Historia zna bardzo dobrze takie robienie w Karola słuchaczy a to demówki Cradle Of Filth z death grindem czy demówki My Dying Bride z detem a potem płyty, gdzie gwintów zerwanych było masę.
Funebrarum nie jest już debiutantem ale postanowiło sobie przyciąć w Wacława i zrobić klimatyczną okładkę, która kryje potężny det metal.
Przy pierwszym styknięciu z tym płytem przypomniał mi się debiut Phlebotomized ale tylko z powodu użycia klawiszy. Cała reszta to kompletnie inny det metal ale wypierdolony na szczyty choćby przez użycie trzech vexatusów, które jednak choć nie są żadną nowinką to robią robotę i zaskakują.
Jest tutaj jeszcze trochę smaczków jak choćby akustyki nieliczne ale wchodzą kiedy tego się nikt nie spodziewa.
No jest to tak dojebany album, iż sam stałem zdziwiony jak pizda co się wylewa z głośników. Ale aby dogodzić wszystkim jak to mawiał Toxic Fucker to mamy do czynienia z detem muzycznym i blekiem lirycznym bo jednak te teksty to istne zakamuflowane ładowanie lagi w owłosiony odbyt rogatego przy jednoczesnym darciu mordy dla kostuchy. Dziwne połączenie ale udane. Podkręcam potencjometr i niech się dzieje.
Statystyki: autor: Hajasz — 5 min. temu













