Czy chrześcijańskie fundamentalizmy są zagrożeniem dla religii i świata?

kobietaxl.pl 2 godzin temu

Chrześcijański syjonizm dominuje współczesny protestantyzm w USA, stanowiąc realne zagrożenie dla pokoju światowego. Jaka jest jego geneza?

Bogusław Górka: W protestantyzmie reformacyjnym wyróżnia się trzy nurty: ewangelicyzm (luteranizm i kalwinizm), ewangelikalizm i neoewangelikalizm. Środowiskiem, w którym zagnieździł się chrześcijański syjonizm, jest ewangelikalizm w USA.

O jakiej skali mówimy?

Stanisław Obirek: Z ostrożnych rachub wynika, iż około 50% populacji USA to protestanci. W tej grupie pokaźną ilość stanowią chrześcijanie ewangelikalni: metodyści, baptyści, zielonoświątkowcy i różne Kościoły: Wolne, Chrystusowe, Ewangeliczne. Ewangelikalnych chrześcijan jest pewnie kilkadziesiąt milionów. Z nich rekrutuje się większość chrześcijańskich syjonistów. Do syjonistów zaliczyć należy też pewne grupy luteran, prezbiterian, episkopalnych. Dzisiaj najbardziej wpływową postacią w tym środowisku jest John Hagee, pastor i teleewangelizator. Jest założycielem i przewodniczącym największej chrześcijańsko-syjonistycznej organizacji w USA.

B.G.: W USA chrześcijanie syjoniści dominują protestantyzm, ale w Europie zjawisko to występuje w minimalnej skali i z tego powodu, iż chrześcijanie ewangelikalni stanowią nikły procent ogólnej populacji kontynentu. Dominujący w ramach protestantyzmu w Europie Zachodniej ewangelicyzm, jak również anglikanizm, są dość odporni na ten fenomen. przez cały czas górującym w Europie wyznaniem jest katolicyzm.

Wygląda na to, iż ewangelikalizm trafił na podatny grunt w USA. Dlaczego właśnie tam?

S.O.: Emigranci protestanccy z Europy traktowali Amerykę jako ziemię obiecaną, którą można kreatywnie zagospodarować, również pod względem religijnym. Zreformowali więc i reformę protestancką. Ewangelikalizm jest zasadniczo tworem anglosaskim.

B.G.: W przeciwieństwie do ewangelicyzmu, który w mniejszej lub większej mierze był antysemicki – w następstwie takiej postawy ojca założyciela Marcina Lutra, chrześcijanie ewangelikalni w USA wspierali kwestię żydowską, tzn. emigrację Żydów do Palestyny i powstanie państwa Izrael. Od momentu powstania państwa Izrael to wsparcie raz po raz przybiera nietypową postać.

6 marca 2026 r. świat obiegło nagranie z gabinetu owalnego, gdzie nad prezydentem D. Trumpem modli się grupa pastorów. adekwatny wymiar tego wydarzenia odsłania nam ówczesny kontekst: modlitwa pastorów odbyła się tydzień po ataku Izraela na Iran, któremu pośpieszył z pomocą USA jako sojusznik.

S.O.: Z punktu widzenia obywatela Starego Kontynentu takie zachowanie jest ostentacyjnym pogwałceniem neutralności światopoglądowej państwa. Z drugiej strony D. Trump wygrał fotel prezydenta dzięki wierzącym, w tym głównie dzięki poparciu chrześcijan ewangelikalnych. Gdy prowadzimy pierwszą część tej rozmowy w Wielkim Tygodniu chrześcijanka ewangelikalna Paula White-Cain ((szefowa Biura Wiary Białego Domu), o której pewnie jeszcze usłyszymy, wsławiła się porównaniem D. Trumpa do Jezusa.

