Każdy szanujący się heros musi choć raz w życiu odbyć wędrówkę w zaświaty. Herakles zszedł do Hadesu, by ukręcić Cerberowi łeb, Orfeusz pognał na drugą stronę ratować ukochaną żonę, Odyseusz z kolei w podziemiach poszukiwał sposobu na bezpieczny powrót do domu. Takie podróże to nie tylko sprawa greckich półbogów, choćby Jezus na trzy dni zstąpił do Szeolu. Współcześnie z wiarą w życie pozagrobowe bywa różnie, mimo to koncepcja piekła wciąż trzyma się mocno. Zmieniło się oczywiście jego postrzeganie – dziś ślady gehenny prowadzą do luksusowych kurortów, willi tech bros i wysp milionerów. Kirill Sokolov w "Oni cię zabiją" łączy oba porządki, mieszając wyobrażenia klasyczne z nowoczesnymi. Efekt? "Boska komedia" w duchu eat the rich.
Sokolov, jak w przypowieściach, przedkłada czytelność (co bardziej zjadliwi widzowie powiedzą choćby czytankowość) nad ambiwalencję. W "Oni cię zabiją" wszystko jest dobitne i proste; taki scenariusz napisany caps lockiem. Zaczyna się od cytatu Celliniego: "Gdy biedni oddają bogatym, diabeł ma ubaw". Potem przechodzi do krótkiej retrospekcji-ekspozycji: półsieroty Asia (Zazie Beetz) i Maria (Myha’la) uciekają przed przemocowym ojcem. Pierwsza rani zwyrodnialca, po czym ucieka z miejsca zdarzenia, zostawiając młodszą siostrę na pastwę losu. Koniec końców i tak trafi za kratki na bitą dekadę (w mamrze nauczy się tego i owego). Wreszcie zaś następuje akcja adekwatna: po odsiadce Asia podejmuje pracę w nowojorskim apartamentowcu The Virgil, gdzie ostatnio widziano jej siostrę. Z daleka widać, iż przy budowie tego miejsca maczał palce Belzebub: szczyt zdobi pentagram, drzwi frontowe – diabelskie popiersia. A więc mamy Dantego, mamy piekło.
Ten Dante to jednak bardziej protagonista "Devil May Cry", niż Alighieri. Kto kojarzy debiut Sokolova, "Zdychaj, tatulku!", ten wie, iż Rosjanin do opowiadania historii najchętniej wykorzystuje konwencję kina akcji. Stąd Asia prędko odkrywa, iż bajecznie bogaci mieszkańcy The Virgil to tak naprawdę czciciele Szatana. Dybią na jej życie, a co gorsza, są nieśmiertelni. Pierwsze spotkanie zahartowanej w kiciu kobiety z kultystami kończy się krwawą jatką, która niejako stanowi główną atrakcję "Oni cię zabiją". Film Sokolova to komedia akcji z elementami horroru na wzór filmów Sama Raimiego – jakby "Martwe zło 2" od momentu, gdy Ash sięga po piłę łańcuchową. Dlatego przegięta przemoc podporządkowana jest tu slapstickowi. Sokolov ze współscenarzystą Aleksem Litvakiem wynajdują coraz to nowe sposoby na uśmiercanie złoczyńców, sprowadzają gore do poziomu absurdu. Jest to o tyle łatwe, iż kultyści to swoiste wańki-wstańki.
W "Oni cię zabiją" krew i wnętrzności fruwają po kadrze, jak muchy nad kompostownikiem. Kiedy w ruch idą maczety, dubeltówki i siekiery, film Sokolova zaczyna przypominać fantazje Tarantino lub Rodrigueza. Te inspiracje nie są zresztą w żaden sposób zawoalowane. o ile "Zdychaj, tatulku!" uśmiechało się do "Pulp Fiction", to "Oni cię zabiją" idzie ręka w rękę z "Kill Bill". Zabójczo skuteczna Asia ma w sobie coś z Beatrix Kiddo. Kiedy w furii staje naprzeciw liderki kultu Lily (Patricia Arquette), w pamięci ożywają ujęcia z pojedynku z O-Ren Ishii. Duża w tym zasługa charyzmatycznej Zazie Beetz, która w pełni oddaje się roli, akcentując przesadę scenariusza (aktorka trenowała przez kilka miesięcy, by móc samodzielnie zagrać swoje sceny kaskaderskie). Asia to typ postaci, którą zagrałaby Zoe Saldaña, choć powinna Issa Rae. Beetz spotyka je w połowie drogi, odnajdując się zarówno w akcji, jak i komedii.
