Już na pierwsze spojrzenie rzuca się w oczy świetna okładka i lata świetlne lepsza od tej z debiutu. Jak on musi zajebiście wyglądać w dużym formacie. Cudo. Muzycznie byłem pewien, iż będzie jakiś delikatny zjazd a tu dopierdolone ponad poziom max. Siedem takich ciosów, iż po każdym kolejnym jest co raz mniej do zbierania a ostatni kawałek 8 minutowy epos to taki rozpierdol, iż aż musiałem zwilżyć usta złotym napojem (niestety 0%).
Pod tą płytą spokojnie mogłoby być logo choćby Shub Niggurath a wtedy obsrania nie byłoby końca. Niestety mekole już nie istnieją ale kostarykańce nagrali jedno z mroczniejszych dzieł. Metalowa wyrocznia MA sugeruje, iż tu sporo fińskiego deta ale ja się nie zgadzam absolutnie. O ile jeszcze na debiucie tak to tutaj tej Finlandii słychać sporadycznie ale generalnie mam to w dupie bo płyt inspirowanych twórczością Shub Niggurath jest jak na lekarstwo a jak już się pojawią to szkoda czasu w odsłuch. Świetny płyt, który wciąga w otchłań od początku do końca i nie pozwala wrócić z piekielnych otchłani.
iframe
Statystyki: autor: Hajasz — 13 min. temu














