Czy "The Boroughs" to dojrzałe "Stranger Things"? Recenzja

filmweb.pl 10 godzin temu
Zdjęcie: plakat


"Stranger Things", tylko niedojrzałych bohaterów podmieniono na dojrzałych? Tak zapowiada się serial "The Boroughs", który właśnie zadebiutował na platformie Netflix. Ile jest prawdy w tym porównaniu? Recenzuje Katarzyna Kebernik.

Jeszcze dziwniejsze rzeczy (recenzja serialu "The Boroughs")




Netflix nie zdecydował się na polskie tłumaczenie z niczym niekojarzącego się tytułu "The Boroughs" – jakby nie dowierzał w potencjał najnowszego serialu wyprodukowanego przez showrunnerów "Stranger Things", braci Duffer. Raczej nie jest to produkcja z jakimikolwiek szansami na zostanie globalnym fenomenem. Nie jest też odkrywcza i oryginalna, prędzej czy później utonie w zalewie innych seriali dostępnych na platformie. "The Boroughs" dostarcza jednak naprawdę solidnej rozrywki, która powinna usatysfakcjonować fanów zagadek w retro klimacie grozy spod znaku "Kokonu" (1985) i science-fiction w typie "Strefy mroku" (1959-1964).

Znaczenie tytułu poznajemy już w pierwszych minutach serialu. "The Boroughs" to "Włości", nietypowy i ekskluzywny dom opieki, a adekwatnie całe miasteczko w Nowym Meksyku zamieszkane wyłącznie przez emerytów. To tutaj przyjeżdża Sam (Alfred Molina), który postanawia przepracować żałobę po zmarłej żonie z dala od bliskich. W odróżnieniu od zachwyconej rodziny seniora intuicyjnie wyczuwamy jednak, iż z tym ośrodkiem jest coś mocno nie tak. Idealnie czyste i kolorowe miejsce, pełne uśmiechniętych i zajętych rozmaitymi rozwojowymi aktywnościami emerytów, ma w sobie coś z potiomkinowskiej wioski albo sztucznego świata Trumana. Hiperrealizm tej przestrzeni kojarzy się z lynchowskim oniryzmem, a jakiś starszy pan opowiada Samowi niestworzone historie o "ukrywających się w ścianach sowach". W krótkim czasie poznajemy kolejnych mieszkańców miasteczka, z których każdy zaczyna doświadczać niepokojących zdarzeń. Komuś giną przedmioty, komuś pokazuje się zmarła ukochana, a ktoś inny nie dowierza w rzekomo naturalną śmierć bliskiego przyjaciela. Zaniepokojeni emeryci rozpoczynają śledztwo.

Scenopisarski duet – Jeffrey Addiss i Will Matthews – znany m.in. z animacji "Władca Pierścieni: Wojna Rohirrimów", deklaruje, iż światy "The Boroughs" i "Stranger Things" nie są ze sobą powiązane. Jednak podobieństwa są spore, a producencka piecza Dufferów – wyczuwalna. Narracja znów ma konstrukcję kampanii "Dungeons & Dragons": bohaterowie niezależnie od siebie wpadają na różne tropy i badają je, serial równolegle śledzi ich poczynania, by w określonym punkcie akcji postaci połączyły siły, wymieniły zdobyte informacje i przygotowały strategię rozprawienia się z wrogiem. Straszące w miasteczku, wychodzące ze ścian potwory bardzo przypominają istoty z Drugiej Strony. Brzmiąca bardzo johnowilliamsowo ścieżka dźwiękowa autorstwa Johna Paesano wzmacnia skojarzenia ze Spielbergiem i latami 80. "The Boroughs" to prosta przygodowa fantastyka nawiązująca właśnie do ejtisowej kinematografii, co może rozczarować widza oczekującego drugiego dna tej zagadki i rozbudowanego pomysłu na świat przedstawiony (...).

Całą recenzję autorstwa Katarzyny Kebernik przeczytacie TUTAJ.

"The Boroughs" – zwiastun




Idź do oryginalnego materiału