Deadpool Samuraj to manga w pełnym tego słowa znaczeniu. Czyta się ją od prawej do lewej, a kadry są czarno-białe. To oficjalny projekt Marvela, powstały we współpracy z wydawnictwem Shūeisha. Pierwotnie rozdziały ukazywały się w magazynie Shōnen Jump.
Styl bez wątpienia jest mangowy. Najbardziej widać to po postaciach stworzonych specjalnie na potrzeby tej serii, ale bohaterowie znani z kart amerykańskich komiksów również przeszli japoński lifting twarzy. Gdyby nie kostiumy, momentami nie połapałbym się, kto jest kim. Za rysunki odpowiada Hikaru Uesugi. Współpracował już z Marvelem, ale Deadpool Samuraj to jego pierwsza praca wydana w Polsce.
Sceny akcji i dynamiczne ruchy prezentują się dobrze. Postacie w statycznych pozach także wypadają solidnie. Drugi plan to jednak zupełnie inna historia. Tła są bardzo minimalistyczne, czasem wręcz nie istnieją. Ludzie w oddali to jedynie pozbawione szczegółów zarysy. Problemem są też twarze, szczególnie kobiece. Wiele z nich wygląda identycznie, jakby zostały odrysowane od jednego szablonu. Styl jest poprawny i zdarzają się ładne kadry, ale brakuje czegoś, co byłoby znakiem firmowym rysownika. To bardziej dzieło solidnego rzemieślnika niż natchnionego artysty.
Zobacz również: Dzikie łapy. Tajemnica fermy lisów – recenzja komiksu. Wolność i niewola
Fot. Kadr z komiksuA co Wade Wilson robi w Kraju Kwitnącej Wiśni? Otrzymuje propozycję, popartą sporym przelewem, by dołączyć do Legionu Samurajów, czyli japońskiej odnogi Avengers. Pomysł jest całkiem intrygujący. Niestety poza nim historia nie oferuje wiele. Scenariusz Sanshiro Kasamy jest do bólu generyczny i pełen klisz. Nie widać w nim głębszej wizji. Wygląda to tak, jakby wydawcy uznali, iż sama postać Deadpoola wszystko załatwi, więc fabuła nie musi się szczególnie wysilać.
Postacie towarzyszące najemnikowi z niewyparzoną gębą są pozbawione charakteru i charyzmy. Sprawiają wrażenie kalki popularniejszych bohaterów. Co wyjdzie, jeżeli ze Spider-Mana zrobimy anime dziewczynkę, uczynimy ją fanką K-popu i odbierzemy prawie całą głębię, którą miał Parker? Otrzymamy Sakura Spider, główną towarzyszkę Wade’a. Postać jest dokładnie tak miałka, jak sugeruje ten opis, a sprowadzenie jej do roli żartu wcale nie pomaga.
Kolejna bohaterka to urocza idolka, będąca przy okazji nosicielką symbionta. Jej charakter można streścić jednym zdaniem: „Moi fani są ważniejsi niż zagłada Japonii”. To mówi samo za siebie. Komiks niestety spłyca też znane postaci. Loki, jeden z najbardziej złożonych złoczyńców Marvela, zostaje zredukowany do schematycznego antagonisty, który wraz z armią zła chce doprowadzić do zagłady Japonii. Powód jego działań jest tak absurdalny, iż przecierałem oczy ze zdumienia.
Zobacz również: Moon Knight. Tom 2 – recenzja komiksu. Marc, Steven, Jake!
Fot. Kadr z komiksuJedynym elementem, który naprawdę ratuje serię i powstrzymał mnie przed rzuceniem tomem o szafkę, jest sam Deadpool. Wade jak zawsze jest w formie. Jego niewybredne żarty, łamanie czwartej ściany i popkulturowe odniesienia potrafią wywołać szczery śmiech i zmuszają do wysilenia mózgu, by wyłapać wszystkie aluzje. Musiał jednak nieco przytemperować swój temperament, aby seria pasowała do odbiorcy Shōnen Jump. Nie ma więc najbardziej dosadnych podtekstów. Sam bohater jest tego świadomy i wprost mówi, iż nie może czegoś powiedzieć, bo to manga dla młodzieży. Ten meta-komentarz działa zaskakująco dobrze.
Wade skupia większość żartów na popkulturze japońskiej, więc jej miłośnicy znajdą tu sporo smaczków. Najlepszym momentem był dla mnie gościnny występ pewnej postaci, której absolutnie nie spodziewałem się w tej historii. To jedyny fragment, gdy scenariusz autentycznie mnie zaskoczył.
Na pochwałę zasługuje także polskie tłumaczenie. Dodano kilka drobnych akcentów skierowanych do rodzimych czytelników. Zawsze cieszy, gdy tłumacz wykazuje się inwencją twórczą, zamiast tłumaczyć jak robot od linijki.
Zobacz również: Lilo i Stitch – recenzja komiksu. Jakiś grzeczny ten Stitch
Fot. Kadr z komisuDla kogo jest więc Deadpool Samuraj? Trudno powiedzieć. Fani postaci zobaczą swojego ulubieńca w całkiem udanej, choć ugrzecznionej wersji. To jednak za mało, by tytuł naprawdę się obronił. Tom liczy ponad 400 stron, a mimo to nie wciąga. Mówię to jako ktoś, kto bardzo lubi zarówno Deadpoola, jak i mangę. Może właśnie dlatego jestem bardziej rozczarowany.
Nie mogę z czystym sumieniem polecić tej serii. Chyba iż jesteś fanem, który przeczyta wszystko, co ma w sobie Wade’a Wilsona. Wtedy decyzja i tak jest już podjęta.

Scenariusz: Sanshiro Kasama
Rysunki: Hikaru Uesugi
Tłumaczenie: Maciej Błahuszewski
Wydawca: Egmont
Premiera: 28 stycznia 2026 r.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Stron: 456
Cena katalogowa: 79,99 zł
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Egmont)
