Trochę czasu zajęło mi wgryzienie się w
"It Echoes in the Wild". Za pierwszym razem miałem wrażenie, iż wrzuciłli do jednego gara wszystko, co lubię w starej ekstremie, po czym zaczęli tym mieszać bez większego oglądania się na to, czy człowiek jeszcze nadąża. Po kilku odsłuchach ten pozorny burdel zaczyna jednak układać się w całość. Wczesny Morbid Angel oczywiście gdzieś tu krąży, czasami przypomina mi się Absu, Negative Plane czy The Chasm. Co chwilę wyskakuje jakiś dziwny riff, nagła zmiana tempa, galopada jak ze starego speed metalu, tremolo, pokręcona solówka. Najbardziej podoba mi się to, iż przy całym tym kombinowaniu oni nie zapomnieli o riffach. Jest ich tu od cholery i sporo naprawdę zostaje w głowie. Czasami tylko mam wrażenie, iż pomysłów jest aż za dużo i przydałoby się trochę więcej miejsca na oddech, bo płyta adekwatnie cały czas coś kombinuje. Na ten moment jedna z ciekawszych płyt, jakie słyszałem w tym roku.
Statystyki: autor: Szajtan — 30 min. temu