Debit – Potpourri

nowamuzyka.pl 7 godzin temu

Industrialna wersja latino.

Wydany w ubiegłym roku przez Modern Love nowy album meksykańskiej producentki okazał się dużym medialnym sukcesem. „Desaceleradas” zebrał euforyczne recenzje nie tylko w Pitchforku czy „The Guardianie”, ale choćby w latynoskim „Vogue’u”. Delii Beatriz udało się bowiem w intrygujący sposób przefiltrować swe muzyczne dziedzictwo rodem z Monterrey przez własną wrażliwość nieustraszonej eksperymentatorki. Ta awangardowa wersja meksykańskiej cumbii miała niemalże ambientowy ton – i prawdopodobnie dzięki temu tak dobrze została przyjęta przez zachodnią krytykę.

Beatriz zaczynała jednak jako didżejka, łącząc latynoskie etno z techno i house’m. Efektem tego była jej płyta „System” wydana w 2019 roku przez meksykańską wytwórnię NAAFI. Choć potem producentka skupiła się na tworzeniu zdecydowanie bardziej eksperymentalnej muzyki, nie odcięła się od swych klubowych korzeni. W ciągu ostatnich lat pracowała nad materiałem, który byłby kontynuacją wspomnianego „System”. Inspiracją stały się dla niej sety didżeja Javiera Estrady z Monterrey, słynące z nielinearnego sposobu miksowania. Jak to wypada teraz na jej płycie?

Trzynaście nagrań z „Potpourri” bucha iście ognistą energią. Nie rezygnując z twardego bitu rodem z mocnego techno, Beatriz uzupełnia go plemiennymi perkusjonaliami wywiedzionymi z kolumbijskiej guarachy, tworząc rozedrgane i transowe rytmy („2placesatonce”). Czasem ten hipnotyczny puls ustępuje hybrydom tribalowych bębnów z breakbeatem („Pero like”) czy dubstepem („Ni de aquialla”). Wszystko to uzupełniają acidowe spazmy rodem z frankfurckiego hard techno z lat 90. („Tuve suerte”) lub noise’owe zgrzyty i szumy („dystrophica”). Jest tu też miejsce na wprost industrialne preparacje, deformujące guarachę na modłę Throbbing Gristle („Referencepoint”).

Generalnie brzmienie „Potpourri” przypomina dawne dokonania amerykańskich twórców noise’owego techno, skupionych wokół wytwórni L.I.E.S. Nic dziwnego – wszak Delia Beatriz mieszka w Nowym Jorku i na pewno nie raz zetknęła się z ich muzyką. Słychać tu też echa surowego i siarczystego grania Heleny Hauff oraz jej duetu Black Site. Meksykańska producentka wykorzystuje jednak te wpływy, aby stworzyć własną wersję klubowego latino. I trzeba przyznać, iż to równie psychodeliczna muzyka, jak jej ambientowe eksperymenty z ubiegłorocznego „Desaceleradas”.

NAAFI 2026

www.naafi.mx

www.facebook.com/NAAFImx

www.debit.media

Idź do oryginalnego materiału