Siedem lat trzeba było czekać na następcę
„Necessary Excess of Violence”, ale wygląda na to, iż Sorcery tego czasu nie przespało. Po czterdziestu latach grania łatwo byłoby już tylko odpalać HM-2, jechać na sprawdzonych patentach i liczyć, iż nazwa zrobi resztę. Na szczęście tutaj tak nie jest. Oczywiście dalej jest to szwedzki death metal po całości. Brudne gitary, sporo melodii, szybkie strzały przeplatane cięższymi zwolnieniami i ten znajomy gruz, którego po Sorcery można się spodziewać. Nie mam jednak wrażenia, iż wyciągnęli kilka starych riffów z szuflady i uznali robotę za skończoną. Nie każdy numer wchodzi mi równie mocno, ale jako całość płyta trzyma poziom i przede wszystkim nie brzmi jak materiał nagrany z obowiązku. przez cały czas jest w tym sporo energii i zwyczajnie słychać, iż oni dalej chcą grać taki death metal. Na razie mam wrażenie, iż to ich najmocniejsza rzecz od
„Arrival at Six”. Jak na kapelę obchodzącą właśnie czterdziestkę — bardzo konkretna forma.
iframe
Statystyki: autor: Szajtan — 35 min. temu