Może zacznę od tego, co mi się w tej płycie podoba, bo jest tego niewiele. Brzmienie jest bardzo fajne. Totalnie oldskulowe, delikatnie przykurzone, podkreślone lekkim pogłosem. Podejrzewam, iż z placka można słuchać dla samego soundu, bo produkcja robi tutaj robotę w chuj. Ale co z tego, skoro, przynajmniej mnie, te kawałki bardzo nużą? Już pomijając niektóre cyrkowo-oberkowe momenty, to całość jest wg mnie skomponowana na odjeb się, bez polotu, bez finezji, bez czuja prawdziwego metalu. Uważam, iż to brzmi na zasadzie:
-ej, mam pomysł na dobre brzmienie
-a mamy jakieś fajne utwory napisane?
-nie
-ok, nagrywamy
Ni chuja mnie to nie chwyta a dzisiaj jak płyta poleciała od rana i leci teraz pod założenie tematu, to wręcz mnie wkurwia. Bieda thrashing death, a w porównaniu ze wspomnianym na początku pełniakiem Excoriate (które jest wymienione na Metallum jako pierwszy similiars) to duża płyta Sanctifying Ritual jest z automatu wyśmiana, niczym debiut Unleashed przy Hole Below od Vastum.
Statystyki: autor: DiabelskiDom — 13 min. temu