Heather Graham, Willie Ludik, Tom Felton, Gabe Gabriel, David Viviers
Porównanie do Tarantino uzasadnione jest nie tylko tym, iż każdej dekapitacji towarzyszy fontanna krwi. Sokolov w bliźniaczy sposób tworzy swój własny tygiel odniesień, komentarzy i mrugnięć okiem. W przeciwieństwie do twórcy "Kill Bill" są one raczej nieniszowe, znalezione na streamingu a nie wypożyczalni wideo. The Virgil, który na wzór Dantejskiego piekła ma dziewięć pięter, to wielokondygnacyjna rzeźnia wyjęta wprost z "Raid" czy "Dredda" – choćby jeżeli jej zbytkowne turkusowo-złote wnętrze przypomina bardziej hall Arconii ze "Zbrodni po sąsiedzku". Choć Sokolov wkłada w sceny walki niemało pomyślunku (to zdecydowanie największy atut filmu), w sposobie, w jaki inscenizuje bitkę w korytarzach, trudno nie dostrzec inspiracji słynną potyczką z "Oldboya" (nie bez powodu bohater "Zdychaj, tatulku!" uzbrojony był w młotek ciesielski). Ktoś zaraz przyjdzie i powie: hola, hola, przecież chodząca boso po szkle Asia to wypisz wymaluj John McClane! Coś w tym jest – w "Oni cię zabiją" pojawia się choćby identyczne, jak w "Szklanej pułapce", ujęcie wybuchu.
Zabawę w szukanie nawiązań można ciągnąć w nieskończoność: tu jakaś wuxia, tam horror satanistyczny, itepe, itede. Najistotniejszym porównaniem pozostaje jednak to, które, choćby z marketingowego punktu widzenia, działa na niekorzyść akcyjniaka Sokolova, czyli zestawienie z "Zabawą w pochowanego". Spójrzmy – młoda proletariuszka ganiana jest po bijącej po oczach dolarem posiadłości przez konszachtujących z diabłem bogaczy; jej daleko do świętoszki, ale ma serce po adekwatnej stronie, oni tymczasem stanowią popędliwy, durny motłoch, których lęk przed utratą władzy i wywróceniem klasowego porządku posuwa do największych okrucieństw. O którym filmie mowa? Obu. I choć nie sądziłem, iż to kiedyś powiem, w takim układzie przebój Bettinelliego-Olpina i Gilletta wydaje się satyrą wyjątkowo subtelną. Komentarz Sokolova i Litvaka na temat dynamiki klasowej i rasowej w USA wpleciony jest jakby pretekstowo, realizujący się na poziomie deklaracji i kilku bon motów. Kiedy wymęczoną Asię spytają, co się stało, odpowie: "bogaci ludzie".
Tej naskórkowości nie wynagradza w żaden sposób służący niby za emocjonalny fundament filmu dramat sióstr. Postać Marii jest bowiem jedynie fabularnym wytrychem potrzebnym do umotywowania głównej bohaterki. Historia siostrzanego pojednania trąci sztampą, jak zresztą cała fabuła "Oni cię zabiją", w której wątki pojawiają się, by raptem przepaść chaosie naparzanki. Mimo to przeestetyzowany teatr przemocy Sokolova da się oglądać z przyjemnością. W końcu reżyser potrafi balansować na granicy efektowności i efekciarstwa, dostarczając sekwencji, które jednocześnie trzymają w napięciu, imponują brawurową choreografią i bawią samoświadomą durnowatością. Podobnie jak w debiucie rytm akcji wytycza hip-hopowy beat. Kiedy Asia szlachtuje wrogów do "Crazy" Doechii, robi to z lekkością, której brakowało groteskowemu "Człowiekowi o żelaznych pięściach". A też nie można zapomnieć o praktycznych efektach specjalnych, które dodają całości retro uroku (czar pryska w finale, gdy ekran przejmują generowane komputerowo dziwactwa).
