Dawnie nie było mnie w Chicago i dlatego cieszę się na spotkanie z Polonią!

tygodnikprogram.com 1 godzina temu

Już 22 sierpnia w Hideaway Brew Garden przy NOW Arena w Hoffman Estates odbędzie się Polski Dzień – rodzinne wydarzenie, którego gościem specjalnym będzie aktor i wokalista Michał Milowicz. Z tej okazji rozmawiamy z artystą o ponad trzech dekadach na scenie, kultowych rolach, muzycznych pasjach oraz o tym, dlaczego spotkania z Polonią mają dla niego szczególne znaczenie.

Jest Pan obecny na scenie i ekranie od ponad 30 lat. Z czego w swojej karierze jest Pan dziś najbardziej dumny?

Najbardziej dumny jestem z tego, iż po wielu miesiącach castingów dostałem się finalnie do pierwszego składu musicalu „METRO” w reż. Janusza Józefowicza i muzyki Janusza Stokłosy, to można by porównać do wygrania w tej chwili programu „Mam talent”. To był początek mojej drogi artystycznej i scenicznej a kolejnym powodem do dumy był nasz wyjazd do USA w 1992 roku, gdzie na Broadwayu graliśmy „METRO” w „Minskoff Theatre” i spędziłem wtedy 3 miesiące w Nowym Jorku. To było spełnienie marzeń dla wówczas 22-latka, którym byłem.

“Chłopaki nie płaczą”, “Poranek kojota” czy “Kiler-ów 2-óch” – dla wielu widzów na zawsze pozostanie Pan bohaterem kultowych komedii. To bardziej powód do dumy czy jednak aktorska szufladka?

Co do powodu do dumy to już myślę, iż odpowiedziałem o tym najważniejszym Faktem jest, iż te filmy przeszły do kanonu kultowych polskich komedii i są dosyć często puszczane po dziś dzień w różnych kanałach telewizji i kolejne pokolenie poznaje je. Świadczy o tym choćby to, iż młodzież prosi mnie dosyć często o zdjęcia i autografy w różnych miejscach i okolicznościach. Jednak faktycznie te komedie spowodowały pewnego rodzaju zaszufladkowanie mnie jako aktora i jest dużo ról dramatycznych, które chciałbym zagrać, a jeszcze nie było mi dane, mam nadzieję, iż któryś z reżyserów postanowi złamać ten mój komediowy aktorski obraz i powierzy mi taką rolę.

Czy jest rola, o której wciąż Pan marzy?

To właśnie jest rola, który by ukazała mój warsztat aktorski i spektrum moich możliwości dramatycznych.

Aktorstwo czy muzyka – co daje Panu dziś więcej satysfakcji?

Urodziłem się, aby grać i śpiewać i obydwie te materie artystyczne są moim powołaniem i pasją życiową. Tak więc rozwijam się zarówno wokalnie, jak i aktorsko od 35 lat i zamierzam jeszcze stworzyć zarówno kolejne piosenki, jak i role filmowe. Teatr jest bezpośrednim kontaktem z widzem co cenię sobie najbardziej, podobnie jak estrada, na której mam interakcje z publicznością.

Elvis Presley od lat jest Pana wielką inspiracją. Skąd wzięła się ta fascynacja i czy przez cały czas jest obecna w Pana życiu?

Elvis towarzyszył mi od najmłodszych lat, kiedy rodzice puszczali na adapterze płyty Elvisa i innych wykonawców, ale to właśnie on wywarł na mnie największe wrażenie jako osobowość wokalna i sceniczna. Jako dziecko podśpiewywałem jego piosenki, a gdy miałem już 18 lat na obozie żeglarskim zaśpiewałem z gitarą przy ognisku „Love me Tender” i dziewczęta powiedziały, iż śpiewam jak ELVIS i tak myślę zaczęła się moja poważna do dziś droga wokalna.

Od lat spotyka się Pan z Polonią w Stanach Zjednoczonych. Co najbardziej ceni Pan w tych spotkaniach?

Najbardziej cenię to, iż mogę porozmawiać, pokazać moje prawdziwe oblicze, opowiedzieć jak u nas się żyje i oddać się również tej niezwykłej atmosferze, którą tworzy tamtejsza Polonia. To zwykle bardzo miłe przejawy sympatii i cieszę się, iż choć dzieli nas na co dzień „wielka woda” to mogę się tam pojawić i obcować z publicznością na żywo.

Już niedługo wystąpi Pan podczas Festival Polonaise w Chicago. Czego mogą spodziewać się uczestnicy?

Przyjeżdżam z moim koncertem „Trzy oblicza Milowicza”, w którym od Elvisa przez polskie standardy dochodzę do moich utworów z autorskiej płyty „Teraz wiesz”. dla wszystkich coś miłego, a wszystko z uśmiechem do zabawy i tańca.

Gdyby mógł Pan dać jedną radę Michałowi Milowiczowi sprzed 30 lat, co by Pan powiedział?

Powiedziałbym idź ta samą drogą, ale wyznaczaj sobie cele i realizuj je po kolei a nie próbuj za wiele na raz, bo to rozprasza i nie wszystkie mogą być wówczas zrealizowane.

Na zakończenie – czego życzyłby Pan Polonii w Stanach Zjednoczonych i dlaczego warto spotkać się z Panem podczas Festival Polonaise?

Szanowna i Droga Polonio… w czasach, gdy świat tak gwałtownie się zmienia, życzę Wam przede wszystkim spokoju i bezpieczeństwa, abyście nigdy nie tracili więzi z polską tradycją i kulturą. Cieszę się niezmiernie na nasze spotkanie, bo to już kilka ładnych lat minęło, gdy występowałem w Chicago i życzę Wam wspaniałej zabawy na festiwalu i na moim koncercie, gdzie mam nadzieję, iż pośpiewamy razem, pośmiejemy się, a choćby może czasem wzruszymy. Z takim założeniem do Was przyjeżdżam. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia na festiwalu.

Dziękuję za rozmowę i widzimy się 22 sierpnia w Hidaeway Brew Garden przy NOW Arena w Hoffman Estates.

Rozmawiała Magdalena Kozioł.

Idź do oryginalnego materiału