DEATHGEIST - Underwolrd (2026)

powermetal-warrior.blogspot.com 11 godzin temu

Po czterech latach oczekiwania brazylijski Deathgeist powraca z nowym materiałem. „Underworld” to swoista kontynuacja kierunku, jaki zespół prezentował do tej pory. Otrzymujemy przede wszystkim dynamiczny i agresywny thrash metal, jednak dużym atutem albumu jest obecność melodyjności oraz wyraźnych patentów zaczerpniętych z heavy i speed metalu. Niejednokrotnie można odnieść wrażenie, iż to właśnie ta heavy/speedmetalowa motoryka wysuwa się na pierwszy plan. Płyta ukazała się 9 stycznia i bez wątpienia zasługuje na uwagę. Oczywiście nie jest to światowa liga, ale zespół nadrabia pasją i solidnym rzemiosłem.

Deathgeist działa od 2017 roku i ma już na koncie cztery albumy studyjne. Najnowszy krążek wyraźnie pokazuje, iż muzycy wiedzą, jak grać i jak dostarczyć porcję solidnego metalowego grania. Fundamentem całości są partie gitarowe duetu Adriano i Victor, którzy stawiają na klasyczne rozwiązania i wyraźnie czerpią z klimatu lat 80. Brakuje nieco elementu zaskoczenia oraz większej przebojowości, jednak album broni się mocnymi riffami i wysokim tempem. Adriano Perfetto odpowiada również za partie wokalne — to rasowy frontman, stawiający na drapieżność, agresję i oldschoolowy klimat. Technicznie nie zawsze jest idealnie, ale jego wokal dobrze wpisuje się w stylistykę Deathgeist i stanowi jeden z motorów napędowych zespołu.

Przyjemna dla oka okładka oraz soczyste, dobrze wyważone brzmienie współgrają z zawartością albumu. Całość otwiera sześciominutowy „Underworld” — ponury, mroczny utwór, który jasno sygnalizuje obecność wpływów heavy i speed metalu. To kompozycja dość prosta i stylistycznie przewidywalna, ale jednocześnie przyjemna w odbiorze. Więcej heavy metalowego klimatu odnajdziemy w nastrojowym „Mind Games”, choć brakuje tu emocjonalnego zrywu i wyrazistego punktu kulminacyjnego.

Bardzo dobrze wypada rozpędzony „Destination: Dust”, w którym można wyraźnie usłyszeć inspiracje takimi zespołami jak Destruction czy Kreator. Na płycie znalazł się również toporny i stonowany „U.F.O. Inc.” — solidny, choć pozbawiony większych ambicji. Z kolei „Last Memories” wypada zbyt spokojnie i nijako, kilka wnosząc do całości. Jednym z ciekawszych momentów albumu jest dynamiczny „When Darkness Falls”, pokazujący, iż Deathgeist potrafi stworzyć utwór naprawdę godny uwagi. Całość zamyka „Skinwalkers” — kolejny przykład melodyjnego grania w wykonaniu zespołu. To dobra propozycja, choć do ideału wciąż sporo brakuje.

Deathgeist to solidny zespół grający z pasją i pozytywną energią. Wciąż brakuje im elementu zaskoczenia oraz większej dawki przebojowości, jednak nowy album potwierdza, iż drzemie w nich potencjał na coś więcej. To materiał, którego słucha się bez bólu, a momentami choćby z przyjemnością. Warto sprawdzić, choć nie należy oczekiwać rewelacji.

Ocena: 5,5/10

Idź do oryginalnego materiału