Omawiając "Oni cię zabiją", nie można pominąć pewnego kontekstu pozafilmowego. Sokolov opuścił Rosję na krótko po wybuchu wojny w Ukrainie. Od tamtego czasu wielokrotnie apelował do zaprzestania agresji. W "Zdychaj, tatulku!" obnażał skorumpowanie rosyjskich służb, tym razem wziął się za rozliczanie grzechów USA. Zamiast smagać biczem satyry oligarchów, wziął na celownik nowojorskich krezusów. Wygodne, prawda? W czasach, gdy Rosjanie zdają się powracać na salony (przykrym przykładem jest ponowne otwarcie rosyjskiego pawilonu na Biennale w Wenecji), warto wykorzystać każdą okazję, by przypomnieć o piekle, które wciąż trwa w okupowanej Ukrainie.
Sokolov, jak w przypowieściach, przedkłada czytelność (co bardziej zjadliwi widzowie powiedzą choćby czytankowość) nad ambiwalencję. W "Oni cię zabiją" wszystko jest dobitne i proste; taki scenariusz napisany caps lockiem. Zaczyna się od cytatu Celliniego: "Gdy biedni oddają bogatym, diabeł ma ubaw". Potem przechodzi do krótkiej retrospekcji-ekspozycji: półsieroty Asia (Zazie Beetz) i Maria (Myha’la) uciekają przed przemocowym ojcem. Pierwsza rani zwyrodnialca, po czym ucieka z miejsca zdarzenia, zostawiając młodszą siostrę na pastwę losu. Koniec końców i tak trafi za kratki na bitą dekadę (w mamrze nauczy się tego i owego). Wreszcie zaś następuje akcja adekwatna: po odsiadce Asia podejmuje pracę w nowojorskim apartamentowcu The Virgil, gdzie ostatnio widziano jej siostrę. Z daleka widać, iż przy budowie tego miejsca maczał palce Belzebub: szczyt zdobi pentagram, drzwi frontowe – diabelskie popiersia. A więc mamy Dantego, mamy piekło.
Ten Dante to jednak bardziej protagonista "Devil May Cry", niż Alighieri. Kto kojarzy debiut Sokolova, "Zdychaj, tatulku!", ten wie, iż Rosjanin do opowiadania historii najchętniej wykorzystuje konwencję kina akcji. Stąd Asia prędko odkrywa, iż bajecznie bogaci mieszkańcy The Virgil to tak naprawdę czciciele Szatana. Dybią na jej życie, a co gorsza, są nieśmiertelni. Pierwsze spotkanie zahartowanej w kiciu kobiety z kultystami kończy się krwawą jatką, która niejako stanowi główną atrakcję "Oni cię zabiją". Film Sokolova to komedia akcji z elementami horroru na wzór filmów Sama Raimiego – jakby "Martwe zło 2" od momentu, gdy Ash sięga po piłę łańcuchową. Dlatego przegięta przemoc podporządkowana jest tu slapstickowi. Sokolov ze współscenarzystą Aleksem Litvakiem wynajdują coraz to nowe sposoby na uśmiercanie złoczyńców, sprowadzają gore do poziomu absurdu. Jest to o tyle łatwe, iż kultyści to swoiste wańki-wstańki.
W "Oni cię zabiją" krew i wnętrzności fruwają po kadrze, jak muchy nad kompostownikiem. Kiedy w ruch idą maczety, dubeltówki i siekiery, film Sokolova zaczyna przypominać fantazje Tarantino lub Rodrigueza. Te inspiracje nie są zresztą w żaden sposób zawoalowane. o ile "Zdychaj, tatulku!" uśmiechało się do "Pulp Fiction", to "Oni cię zabiją" idzie ręka w rękę z "Kill Bill". Zabójczo skuteczna Asia ma w sobie coś z Beatrix Kiddo. Kiedy w furii staje naprzeciw liderki kultu Lily (Patricia Arquette), w pamięci ożywają ujęcia z pojedynku z O-Ren Ishii. Duża w tym zasługa charyzmatycznej Zazie Beetz, która w pełni oddaje się roli, akcentując przesadę scenariusza (aktorka trenowała przez kilka miesięcy, by móc samodzielnie zagrać swoje sceny kaskaderskie). Asia to typ postaci, którą zagrałaby Zoe Saldaña, choć powinna Issa Rae. Beetz spotyka je w połowie drogi, odnajdując się zarówno w akcji, jak i komedii.
Heather Graham, Willie Ludik, Tom Felton, Gabe Gabriel, David Viviers
- Warner Bros. Entertainment Inc.
