„Liminal Shrines” trochę mi namieszało, bo z jednej strony Gutvoid potrafi przywalić całkiem klasycznym deathmetalowym riffem, a chwilę później odjeżdża gdzieś w doom, dysonanse i progresywne kombinowanie. Jest w tym coś z Gorguts czy Blood Incantation. Najbardziej siedzi mi pierwsza połowa płyty.
„Spell Reliquary”,
„Of Smothering Sea” czy
„Umbriel’s Door” sporo zmieniają po drodze, ale dalej mają mięcho i nie zamieniają się w techniczny pokaz umiejętności. Całość jest ciężka, momentami kosmiczna i trochę pokręcona. Dwa ostatnie numery mają po około 12 minut i tutaj momentami mam już wrażenie, iż trochę za bardzo się rozłażą. Pomysłów jest sporo, tylko nie wszystkie potrzebują aż tyle czasu. Mimo tego całość zdecydowanie mnie zaciekawiła.
Statystyki: autor: Szajtan — 29 min. temu