Nowy materiał jest krótki — pięć numerów i niecałe pół godziny — ale dzieje się tu naprawdę sporo. Dalej mamy ten ich charakterystyczny gruz, rytualne przerywniki, dzwonki, piszczałki i całą tę obrzędową otoczkę, ale tym razem wszystko wydaje mi się trochę bardziej zwarte i czytelne. Prosto oczywiście nie jest. Riffy potrafią się nieźle połamać, tempo zmienia się co chwilę, a w
„Priests of Lik’in” miejscami naprawdę sporo się dzieje. Pod tym całym syfem słychać też więcej starego death metalu i momentami mam choćby lekkie skojarzenia z
Morbid Angel. Najbardziej podoba mi się, iż przy niecałych 30 minutach nie ma tu czasu w wałkowanie jednego patentu w nieskończoność. Pięć numerów, masa pomysłów i koniec. Wolę tak niż godzinę rytualnego snucia.
Statystyki: autor: Szajtan — 45 min. temu