Wszyscy już wiedzą, iż Digger wykopał sobie finansowy grób. Straty dla ostatniego filmu studia Warner Bros przed wchłonięciem przez Paramount mogą wynieść choćby 250 milionów dolarów. Wielka szkoda, bo to genialny, nietuzinkowy, zabawny i szalony seans, który z pewnością nieraz powtórzę.
Najpotężniejszy człowiek na świecie wyrusza na desperacką misję, by udowodnić, iż jest wybawcą ludzkości, zanim katastrofa, którą sam wywołał, zniszczy wszystko.
Umówmy się, Digger to na pewno produkcja, która podzieli widzów. Nie będę udawał, iż każdemu spodoba się styl, humor i liczne asy w rękawie, które ma w zanadrzu Alejandro González Iñárritu. Mało tego, pierwszy zwrot akcji początkowo sam mnie nie przekonał. Jednak wraz z biegiem akcji zrozumiałem do czego prowadzi, a finalnie byłem z niego bardzo zadowolony. To film, który wymaga od widza cierpliwości i zaufania. Dopiero, gdy zaakceptujemy jego szaleństwa i nietypowy sposób opowiadania, możemy dokopać się do prawdziwego złota. Jeśli nie jesteśmy cierpliwi lub z góry uznamy formę za zbyt dziwną, poszatkowaną czy karykaturalną, seans może nas wymęczyć.
I powiem wam jedno: bardzo dobrze! Nigdy się tak nie cieszyłem się, iż film nie każdemu się spodoba dlatego, iż dzięki temu zyskuje cała kinematografia. Dzięki odwadze, by podejmować ryzyko, którego inni wolą unikać oraz decyzji by tworzyć sztukę, która łamie konwencje i realizuje szalone pomysły. Dodatkowo równie godne podziwu było zatwierdzenie astronomicznego budżetu – nietypowego jak na czarną komedię – i wypuszczeniu takiego filmu pod szyldem Warner Bros w siedemdziesięciu czterech krajach.
Zobacz również: Róża – recenzja filmu. Czy to kwiat, a może kamień?
kadr z filmuI tutaj zaczynają się schody. Zaraz przed rozpoczęciem filmu, pojawia się plansza, by nie zdradzać żadnych spoilerów dotyczących wydarzeń w tym filmie. Zawsze staram się tak robić. No chyba iż w scenariuszu jest tak znikoma akcja, iż praktycznie się nie da, a mgliście opowiedziane wydarzenia nie zmieniają odbioru. Jednak dotrzymam obietnicy i o żadnych zwrotach akcji postaram się tu nie wspominać. Niemniej, momentami wydaje się, jakby reżyser sabotował własny film. Bawił się oczekiwaniami, ale też śmiał z własnej karykaturalnej i satyrycznej konwencji filmu. W końcu Digger to wielopoziomowa satyra. Śmieję się nie tylko z ludzi, którzy pogrywają z przyszłością naszej planety, ale także z samego widza, który udał się na ten seans. I słusznie!
Śmiech jest najlepszym lekarstwem. Ale czy nie bywa też mechanizmem obronnym, gdy żyjemy w czasach niepokoju? Zaznaczę, iż na tym seansie śmiałem się dużo i głośno. Połowie sali przypadło do gustu to poczucie humoru, a drugiej nie. Mamy tu wszystko. Od żartów, iż ktoś się potknął o łopatę, po kpinę z ludzi u władzy, Ameryki i bezsilnego społeczeństwa. Często towarzyszył mi gorzki śmiech, kiedy uświadamiamy sobie, iż owszem wszystko jest tutaj wyolbrzymione, ale jednak jest odbiciem naszej rzeczywistości.
Zobacz również: Latarnie – recenzja serialu. Kłócą się jak stare dobre małżeństwo
kadr z filmuNie jest to film, który ma za zadanie łopatologicznie moralizować. To już postmodernistyczny gatunek, który wie, iż i tak wszystko, co stara się przekazać, dotrze do eteru lub zostanie zapomniane przez widza w przeciągu tygodnia. Nie mówiąc choćby o zwiększeniu świadomości w społeczeństwie na temat możliwych zagrożeń, które mogą nas spotkać. I co ważne, nie komentuje jedynie aktualnych wydarzeń, tylko choćby zaniedbania, które miały miejsce od dekad. Teraz po prostu żyjemy skutkami decyzji pokoleń, które do tego doprowadziły.
I owszem, możemy się zgadzać lub nie zgadzać z tym, o czym opowiada Digger. Moim zdaniem nie da się jednak dyskutować z szaloną energią obsady, którą oglądamy przez ponad dwie godziny. Zaryzykuję stwierdzenie, iż jest to najlepszy występ Toma Cruise’a w jego karierze. Pokazuje tu pełnię swoich aktorskich możliwości, z niezwykłą swobodą łącząc komediowe szaleństwo z dramatyczną intensywnością. Natomiast scena jego przemówienia moim zdaniem powinna przejść do historii kina. John Goodman sprawdza się fantastycznie jako nieco obłąkany, ale stanowczy prezydent Stanów Zjednoczonych, Riz Ahmed – jako znerwicowany doktor Ganesh a Sandra Hüller – jako apodyktyczna siostra głównego „bohatera”. Nie widziałem jej jeszcze w komediowej roli, choć twórcy mogliby się pokusić o dłuższy czas ekranowy jej postaci.
kadr z filmuGołym okiem widać, iż we wszystkie elementy produkcji włożono masę serca i autorskiej wizji. Sama ścieżka dźwiękowa to mozaika dźwięków, w której naturalne odgłosy przyrody przeplatają się z surowymi, mechanicznymi rytmami. Tworzy ona dźwiękowy krajobraz, który jest jednocześnie hipnotyzujący jak i niepokojący, co samo w sobie stanowi celową ironię jej twórcy. Zdjęcia często mają nienasyconą barwę kolorów i pokraczne kadry. Scenografia zaskakuję nas pomysłowością. Reżyser Alejandro González Iñárritu dostał totalną wolność artystyczną i maksymalnie ją wykorzystał swoją, by w pełni zrealizować swoją wizję.
Digger to dla mnie dzieło fenomenalne. Jest jednocześnie błyskotliwą, intelektualną grą z widzem oraz katastroficzną satyrą, która bywa w równym stopniu rubaszna, co genialna. Być może nie wszystko się wam tu spodoba, a w najgorszym przypadku – nic. Natomiast jest to film tak unikalny, a jednocześnie tak mądry i samoświadomy w tym, co stara się przekazać, iż szkoda go przegapić. Szczególnie jeżeli choć w minimalnym stopniu was zaciekawił. Tym bardziej, iż stworzył go zdobywca łącznie pięciu Oscarów, między innymi za film Birdman (czyli nieoczekiwane pożytki z niewiedzy) oraz za Zjawę, dzięki której Leonardo DiCaprio zdobył pierwszą oscarową statuetkę. Czy akurat ten film także spodoba się Akademii? Szczerze mówiąc, nie mam bladego pojęcia. Wiem za to, iż takiego filmu na pewno nigdy nie widzieliście, a patrząc na wyniki finansowe, być może już nigdy nie zobaczycie.













![Rywale zaskoczyli Porto. Bramkarz powinien zachować się lepiej [WIDEO]](https://sf-administracja.wpcdn.pl/storage2/featured_original/6aca761a6a1c86_09840900.jpg)
