Czy przyszły zięć powinien inwestować w mieszkanie podarowane córce na ślub, jeżeli nie jest jego właścicielem? Remont, podział majątku i rodzinne konflikty przed ślubem – dylematy polskiej rodziny

polregion.pl 2 dni temu

Cudze mieszkanie? Płać czynsz!

Słuchaj, ślub mojej córki wisi na włosku. Wszystko się rozpada, ludzie kłócą się bez końca. Przyszły zięć zachowuje się, jakby zgubił rozum. Zostały dwa tygodnie do wesela, a tu chaos. Serce mi pęka żali się Gertruda.

O co idzie ta cała awantura?

choćby nie zgadniesz. O mieszkanie! Myśleliśmy, żeby młodzi mieli dobry start, więc zebraliśmy wszystkie oszczędności, sprzedaliśmy działkę nad Narwią i nasz stary garaż w Otwocku, no i kupiliśmy im mieszkanie jako prezent na nową drogę życia. Wszystko przepisaliśmy na moją córkę, Zdzisławę. Przecież skoro zaraz będą rodziną co za różnica, na kogo jest akt własności?

No właśnie

I ja, i mąż tak myślimy. Ale wiesz, to mieszkanie to tylko cztery ściany zero mebli, instalacje z epoki Gierka, brakuje choćby klamek. Pieniądze się skończyły, choćby na zasłony nie mamy. Mąż proponuje przyszłemu zięciowi, żebyśmy razem zrobili remont tak by mogli gwałtownie zamieszkać i przestać wynajmować. A ten mówi NIE!

Czemu?

Bo, mówi, to nie jego mieszkanie. Że nie ma sensu ładować swoich pieniędzy w coś, co zaraz może nie być jego. Powiedział, iż jak chcemy mieć ładnie, to mamy sobie wyremontować sami. On może dokupić żarówkę czy wieszak, ale na poważniejsze wydatki nie zamierza się rzucać.

No to może niech zamieszkają tak, jak jest. Bez żadnych przeróbek.

Tego się nie da. Gołe betonowe ściany, podłogi krzywe jak serpentyny w Bieszczadach, rury ciekną, prąd wyłazi z kontaktów. Okna stare jeszcze z czasów Gomółki, zaraz spadną na łeb. Bez minimum porządku tam nie da się funkcjonować opowiada Gertruda.

Ja sama nie jestem wymagająca, pająki mogą po mnie chodzić, ale jak młodzi mają w tym cyrku żyć? Przecież to wstyd. Przyszły zięć pracuje w spółce akcyjnej na Mokotowie, zarabia dobrze, a żałuje choćby złotówki. Bo woli kisić wszystko na własne, przyszłe M3. Bo się boi, iż w razie czego zostanie na bruku.

Wygląda na to, iż chce korzystać z wszystkiego na nasz koszt, a jeszcze narzuca warunki. Mówię więc: jak uważasz, iż mieszkanie nie twoje, to płać nam czynsz tak jakby wynajmował pokój na Ochocie. Uśmiechnął się, powiedział „Dobrze”. I zamilkł Gertruda wzdycha głęboko.

A Zdzisława? Jak ona to wszystko znosi?

Całymi dniami płacze! Kocha go okropnie, ale my nie możemy dopisać go do aktu własności, jeszcze przed ślubem. Powtarza, iż nie chce ani tego mieszkania, ani remontu, byle tylko wrócił spokój. Ale mnie nie daje spokoju, iż facet nie chce zainwestować ani czasu, ani grosza w rodzinę, którą sam wybrał. Co będzie dalej? choćby jeszcze nie złożyli przysięgi, a już dzielą majątek, jakby od razu chcieli się rozwodzić mówi gorzko Gertruda.

Czy sądzisz, iż mój przyszły zięć powinien dokładać się do tego mieszkania, choćby jeżeli nie jest formalnie właścicielem? Przecież planuje tam mieszkać, mieć dzieci, sadzić paprotki! Jakie znaczenie ma nazwisko w papierach? A może jego podejście jest rozsądne? Jak byście się zachowali, będąc na jego miejscu?

Idź do oryginalnego materiału