Muzycznie za to wszystko jest na swoim miejscu. Dalej ten sam ciężki, brudny death metal, który raz rusza szybciej i zaczyna mielić riffami, a za chwilę zwalnia do jakiegoś potwornego, doomowego pełzania. Brzmienie jest gęste jak cholera i choćby kiedy przyspieszają, całość przez cały czas sprawia wrażenie jakby ważyła pół tony. Bardzo siadły mi też gitary, szczególnie solówki Phila Tougasa. Nie są doklejone na zasadzie „teraz czas na popis”, tylko pojawiają się tam, gdzie trzeba i naprawdę podbijają ten cały grobowy klimat. Przy jego wcześniejszych rzeczach w Chthe'ilist, Atramentus czy Worm specjalnie mnie to zresztą nie dziwi.
Nie wiem jeszcze, czy będę wracał do Beckoning... tak często jak do debiutu, bo Beneath The Columns... przez cały czas jest dla mnie poza konkurencją, ale jako powrót po tylu latach działa bardzo dobrze. Krótko, ciężko, ponuro i bez niepotrzebnego kombinowania. Teraz pozostaje czekać na czwartą płytę. Przy ich tempie widzimy się gdzieś w 2042.
Statystyki: autor: Szajtan — 21 min. temu