B.G.: Chrześcijanie syjonistyczni na podstawie fundamentalistycznej lektury Biblii doszli do przekonania, iż wspieranie polityki państwa Izrael, jest wolą Boga. Uzależniają oni powrót Jezusa Mesjasza od „zaprowadzenia porządków” w Palestynie i okolicach. Dzięki wspomożeniu tego projektu będą mieć oni szczególny udział w zbawieniu jako ostatecznym tryumfie Jezusa na historią i kosmosem. W gabinecie owalnym 6 marca D. Trump jest duchowo zagrzewany do wojny totalnej, gdyż chodzi tu o dobro całej ludzkości…

Przez polską ziemię przewaliły się hordy krzyżaków i hitlerowców. Pierwsi nawracali ogniem i mieczem, drudzy mieli na sztandarach i elementach umundurowania dewizę: Gott mit uns („Bóg z nami”).

S.O.:Ta stara pruska dewiza inspirowała się Listem do Rzymian św. Pawła: „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam” (Rz 8,31). Nie wyszła na niej dobrze III Rzesza oraz luteranizm niemiecki, który gremialnie poparł Hitlera. Hitler był niejako papieżem dla protestantów w III Rzeszy. Nie można pominąć faktu, iż również wielu księży katolickich, w tym kilku biskupów poparło Hitlera, widząc w nim zaporę przeciw bolszewickiemu naporowi. Europa to pamięta, stąd może dlatego kraje NATO nie palą się do „krucjaty” na Bliskim Wschodzie.

B.G.: W przeciwieństwie do Hitlera, D. Trump nie uważa się za führera USA i za papieża chrześcijan syjonistów. To ewangelikalni syjoniści traktują go jako namaszczonego przez Jezusa.

Może więc to dobrze, iż w jego rządzie pewne najważniejsze funkcje pełnią katolicy, np. J. Vance i Marco Rubio. Dla nich papieżem powinien być Leon XIV, a nie D. Trump.

B.G.: Daj Boże, oby tak przez cały czas było…

S.O.: Warto w tym miejscu wskazać na głos rozsądku ze strony społeczności żydowskiej USA. KAI za Reutersem podała 14 lutego 2025 r., iż 350 rabinów amerykańskich i ludzi ze świata kultury pochodzenia żydowskiego powstrzymało zapędy D. Trumpa do przesiedlania Palestyńczyków z Gazy do innego kraju, i żeby Gazę przekształcić w Riwierę. Ich protest nagłośnił New York Times. Uznali oni pomysł D. Trumpa za szalony i niemoralny. Przyrównali ten projekt do hitlerowskiego dążenia do oczyszczenia III Rzeczy i okupowanej Europy ze wszystkich Żydów.

Dla protestantyzmu najważniejszym dniem jest Wielki Piątek, uroczyste wspomnienie chwili, w którym Jezus przelał swoją krew za wielu. Ale chrześcijańscy syjoniści wzywają do przelewania krwi wielu ludzi w imię Jezusa! Chrześcijanin powinien być piewcą pokoju, a nie podżegaczem do wojny. Jak to się dzieje, iż miliony chrześcijan popadają w taką schizofrenię?

B.G.: Ta postawa jest, jak już wspomnieliśmy, wynikiem ewolucji w środowisku protestantyzmu. Ewangelikalni chrześcijanie akceptują nie tylko 4 główne zasady Marcina Lutra, ale miksują je z zasadami Jana Kalwina, który np. głosił całkowitą deprawację człowieka wskutek grzechu pierworodnego i bezwarunkowe przeznaczenie konkretnej osoby do zbawienia. Od siebie dorzucają ideę ponownych narodzin. Ale te nowe narodziny są pojemną kategorią, która zawiera w sobie nawrócenie, zawierzenie, powołanie, usprawiedliwienie, usynowienie a choćby uświęcenie.

