Czy "Supergirl" jest super? Przeczytaj naszą recenzję

filmweb.pl 3 dni temu
Zdjęcie: plakat


Na ekrany kin zmierza "Supergirl". Czy film Craiga Gillespiego opowiadający o kuzynce Supermana jest tak dobry jak ubiegłoroczny "Superman" Jamesa Gunna? Swoimi przemyśleniami dzieli się w recenzji Jakub Popielecki.

Recenzujemy "Supergirl"


W recenzji Jakuba Popieleckiego czytamy: komiksowy pierwowzór, "Supergirl: Kobieta Jutra", napisany przez Toma Kinga i narysowany przez Bilquis Evely, wyróżnia się na tle superbohaterskiej normy. Stanowi bowiem wariację na temat… "Prawdziwego męstwa" – czy to Henry’ego Hathawaya, czy braci Coenów. Bohaterką jest młoda Ruthye, która wyrusza w kosmiczną podróż, szukając zemsty na mordercy swojej rodziny. Po drodze dostaje szereg trudnych lekcji życia pod okiem pozbawionej złudzeń niechętnej mentorki, tytułowej Supergirl. Czyta się to trochę jak baśń o dojrzewającej dziewczynce, odpowiednio bajecznie narysowaną.

Ale czy świetny materiał wyjściowy wystarczy, by nakręcić świetny film? Niestety zajmującemu stanowisko reżysera Craigowi Gillespiemu najwyraźniej zabrakło odwagi, by iść pod prąd:

Pierwsza rzecz, która poszła na odstrzał, to cokolwiek "secesyjna" oprawa graficzna pierwowzoru. Komiks mieni się subtelnymi kolorami i misterną ornamentyką ilustracji Evely: artystka pięknie odmalowuje bogatą paletę emocji dojrzewającej na naszych oczach Ruthye. Film jest zaś głównie… brązowy. Dość powiedzieć, iż każda z trzech kosmicznych kantyn, które odwiedzają bohaterki, wygląda dokładnie tak samo. Jakby w obawie przed widzowskim plutonem z pokazów testowych Gillespie inscenizuje wszystko zachowawczo, bezpiecznie. Tak, jak "się to robi". Tak, jak już to widzieliśmy piętnaśćdziesiąt razy. Niestety: wzięli fajną dziewczynę i przykroili ją do chłopackich standardów.


Recenzent chwali za to wcielającą się w tytułową rolę Milly Alcock:

Milly Alcock absolutnie dorasta do epitetu "super" – film warto obejrzeć dla niej samej. Oczywiście figura superosoby, superchłopaka czy superdziewczyny, stanowi pretekst do opowieści o wzorcach chłopięctwa czy dziewczyństwa. David Corenswet dostał w "Supermanie" misję zagrania pozytywnego wzoru nietoksycznej męskości, Alcock ma w "Supergirl" odwrotne zadanie.

Co na podstawie "Supergirl" możemy zatem powiedzieć o kondycji DC i superbohaterskich blockbusterach? Popielecki pisze:

Gunn, jako szef studia i producent, pewnie robił, co mógł. Ale jest przede wszystkim reżyserem, dopiero potem korporacyjnym urzędnikiem – choćby jeżeli chwilowo urzęduje na stołku w korporacji. I chociaż "Superman" mu absolutnie wyszedł, chociaż trafił z wyborem Milly Alcock, chociaż zapowiadany na przyszły rok "Man of Tomorrow" pewnie też będzie super, trudno nie oglądać "Supergirl" jako świadectwa wyczerpania pewnej formuły: czy to superbohaterskiej czy szerzej, blockbusterowej.

Całą recenzję znajdziecie na karcie filmu.

Zobacz zwiastun "Supergirl"


"Supergirl" zadebiutuje w polskich kinach już w najbliższy piątek. Wcielającej się w tytułową rolę Milly Alcock partneruje Eve Ridley oraz Jason Momoa i Matthias Schoenaerts. Przypominamy zwiastun:



Idź do oryginalnego materiału