Devil May Cry to jedna z tych marek, do których mam ogromny sentyment. Kiedy byłem nastolatkiem, Dante był dla mnie definicją kozaka. Gdybym przez cały czas miał te kilkanaście lat, pewnie również netfliksową wersję syna Spardy uznałbym za świetnego bohatera. Niestety człowiek dorasta i zaczyna patrzeć na pewne rzeczy trochę inaczej.
Mimo wszystko pierwszy sezon Devil May Cry nie był dla mnie aż takim rozczarowaniem, jakim okrzyknęła go spora część Internetu. Owszem, znalazło się tam wiele decyzji, z którymi absolutnie nie mogłem się pogodzić, szczególnie jeżeli chodzi o charaktery postaci. Pomimo obaw postanowiłem jednak podejść do drugiego sezonu z otwartą głową.
Zobacz również: Devil May Cry – recenzja serialu. Piekło Dantego
Kadr z serialuDante z gier zawsze był i będzie luzakiem ukrywającym prawdziwe emocje za głupkowatymi tekstami i pewnością siebie. Problem w tym, iż ten serialowy nie ma choćby ułamka charyzmy swojego growego odpowiednika. przez cały czas da się go oglądać, ale trudno powiedzieć, żeby szczególnie angażował. I tak wypada lepiej niż jego brat.
Vergil w serialu jest po prostu męczący. jeżeli w grach irytowały Was jego sztywne monologi i wieczna powaga, tutaj będzie jeszcze gorzej. Twórcy zrobili z niego postać tak drewnianą, iż momentami miałem ochotę przewinąć sceny z jego udziałem. Jeszcze bardziej boli jednak to, jak potraktowano jego relację z Mundusem.
W oryginalnych grach Vergil był kontrolowany przez siły piekła, tutaj natomiast dobrowolnie służy Mundusowi, bo uwierzył w jego propagandę. Rozumiem, iż adaptacje mogą różnić się od materiału źródłowego, ale zrobienie niemal ojcowskiej figury z jednego z największych potworów tej serii było naprawdę dziwnym pomysłem.
Zobacz również: Niezwyciężony – recenzja 4. sezonu. Gra o najwyższą stawkę
Kadr z serialuFabuła w pewnym stopniu kontynuuje wydarzenia z pierwszego sezonu. Mówię „w pewnym stopniu”, bo wcześniejsze wątki traktowane są dość pobieżnie. Pojawiają się wzmianki o Białym Króliku czy wojnie z piekłem, ale wszystko to stanowi jedynie tło dla nowej historii. Problem w tym, iż nowy wątek jest boleśnie schematyczny.
Ekscentryczny milioner i wynalazca zbiera okultystyczne artefakty, aby wskrzesić pradawnego demona i przejąć władzę nad światem. Brzmi znajomo? Bo podobne historie widziałem już dziesiątki razy. Gdyby chociaż zostało to przedstawione w interesujący sposób, pewnie przymknąłbym na to oko. Niestety serial jest tak przewidywalny, iż dosłownie odgadłem historię antagonisty, zanim jeszcze została oficjalnie pokazana na ekranie. Element zaskoczenia praktycznie tutaj nie istnieje, choć pojawia się jeden mały wyjątek, którego nie chcę spoilerować.
Słabo wypada też romans między Dante a Lady. Owszem, wcześniej było widać pewne napięcie między nimi, ale ostatecznie ta relacja kompletnie niczego nie zmienia. Dynamika bohaterów pozostaje praktycznie taka sama. Można by usunąć cały wątek romantyczny ze scenariusza i serial adekwatnie nic by na tym nie stracił.
Zobacz również: The Boys, sezon 5. – recenzja odcinków 1-2. Let’s goooo
Kadr z serialuTo, co wypada dobrze, to strona techniczna Devil May Cry. Stylizowana na anime kreska prezentuje się naprawdę solidnie i świetnie pasuje do dynamicznych scen walki. A tych podczas seansu zdecydowanie nie brakuje. Choreografia pojedynków i płynność animacji stoją na wysokim poziomie. choćby gdy fabuła zaczyna nużyć, akcja potrafi skutecznie przyciągnąć wzrok do ekranu.
Dużym plusem jest również muzyka. Mocne rockowe klasyki w różnych aranżacjach idealnie pasują do klimatu serii i dobrze podkreślają wydarzenia na ekranie. Na pochwałę zasługują też dźwięki otoczenia. Szczek stali, odgłosy wystrzałów czy głuche uderzenia podczas walk skutecznie budują atmosferę i poprawiają immersję.
Jest jeszcze jeden element, który pozytywnie mnie zaskoczył. Chodzi o postać Matyldy. To o tyle ciekawe, iż dziecięce postacie w serialach zwykle mocno mnie irytują. Tutaj było odwrotnie. Matylda jest rezolutna, ciekawska i zwyczajnie urocza. Co ważne, nie pełni wyłącznie roli osoby do ratowania. Dziewczynka dostaje własny moment chwały i naprawdę wnosi coś do historii. Na tle wielu innych bohaterów wypada wręcz jak powiew świeżości.
Zobacz również: Najbardziej wyczekiwane premiery seriali 2026
Podsumowując, drugi sezon Devil May Cry prezentuje bardzo podobny poziom do pierwszego. Jako adaptacja kultowej serii gier wypada kiepsko, szczególnie dla fanów oryginału. jeżeli jednak potraktujemy ten serial wyłącznie jako efektowne kino akcji, można się przy nim całkiem nieźle bawić. Sceny walki i soundtrack robią dobre wrażenie, ale same nie są w stanie udźwignąć całej produkcji. To raczej luźny seans do obiadu niż coś, co zostanie w głowie na dłużej.
Fot. główna. Materiały promocyjne

















