Odświeżyłem sobie
Cosmovore i
Providence i dzisiaj jest dokładnie tak, jak zapamiętałem. Czyli totalnie niezapamiętywalny blackened death metal. Wykręcony technicznie, bogaty kompozycyjnie, pełen riffów, złowrogiego klimatu i bardzo dobrych, różnorodnych wokali. Ale jak się kończy, to nie dość, iż średnio się pamięta co tam na płycie było, to jeszcze w ogóle nie chce się wrócić, żeby sobie przypomnieć. Chyba najgorszy projekt, w jakim udziela się Stefcio Paw.
Okładki najlepsze z tego wszystkiego, zwłaszcza ta z debiutu. Hoho, mógłbym sobie taką dziarę zrobić do kompletu.
Statystyki: autor: DiabelskiDom — 21 min. temu