S.O.: Protestantyzm wyłonił się z zachodniego chrześcijaństwa w XV i XVI wieku. Ojcami protestantyzmu są duchowni katoliccy wyższego szczebla, intelektualiści, o czym tym katolicy już zapomnieli a protestanci nie chcą wcale pamiętać. Raptem tylko Kalwin nie był duchownym katolickim, chociaż początkowo kształcił się na duchownego. Do dzisiaj chrześcijaństwo jest obciążone kondycją z tamtej epoki. Cechą charakterystyczną średniowiecznego chrześcijaństwa łacińskiego był gnostycyzm i magia. W spadku po tym chrześcijaństwie w katolicyzmie dzisiejszym mamy więcej magii, a w protestantyzmie – więcej gnostycyzmu odwołującego się do Biblii.

B.G.: W ewangelikalizmie nowe narodziny są od strony ideowej bramą do zbawienia i życia wiecznego. Jednak w praktyce różnie te nowe narodziny są postrzegane. W niektórych denominacjach ewangelikalnych za nowonarodzonego uznaje się tego, który wstąpił do konkretnej wspólnoty. Tylko pentekostalizm stoi na stanowisku rzeczywistego odrodzenia w Duchu Świętym, a nie tylko deklaratywnego czy nominalnego.

To jest akurat godne pochwały.

B.G.: W epoce Nowego Testamentu narodzenie z góry (J 3,3.5) było „jedynie” fundamentem a zarazem bramą do misteriów wielkich, czyli mesjańskich. Problem powstaje wtedy, gdy do tego doświadczenia sprowadza się całe doświadczenie wiary nowotestamentowej. Z tą kwestią wiąże się drugi problem, problem ekklesii, kościoła. Np. w ewangelikalizmie pentekostalnym rzeczywiście odrodzeni w Duchu Świętym tworzą kościół realny, który jest niewidzialnym (w tym punkcie kontynuują tradycję ewangelicką). Faktycznie odrodzeni są widzialnymi postaciami niewidzialnego kościoła w konkretnej wspólnocie wierzących. Ale którzy są tymi „rodzynkami w cieście”? Po drugie, zgodnie z tradycją starożytnego chrześcijaństwa poza widzialną ekklesią nie ma zbawienia. A gdzie jest ta realna i widzialna ekklesia jako ciało Jezusa Mesjasza oferująca zbawienie?

S.O.: Na to nakłada się struktura władzy kanonicznej. W Kościele katolickim struktura władzy jest oparta na święceniach kapłańskich. Reforma protestancka zakwestionowała święcenia kapłańskie i uznała jedynie kapłaństwo wiernych na podstawie sakramentu chrztu. W efekcie każdy wierzący jest kapłanem. Pastor to tymczasowa funkcja we wspólnocie, a nie sakramentalny urząd. Każdy wierzący może pełnić funkcję pastora a każdy pastor jest „papieżem” na własnym „podwórku”. Nie ma nadrzędnej instancji władzy realnej. W rzeczy samej władza religijna ma w protestantyzmie charakter niejako symboliczny, a nie rzeczywisty.

B.G.: Małe dopowiedzenie. W katolicyzmie sukcesor Piotra jest papieżem, ale w prawosławiu rosyjskim – papieżem jest car, zaś w anglikanizmie król jest papieżem. Tymczasem w protestantyzmie funkcjonuje idea dwuwładzy. Władza religijna i władza świecka są jakby dwoma rękami Boga. Z tym, iż władzą realną jest władza świecka, która stanowi prawą ręką Boga...

S.O.: Przełóżmy te spostrzeżenia na amerykańską praktykę, gdzie prezydencki system władzy sprzyja traktowaniu prezydenta jako papieża. Upraszczając, chrześcijańscy syjoniści rozciągają ideę ekklesii na Amerykę, która jest „ciałem Jezusa”. Dla nich nowe narodziny to wiara w sukces USA, który jest znakiem błogosławieństwa Boga i zbawienia. Gwarantem tego sukcesu jest dzisiaj D. Trump prezydent i papież. Błogosławić należy zatem wszystkie decyzje prezydenta-papieża, w tym militarną agresję na Iran bez wypowiedzenia wojny.

