Déjà vu

filmweb.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: plakat


Kiedy w zeszłym roku aktorska "Śnieżka" okazała się sromotną finansową porażką (a przy okazji filmem znienawidzonym przez część widowni), można to było wziąć za sygnał, iż aktorskie remaki animacji Disneya to wyczerpana formuła. Przynajmniej do czasu, aż ledwie dwa miesiące później przebojem finansowym (ponad miliard dolarów na koncie!) stała się nowa wersja "Lilo & Stitcha". Już wtedy wiadomo było, iż to nie koniec i iż Dom Myszki Miki szykuje kolejny remake. Tym razem odświeżenia doczekała się animacja "Vaiana. Skarb oceanu".

W przeciwieństwie do "Królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków" oraz "Lilo i Stitcha" (jak również wielu innych odświeżanych tytułów sprzed lat), "Vaiana” nie zdążyła jeszcze choćby zarosnąć kurzem. Animacja ma zaledwie dziesięć lat, dopiero dwa lata temu na ekrany trafiła jej kontynuacja i obie części wciąż cieszą się popularnością oraz sympatią widzów. Ktoś mógłby zapytać, czy decyzja o remake’u była wobec tego podyktowana chęcią wprowadzenia zmian do historii Vaiany i położenia akcentu na inne aspekty, nierozwinięte w animacji. Otóż nie, wręcz przeciwnie – nowa "Vaiana" to jeden z najwierniejszych remake’ów Disneya (a może i najwierniejszy).

Catherine Laga'aia
  • Disney Enterprises, Inc.

Ponownie dostajemy więc historię nastoletniej córki przywódcy polinezyjskiego plemienia, która chce ocalić swoją wyspę przed zagładą. W tym celu wyrusza na niebezpieczną wyprawę po oceanie, by odnaleźć półboga Mauiego i z jego pomocą zwrócić skradzione przez niego wiele lat wcześniej serce bogini Te Fiti. jeżeli komuś przeszkadzały zmiany w "Lilo i Stitchu", tutaj teoretycznie nie będzie miał powodów do narzekań. "Vaiana" niemal punkt po punkcie odtwarza historię znaną z animacji, a miejscami wręcz powiela konkretne kadry i sekwencje, wprowadzając jedynie drobne modyfikacje. To praktyka bliska temu, co pokazano w zeszłorocznym "Jak wytresować smoka", choć tamten remake miał więcej serca niż najnowsza produkcja Disneya – być może dlatego, iż zajął się nim twórca oryginału.

Nowa "Vaiana" to z kolei projekt, którego największym ambasadorem od początku był Dwayne Johnson. Aktor w oryginale użyczył głos Mauiemu, a w kontekście remake’u powtarzał, iż chce uczcić kulturę, z której się wywodzi. Johnson nie tylko wyprodukował nową adaptację, ale także ponownie wcielił się w Mauiego – tym razem użyczając mu zarówno głosu, jak i twarzy. I jakkolwiek szanuję, iż aktor chciał oddać hołd swoim przodkom, tak nie mogę zignorować tego, iż zwyczajnie nie jest trafionym wyborem castingowym (abstrahując od tego, iż musi nosić potężną perukę). Niektóre z jego wcześniejszych projektów udowadniały, iż aktorowi nie brakuje drygu komediowego, ale tutaj nie udaje mu się go wykorzystać, a oglądanie, jak tańczy i śpiewa, jest dość niezręcznym doświadczeniem. Choć sam Johnson jest wyraźnie przekonany, iż obsadzenie go w roli Mauiego to strzał w dziesiątkę – gdy jego bohater mówi o tym, jak to powinien być adorowany, można odnieść wrażenie, iż przemawia do nas sam aktor.

Dwayne Johnson
  • Disney Enterprises, Inc.

Znacznie lepiej i naturalniej wypada debiutująca na dużym ekranie Catherine Laga’aia, która wciela się w tytułową bohaterkę. Aktorka ma w sobie sporo uroku i charyzmy, udanie ukazując nie tylko zadziorność Vaiany, ale także jej obawy i niepewność, gdy dopiero odkrywa własną ścieżkę. Dobrze radzi sobie też w musicalowych sekwencjach (swoją drogą za reżyserię filmu odpowiada Thomas Kail, który wcześniej zrealizował "Hamiltona") i trafnie oddaje emocje. Słowem, tworzy przekonującą postać.

W porównaniu do nich, cała reszta obsady schodzi na drugi plan – pozostałych bohaterów, w tym rodziców Vaiany, opuszczamy na długo w momencie, gdy dziewczyna wypływa z wyspy. Wyjątkiem jest kogut Hei Hei, który stanowi tzw. comic relief, pełniąc identyczną rolę, jak w animacji (i wciąż będąc wytworem komputera). Samo przedstawienie polinezyjskiej kultury robi wrażenie (sceny na wyspie nieco rozbudowano w stosunku do tego, co oglądaliśmy w animacji) i jeżeli był to jeden z pretekstów, by nakręcić remake, to można go uznać za sensowne usprawiedliwienie. Pięknie prezentują się także sekwencje nocne z neonowymi światłami i ujęcia malowniczych krajobrazów, choć jako całość to animacja bardziej cieszyła oczy. Z jakiegoś powodu uznano bowiem, iż w remake’u należy stonować nasycenie kolorów, na czym straciły niektóre fragmenty (choćby te, w których pojawia się Te Fiti).

  • Disney Enterprises, Inc.

W związku z tym, iż nie zmieniono fabuły, aktorska "Vaiana" to wciąż przyjemna historia o odkrywaniu siebie i swojego powołania, nabywaniu przekonania o własnej wartości, odwadze, miłości do rodziny i poszanowaniu swoich korzeni. Piosenki niezmiennie wpadają w ucho (szczególnie "Shiny", w polskim dubbingu w obu wersjach śpiewane przez Macieja Maleńczuka), a film ma dobre tempo i bez problemu powinien utrzymać uwagę młodych widzów. Emocjonalnie także działa podobnie jak animacja, a kto wie – może niektórym odbiorcom łatwiej będzie się utożsamić z ludzką Vaianą o twarzy Laga’aii. Dlatego jako samodzielny film trudno mi ocenić go niżej, choćby jeżeli oryginał wciąż uważam za lepszą interpretację tej opowieści.
Idź do oryginalnego materiału