Czym "Backrooms. Bez wyjścia" podbiło serca milionów widzów?

filmweb.pl 1 dzień temu
Zdjęcie: plakat


Już za tydzień na duży ekran trafi "Backrooms. Bez wyjścia" Kane’a Parsonsa z nominowanymi do Oscara Chiwetelem Ejioforem i Renate Reinsve w rolach głównych. Przełożenie internetowego fenomenu na wielki ekran okazało się absolutnym hitem: film już ma na koncie 200 milionów dolarów.

Reżyser, 20-letni Kane Parsons, jeszcze kilka lat temu tworzył surrealistyczne shorty na YouTube na starym laptopie i darmowym oprogramowaniu. Dziś reżyseruje jeden z najbardziej wyczekiwanych horrorów roku. Jego historia brzmi jak współczesna internetowa legenda: od creepypasty i found footage wrzucanego do sieci po wielki hollywoodzki debiut.

Co spowodowało, iż fenomen wyciągnięty z internetu tak rozkochuje w sobie widzów?

Żółta tapeta grozy



Historia Backrooms zaczęła się od niepozornego zdjęcia przedstawiającego pusty pokój ze ścianami, wyłożonymi żółtą tapetą. Fotografia opublikowana w internecie gwałtownie stała się punktem wyjścia dla jednej z najpopularniejszych współczesnych creepypast. Wokół obrazu powstała rozbudowana mitologia opowiadająca o alternatywnym wymiarze pełnym niekończących się korytarzy, identycznych pomieszczeń i niewidzialnego zagrożenia. Stworzoną przez Parsonsa serię filmów grozy obejrzano łącznie ponad 100 milionów razy.

Labirynt rzeczywistości



Plan zdjęciowy "Backrooms. Bez wyjścia" miał powierzchnię ponad 30 000 stóp kwadratowych, czyli ok. 3 000 metrów kwadratowych. To niemal 60 mieszkań o powierzchni 50 m2. Labirynt planu filmowego był tak rozległy, iż podczas realizacji zdjęć członkowie ekipy potrafili się zgubić.


Horror ponadgatunkowy



Freddy Krueger miał swoje ostrza. Chucky nóż. Jason maczetę. Pennywise własną twarz. "Backrooms. Bez wyjścia" nie potrzebuje potwora, który wyskakuje z cienia. Wraca do jednego z najbardziej pierwotnych narzędzi filmowego strachu: poczucia, iż to, co oglądamy, może być prawdziwe. Film zbiera bardzo pozytywne recenzje nie tylko w sieci (ma 88 proc. pozytywnych komentarzy na Rotten Tomatoes) ale zachwycają się nim też uznane nazwiska z branży filmowej. Filmowi przyklasnął sam Steven Spielberg.

Łyk klasyki



"Backrooms. Bez wyjścia" ma oryginalną ale i rozpoznawalną stylistykę. Zdjęcia do horroru powstały w stylu vintage VHS, a efekty specjalne filmu zostały w całości nakręcone przy użyciu cyfrowych kamer Red Komodo. Poszczególne sceny zmontowano tak, jakby były w stylistyce z lat 90. Jednym z wówczas świeżych elementów horroru był found footage. W "Backrooms (…)" found footage nie jest tylko formalnym zabiegiem. Kamera staje się częścią labiryntu – chaotyczną, zagubioną i podatną na błędy dokładnie tak samo jak bohaterowie. To właśnie dzięki temu film Kane’a Parsonsa bardziej przypomina koszmar znaleziony gdzieś w internecie niż klasyczny horror z Hollywood.

Złoty bilet



"Backrooms. Bez wyjścia" zarobił już teraz dwudziestokrotność swojego budżetu. Dla studia A24, stojącego m.in. za "Dramą" czy "Wielkim Martym" to największy sukces w historii. Film pierwszy weekend wyświetlania był numerem 1 w 42 krajach.

O filmie



W piwnicy salonu meblowego pojawia się przejście do przerażającego, równoległego świata.

Reżyseria: Kane Parsons (twórca obejrzanej ponad 100 milionów razy serii internetowych filmów grozy "Backrooms").

Obsada: Chiwetel Ejiofor ("Zniewolony", "Bridget Jones: Szalejąc za facetem", "Życie Chucka", "Venom 3: Ostatni taniec", "Marsjanin", "Doktor Strange"), Renate Reinsve ("Najgorszy człowiek na świecie", "Wartość sentymentalna", "Inny człowiek", "Uznany za niewinnego", "Nieumarli").



Informacja sponsorowana
Idź do oryginalnego materiału