Gdyby chrześcijanie syjonistyczni całkowicie zdominowali administrację i politykę prezydenta USA, ośmieszyliby chrześcijaństwo w oczach cywilizowanego świata i doprowadziliby do izolacji USA oraz Izraela na płaszczyźnie międzynarodowej. Gdzie waszym zdaniem należy szukać przeciwwagi dla tej chrześcijańsko-syjonistycznej wizji?

B.G.: Postuluję powrót do profesjonalnej i integralnej lektury Biblii – uwolnionej od gnostyckich okularów. Niejako powrót do pierwszej zasady protestanckiej denominacji…

S.O.: Postuluję posłuchać żydów mesjanistycznych (jehudiim meszichiim), co mają do powiedzenia w tej materii. To są Żydzi, którzy uznają Jezusa jako Mesjasza. W skali świata stanowią już pokaźną zorganizowaną społeczność; liczy ona setki tysięcy wyznawców. W opinii niektórych z nich chrześcijanie syjoniści są bardziej żydowscy niż oni.

Przejdźmy na bliższy nam kulturowo grunt. Czym panom profesorom kojarzy się nazwa Opus Dei?

S.O.: Z gnostyckim fundamentalizmem katolickim.

B.G.: Z potrydenckiem katolicyzmem przeszczepionym na grunt epoki nowoczesnej.

Mieliście kontakt z przedstawicielami Opus Dei?

B.G.: Pierwszy bezpośredni kontakt miałem w 1994 r. na pewnym uniwersytecie. Spotkałem na kursie grupę hiszpańskich studentek z Opus Dei. Pewnego dnia jedna z nich przyniosła mi zaproszenie na mszę świętą dziękczynną za beatyfikację założyciela Opus Dei – Escrivy de Balaguera. Beatyfikował go Jan Paweł II w 1992 r. Z zaproszeniem wręczyła mi kilka kolorowych folderów propagandowych bez szczypty nachalności.

S.O.: Od początków mojego pobytu w zakonie jezuitów raz po raz spotykałem się z czarną legendą Opus Dei. Po Soborze Wat. II jezuitów dotknął największy kryzys w historii zakonu, ale Opus Dei wyszedł z posoborowego kryzysu bez szwanku. I rozpoczął swój „pochód tryumfalny” po katolicyzmie. Największe wpływy osiągnął w Ameryce Południowej, gdzie miał stanowić przeciwwagę dla teologii wyzwolenia. W niektórych regionach świata Opus Dei przejął choćby jezuickie uniwersytety. Wydawało się, iż ta organizacja wyeliminuje i zastąpi jezuitów w Kościele katolickim w walce o „rząd dusz”.

B.G.: Na okoliczność jednej monografii lustracyjnej studiowałem materiały operacyjne wywiadu cywilnego PRL odnośnie do sytuacji w Watykanie w latach osiemdziesiątych XX w. Natknąłem się w nich na raporty monitorujące jedną z faz walki Opus Dei z jezuitami o wpływy. Według tych raportów Opus Dei usiłował przejąć media watykańskie. To znaczy wyrwać z rąk jezuitów Radio Vaticana oraz zorganizować telewizję watykańską.

Czy w ogóle może ktoś zastąpić jezuitów?

S.O.: Na dzisiaj choćby już nie ma takiej potrzeby. Jezuici wraz z apostolskimi zakonami „umierają stojąc”. Ale, o ile po jezuitach pozostanie raczej dobre wspomnienie, o tyle po Opus Dei nie takie pozostanie.

B.G.: Jezuici w porównaniu z Opus Dei to giganci. Na pewno po jezuitach pozostanie duchowość św. Ignacego z Loyoli wraz z jego genialną, jak na owe czasy, książeczką Ćwiczeń Duchownych. Istnieje kolosalna przepaść między arcydziełami św. Ignacego a moralistycznymi i pobożnościowymi sloganami Escrivy de Balaguera zawartymi w jego „Drodze”, podstawowym dziele formacyjnym Opus Dei.

Przecież Josemaria Escriva de Balaguer został błogosławionym w 1992 r. a w 2002 r. – świętym.

