Na HBO Max wystartował „Stuart nie ratuje wszechświata”, spin-off „Teorii wielkiego podrywu”. Czy można oglądać serial bez znajomości oryginału? Oto co mówią twórcy.
„Teoria wielkiego podrywu” zakończyła się w maju 2019 roku i doczekała się już trzeciego spin-offu. Po „Młodym Sheldonie” i „Georgie i Mandy wzięli ślub” czas na „Stuart nie ratuje wszechświata” od HBO Max. To zupełnie inna komedia od trójki poprzednich, ale osadzona w tym samym świecie. Jak ją oglądać? Twórcy wyjaśniają.
Stuart nie ratuje wszechświata – czy da się oglądać bez Teorii wielkiego podrywu?
Akcja nowego serialu zawiera nas do pokręconego multiwersum, do którego Stuart (Kevin Sussman), właściciel sklepu z komiksami z „Teorii wielkiego podrywu”, trafia po zepsuciu urządzenia skonstruowanego przez Sheldona (Jim Parsons), Leonarda (Johnny Galecki) i Howarda (Simon Helberg), głównych bohaterów kultowego sitcomu. Stuarta, którego czeka teraz zadanie naprawienia wszechświata, wspomagają jego dziewczyna Denise (Lauren Lapkus), geolog Bert Kibbler (Brian Posehn) i fizyk kwantowy, wszechobecny wrzód na tyłku Barry Kripke (John Ross Bowie).
Jako iż wszyscy są znani z oryginalnej serii, której spin-off jest swego rodzaju – bardzo nieoczywistą, ale jednak – kontynuacją, jest pewna bariera wejścia na początku. Showrunnerzy „Stuarta”, Chuck Lorre i Bill Prady (współtwórcy „Teorii wielkiego podrywu”) oraz Zak Penn („Incydent w Loch Ness”, „Incredible Hulk”, serial „Alphas”), twierdzą jednak, iż da się oglądać serial bez znajomości „Teorii wielkiego podrywu”.
— Nie ma bariery w postaci konieczności poznania świata „Teorii wielkiego podrywu”. Możecie wejść w to z nową energią, bez konieczności oglądania „Teorii” czy innych seriali. Myślę więc, iż będą ludzie, którzy przyjdą, bo są fanami tego typu seriali, lekkiego science fiction czy czegoś w tym stylu, i nie są zaznajomieni ze światem „Teorii wielkiego podrywu”. (…) Myślę, iż będzie pewna część widowni tego serialu, która nie jest zaznajomiona z „Teorią wielkiego podrywu” – stwierdził Bill Prady w rozmowie z Serialową i innymi mediami.
„Stuart nie ratuje wszechświata” (Fot. HBO Max)„Stuart nie ratuje wszechświata” różni się klimatem od „Teorii wielkiego podrywu” – podczas gdy oryginalny serial był sitcomem o nerdach wykładających na uniwersytecie w Kalifornii, spin-off idzie w rasowe sci-fi w stylu „Doktora Who”. Choć rzeczywiście da się go oglądać osobno, przed sięgnięciem po niego warto jednak zapoznać się choćby z podstawami świata „Teorii wielkiego podrywu” i typem humoru, który łączy oba tytuły. Jak przyznali twórcy, koniec końców chodzi im o to, żeby publika po prostu się śmiała.
Chuck Lorre: Liczymy na śmiech. Mamy nadzieję, iż stworzyliśmy komedię wartą obejrzenia, bo wywołuje śmiech. Wydaje mi się, iż myślenie o czymś więcej wpędza w kłopoty.
Bill Prady: Tak, nie siedzieliśmy w pokoju i nie zastanawialiśmy się: jak sprawić, żeby widzowie polubili ten odcinek? Po prostu byliśmy zbyt zajęci tym, aby się nie przewrócić, nie potknąć się i nie upaść, żeby się martwić o takie rzeczy.
Chuck Lorre: Pytanie, które zawsze sobie zadajemy, brzmi: czy to nas bawi? jeżeli tak, to może ktoś się z nami zgodzi. Może w takim razie serial się sprzeda albo odniesie sukces. Ale zawsze chodzi o śmiech. Wiecie, nie sądzę, żeby ktokolwiek włączał ten serial, żeby zobaczyć zrobione z rozmachem efekty specjalne. Nie ma takiej opcji, nie mieliśmy kasy na smoki.
„Stuart nie ratuje wszechświata” będzie liczył w 1. sezonie 10 odcinków, które będziemy oglądać po jednym tygodniowo. Tutaj znajdziecie naszą bezspoilerową opinię o całym sezonie nowości HBO Max: Stuart nie ratuje wszechświata – recenzja serialu.













