Chwila zastanowienia przed regałem i sięgnąłem po debiut Broken Hope i jak włączyłem tak już leci chyba z piąty raz.
Mają łatkę brutalny det ale ja tego u nich nie słyszę. Dla mnie to przez cały czas det metal taki jaki lubię. Świdrujące wiosła, bulgoczący gruby i pochody na centralach. Zakres szybkości w dużej mierze ustawiony na średnio szybki więc jest norma. Wokalnie elegancko growl, który niszczy i łamie ale nie wchodzi pod świńskie ryje czego kompletnie nie akceptuję. No piękny to był płyt i klasyk nad klasyki.
To chyba też jedna z niewielu kapel, która wybrała nazwę nie związaną z det metalem ale jak już chcesz sprawdzić to z automatu wiesz dlaczego nadzieja umiera pierwsza. Sięgając pamięcią wstecz to też jeden z tych zespołów, którzy chociaż regularnie wydawali albumy jakoś nigdy nie zostali docenieni i popularni jak sporo innych ekip z USA. Trochę szkoda ale tak bywa.
Może potem sięgnę dla porównania ostatni album aby przekonać się jak to sobie ewoluowali. Widzę, iż z pierwszego składu pozostał jeden ludek więc musi być inaczej co nie oznacza, iż gorzej. Dwóm ludkom z debiutu już się zmarło a wokalista chyba sam na sobie sprawdził jak to jest złamać nadzieję.
Statystyki: autor: Hajasz — 27 min. temu

