B.G.: W 1992 r. María del Carmen Tapia opublikowała pierwszą książkę w języku hiszpańskim pod przejmującym tytułem: „Poza progiem. Życie w Opus Dei. Podróż w głąb fanatyzmu”. Jest to wstrząsające świadectwo byłej członkini Opus Dei i bliskiej współpracowniczki Escrivy de Balaguera. Autorka przez 5 lat pełniła funkcję osobistego sekretarza Prałata Escrivy a następnie przez 10 lat była dyrektorem regionalnym oddziału kobiecego w Wenezueli. W aneksie książki, ale do wydania angielskiego z 1997 r., autorka publikuje dokumenty, w tym listy do Jana Pawła II z 1991 r., w których ostrzegała go przed pospieszną beatyfikacją Escrivy! Bezskutecznie (Tras el umbral, 1992; Beyond the threshold, 1997).

S.O.: Z lektury książki M. del Carmen Tapii, którą przeczytałem, wyłania się Opus Dei jako sekta w Kościele katolickim. Jej istotne cechy to: bezwzględny autorytet Escrivy otaczanego najwyższą czcią; odseparowanie członków od rodziny i znajomych; agresywna indoktrynacja polegająca na praniu mózgu; całkowita kontrola życia osobistego; rygorystyczny harmonogram pracy fizycznej; przedsoborowe praktyki ujarzmiania ciała, np. przez samobiczowanie; upośledzenie pozycji kobiet w stosunku do mężczyzn. Kobiety żyją w funkcji zapewnienia godziwego życia mężczyznom i muszą przestrzegać surowego kodeksu zachowania. W naszkicowanym przez Carmen portrecie Escrivy znajdziemy i takie „przymioty”: nieokrzesany i wulgarny, tyranizujący megaloman (Tras el umbral, 1992).

B.G.: Escriva de Balaguer niby podkreślał świecki charakter powołania i duchowości członków Opus Dei, ale w rzeczywistości stworzył niejako nowicjat zakonny. „Sakralizował” w nim system kastowy, gdzie niższa kasta posługuje wyższej i pomnaża majątek organizacji.

S.O.: Opus Dei to system dożywotniego nowicjatu. Najdłuższy nowicjat mają jezuici – ale trwa jedynie dwa lata. Był on dla mnie wyzwaniem, szkołą próby i przetrwania. Panuje w nim ustrój totalitarny opisany celnie przez M. del Carmen Tapię, ale ograniczony w czasie i zamknięty w przestrzeni jakby w szklarni. Opus Dei zamknął w tej szklarni swoich członków dożywotnio, uchylając im nieco szklanego dachu. Członkowie Opus Dei oddychając atmosferycznym powietrzem egzystują w złudzeniu, iż żyją w realnym świecie, a nie w ideologicznym kokonie.

Dlaczego to szokujące świadectwo Carmen Tapii nie przeszkodziło beatyfikacji prałata Escrivy w 1992 r.? Angielskie tłumaczenie jej książki w 1997 r. także nie przeszkodziło ekspresowej kanonizacji go w 2002 r.

S.O.: Dobre pytanie. Nasuwają mi się trzy przyczyny tego stanu rzeczy. Wyniesienia na ołtarze Escrivy dokonał Jan Paweł II, którzy szczególnie sprzyjał Opus Dei. On zatwierdził dla organizacji status prałatury personalnej w 1982 r. Dzięki niemu Opus Dei stał się kościołem w kościele. Po drugie, w tym okresie bardzo wpływową osobą w Watykanie był Joaquín Navarro-Valls. Ten hiszpański numerariusz Opus Dei sprawował urząd rzecznika Watykanu i dyrektora Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej w latach 1984-2006 r. Po trzecie, przy takiej pozycji Opus Dei w Kościele katolickim i w Watykanie nietrudno było podważyć wiarygodność byłej członkini.