Porównanie do Tarantino uzasadnione jest nie tylko tym, iż każdej dekapitacji towarzyszy fontanna krwi. Sokolov w bliźniaczy sposób tworzy swój własny tygiel odniesień, komentarzy i mrugnięć okiem. W przeciwieństwie do twórcy "Kill Bill" są one raczej nieniszowe, znalezione na streamingu a nie wypożyczalni wideo. The Virgil, który na wzór Dantejskiego piekła ma dziewięć pięter, to wielokondygnacyjna rzeźnia wyjęta wprost z "Raid" czy "Dredda" – choćby jeżeli jej zbytkowne turkusowo-złote wnętrze przypomina bardziej hall Arconii ze "Zbrodni po sąsiedzku". Choć Sokolov wkłada w sceny walki niemało pomyślunku (to zdecydowanie największy atut filmu), w sposobie, w jaki inscenizuje bitkę w korytarzach, trudno nie dostrzec inspiracji słynną potyczką z "Oldboya" (nie bez powodu bohater "Zdychaj, tatulku!" uzbrojony był w młotek ciesielski). Ktoś zaraz przyjdzie i powie: hola, hola, przecież chodząca boso po szkle Asia to wypisz wymaluj John McClane! Coś w tym jest – w "Oni cię zabiją" pojawia się choćby identyczne, jak w "Szklanej pułapce", ujęcie wybuchu.
Zabawę w szukanie nawiązań można ciągnąć w nieskończoność: tu jakaś wuxia, tam horror satanistyczny, itepe, itede. Najistotniejszym porównaniem pozostaje jednak to, które, choćby z marketingowego punktu widzenia, działa na niekorzyść akcyjniaka Sokolova, czyli zestawienie z "Zabawą w pochowanego". Spójrzmy – młoda proletariuszka ganiana jest po bijącej po oczach dolarem posiadłości przez konszachtujących z diabłem bogaczy; jej daleko do świętoszki, ale ma serce po adekwatnej stronie, oni tymczasem stanowią popędliwy, durny motłoch, których lęk przed utratą władzy i wywróceniem klasowego porządku posuwa do największych okrucieństw. O którym filmie mowa? Obu. I choć nie sądziłem, iż to kiedyś powiem, w takim układzie przebój Bettinelliego-Olpina i Gilletta wydaje się satyrą wyjątkowo subtelną. Komentarz Sokolova i Litvaka na temat dynamiki klasowej i rasowej w USA wpleciony jest jakby pretekstowo, realizujący się na poziomie deklaracji i kilku bon motów. Kiedy wymęczoną Asię spytają, co się stało, odpowie: "bogaci ludzie".
Tej naskórkowości nie wynagradza w żaden sposób służący niby za emocjonalny fundament filmu dramat sióstr. Postać Marii jest bowiem jedynie fabularnym wytrychem potrzebnym do umotywowania głównej bohaterki. Historia siostrzanego pojednania trąci sztampą, jak zresztą cała fabuła "Oni cię zabiją", w której wątki pojawiają się, by raptem przepaść chaosie naparzanki. Mimo to przeestetyzowany teatr przemocy Sokolova da się oglądać z przyjemnością. W końcu reżyser potrafi balansować na granicy efektowności i efekciarstwa, dostarczając sekwencji, które jednocześnie trzymają w napięciu, imponują brawurową choreografią i bawią samoświadomą durnowatością. Podobnie jak w debiucie rytm akcji wytycza hip-hopowy beat. Kiedy Asia szlachtuje wrogów do "Crazy" Doechii, robi to z lekkością, której brakowało groteskowemu "Człowiekowi o żelaznych pięściach". A też nie można zapomnieć o praktycznych efektach specjalnych, które dodają całości retro uroku (czar pryska w finale, gdy ekran przejmują generowane komputerowo dziwactwa).
Omawiając "Oni cię zabiją", nie można pominąć pewnego kontekstu pozafilmowego. Sokolov opuścił Rosję na krótko po wybuchu wojny w Ukrainie. Od tamtego czasu wielokrotnie apelował do zaprzestania agresji. W "Zdychaj, tatulku!" obnażał skorumpowanie rosyjskich służb, tym razem wziął się za rozliczanie grzechów USA. Zamiast smagać biczem satyry oligarchów, wziął na celownik nowojorskich krezusów. Wygodne, prawda? W czasach, gdy Rosjanie zdają się powracać na salony (przykrym przykładem jest ponowne otwarcie rosyjskiego pawilonu na Biennale w Wenecji), warto wykorzystać każdą okazję, by przypomnieć o piekle, które wciąż trwa w okupowanej Ukrainie.

















