznie filmik, który otrzymamy po ukończeniu przygody w baśniowym świecie. Dodam jeszcze, iż w zasadzie każdy boss jest ciekawie zaprojektowany, a walka z nimi to przyjemne przeżycie.

Oprawa godna Disneya

Oryginalnie recenzowana pozycja wyszła tylko na konsolę Nintendo Wii w roku 2010. Wtedy za sterami siedziało zamknięte w 2013 Junction Point Studios. Niestety nie miałem przyjemności sprawdzenia tej wersji, więc napiszę o niej tylko tyle. Za remaster natomiast odpowiada brygada Purple Lamp i muszę przyznać, iż odwalili kawał dobrej roboty. Tytuł wygląda bardzo ładnie i cały czas trzyma stabilne 60 klatek. Ani razu nie zdarzyło mi się natknąć na jakieś spadki, czy inne tego typu niedogodności.

Sterowanie też wykonane jest doskonale. Miki po skoku zawsze lądował tam, gdzie chciał, dzięki czemu hopsanie po świecie gry było świetną rozrywką. Studio wprowadziło również zmiany w interfejsie, dzięki czemu jest bardziej czytelny. Zespół pokusił się choćby o dodanie kilku ruchów takich jak unik czy uderzenie o ziemię oraz opcję włączenia szybszego biegu. Całość zamyka doskonale dobrana muzyka, którą entuzjaści kreskówek Disneya na pewno kojarzą z niejednej animacji.

Czy warto sięgnąć po Disney Epic Mickey: Rebrushed?

Czytając powyższy tekst, na pewno domyśliliście się, iż mój początkowy zachwyt, przetrwał te dwanaście godzin rozgrywki. Według mnie zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję. Być może sama fabuła nie porywa, ale przesłanie, które za nią idzie, jest naprawdę ponadczasowe. Ładna grafika, nostalgiczna muzyka oraz perfekcyjna strona techniczna składają się na wyjątkowo doskonałe danie. o ile brakowało Wam ostatnio jakiegoś rozgrzewającego serce tytułu, to gorąco polecam stworzony przez wiedeńskie studio projekt. o ile jesteście posiadaczami PlayStation Plus, możecie ją pobrać już teraz. jeżeli jednak czas spędzacie przy innych platformach, to proponuję rozejrzeć się po różnych platformach zakupowych, gdzie grę złapiecie za niecałe 150 złotych.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


W grę zagrałem dzięki uprzejmości mojego portfela, który pozwolił na sfinansowanie usługi PlayStation Plus w styczniu 2026.
Kup Disney Epic Mickey: Rebrushed (PS5)


Idź do oryginalnego materiału