Tutaj technika jest ale kompletnie nie odrzuca bo jak słychać można zagrać interesujące riffy nie niszcząc linii melodycznej a mało tego pozwolić jeszcze aby koleś na bateriach pokazał swoje możliwości a ten to czyni niemiłosiernie. Baterie tutaj zbierają łomot konkretny i mają świetne brzmienie. No można się trochę doczepić ale to tylko moja opinia, iż centrale trochę za słabo biją bo choć błony na nich rozgrzane do białości to kopyta jakoś tak za mało mają pierdolnięcia a nakurwiają na pełnej. Już pierwsze dwa kawałki z tego albumu uświadomiły mnie, iż lejąc ciepły mocz na obecny Nile to było dobre posunięcie. Nile to pewnie choćby nie pamięta kiedy zgubili ten Egipt w muzyce zostawiając go tylko na kuszenie na okładkach. Eximperitus nie eksploruje antycznych klimatów ale jednak potrafi zaciekawić swoją wizją antyku, który nigdy nie istniał. No ale to dopiero dwa kawałki a uczta dopiero nadchodzi.
Pierwszy z dwóch instrumentali (o takie instrumentale det metal walczył) podtrzymuje klimat by przy końcu delikatnie bez nachalnych oznak zaprosić na drugi akt składający się z trzech kawałków a tu nadeszło nowe!!! Już nie będę się powtarzał, iż jest technika ale i jest melodia bo o panie co my tu mamy za melodie?! W pierwszym z trzech kawałków zamknąłem oczy i naszła mnie myśl, iż oto niejaki Blackheim podesłał chłopakom niewykorzystane melodie z sesji do Tańca Grudniowych Dusz a ci je wykorzystali po całości. No takie smutne melodie jakie tam sobie płyną przy kanonadzie na bateriach i det metalowych gitarach to ja proszę w chuj więcej. Chwilowy szok nastąpił kiedy pojawiły się takie quasi czyste wokalizy w jednym kawałku ale na szczęście nie zniszczyły ogólnego zarysu i więcej się nie pojawiają bo nie są potrzebne i chyba choćby w zespole doszli do tego wniosku.
Kolejne dwa kawałki to potężny det doom z gęstą atmosferą, którą rozdzierają wokal i jazdy na bateriach i popisy na gitarach.
Ciągle się wszystko pięknie spina i słychać ten pomysł, który jest realizowany. Dalej następuje drugi instrumental też jakże piękny, który zamyka drugi akt i zaprasza na trzeci ostatni w postaci dwóch kawałków kosmicznego technicznego det metalu. Tutaj bardziej powrót w początek albumu ale jednak potężniej bo to finał i bardziej brutalniej. Szkoda, iż tylko dwa kawałki bo to jest uczta, która nie powinna się kończyć za gwałtownie a jednak tak jest, iż to co zajebiste trwa krótko. Album to zaledwie 34 min absolutnie kurwa twa jebana mać zajebistego metalu i aż by się chciało chociaż te jeszcze 10 min dosłuchać ale nic z tego. Inni nie mają problemu albo raczej sumienia gwałcić nas wypchanymi po korek cedekami z gównianą muzą bo kierwa poczuli natchnienie ale nie Eximperitus. Dałem sobie słowo, iż w tym roku nie kupię więcej jak 8-10 płyt nowych płyt i to jest pierwsza z nich, która mimo, iż dopiero początek roku ma olbrzymie szanse zostać moim albumem roku 26
I tak wiem, iż jeszcze wyjdzie dużo płyt w tym nowy Immolation no ale sorry gdzie zestawiać kolejny bezpieczny i przewidywalny album od weteranów ze świeżymi pomysłami i brakiem kompromisów od zespołów pokroju Eximperitus. Podsumowując przezajebisty album wypełniony hiciorami, klimatem i brutalnością, którego chętnie bym zobaczył w maju na pewnym koncercie.
iframe
Statystyki: autor: Hajasz — minutę temu