B.G.: Niebawem po śmierci Jana Pawła II urząd rzecznika Watykanu traci Joaquín Navarro-Valls. Zastępuje go… jezuita o. Federico Lombardi na 10 lat (2006-2016). Pełnił wcześniej eksponowane funkcje w dwutygodniku La Civiltà Cattolica, w zakonie oraz w Radiu Watykańskim. W tym okresie rozpoczyna się proces „pacyfikacji” Opus Dei. Zainicjował go papież Benedykt XVI.

S.O.: Potem w Opus Dei z wielką obawą przyjęto wybór nowego papieża Franciszka, którym przecież został jezuita. Papież zmusił Prałaturę Opus Dei w 2022 r. do radykalnej rewizji statutów. Bez animuszu Prałatura podjęła się tego zadania. Dopiero 13 czerwca 2025 r., po wyborze nowego papieża Leona XIV, przedstawiono Watykanowi ostateczną postać nowych statutów.

Tymczasem jak grom z jasnego nieba uderza w Opus Dei kolejna książka – angielskiego dziennikarza. Znacie ją panowie?

S.O.: Naturalnie. Gareth Gore po kilkuletnim śledztwie odsłonił w październiku 2024 r. inne mroczne oblicze tej organizacji. Jego książka w tłumaczeniu polskim ukazała się 24 marca 2026 r. pod tytułem „Opus Dei. Brudne pieniądze, handel ludźmi i skrajnie prawicowa organizacja kościelna” (tytuł oryginału: „Dark Money, a Secretive Cult, and Its Mission to Remake Our World”). W trakcie śledztwa autor wpadł na trop, jak przez kilka dziesięcioleci Opus Dei wyprowadzał setki milionów dolarów z jednego z hiszpańskich banków, Banco Popular, doprowadzając go do upadku. To był początek jego ponurych odkryć.

B.G.: Chciałem zwrócić uwagę na coś interesującego. Już 8 marca 2026 r. polski oddział Opus Dei wiedział o przygotowywanym polskim wydaniu tej książki i znał jej polski tytuł. Wynika to z lektury oświadczenia, które opublikowano w tym dniu na stronie tego Oddziału. Oświadczenie podważa wiarygodność treści książki już w pierwszym akapicie: „Jesteśmy przekonani, iż książka Garetha Gore’a przedstawia fałszywy obraz Opus Dei oparty na teoriach spiskowych, zniekształconych faktach i kłamstwach”. W dalszej części oświadczenia przekopiowano całe oświadczenie oddziału tej organizacji w USA z października 2024 r. na okoliczność mającego się ukazać oryginalnego wydania angielskiego (https://opusdei.org/pl-pl/article/wyjasnienia-w-sprawie-ksiazki-g-gorea-o-opus-dei-wydanej-w-2026-roku-w-polsce/).

S.O.: Całą tę „zabawę Opus Dei w chowanego ze światową opinią publiczną” przerwał papież Leon XIV 16 marca 2026 r. Papież zaprosił na prywatną audiencję Garetha Gore’a. Rozmawiał z nim w cztery oczy. Dzień później National Catholic zamieścił na stronie internetowej relację z tego spotkania, a konkretnie to, co autor powiedział papieżowi. Jakie są to porażające treści, niech czytelnik sam się o tym przekona (https://www.ncronline.org/opinion/gareth-gore-my-audience-pope-leo)

B.G.: Zanim pojawiła się ta książka, we wrześniu 2024 r., po dwuletnim śledztwie skargi złożonej przez grupę czterdziestu trzech kobiet, argentyńska prokuratura federalna formalnie oskarżyła Opus Dei o handel ludźmi i inne przestępstwa. Według Garetha Gore’a „Za fasadą »odkrywania« powołania do służby Bogu poprzez wykonywanie prac domowych stał w istocie system nadużyć i oszustw mający na celu pozyskanie taniej, a niekiedy darmowej siły roboczej dla domów Opus Dei na całym świecie” (Opus Dei, 2026, s. 197). Watykan jest na bieżąco o informowany o działaniach prokuratury w Argentynie. Oprócz tego w Internecie funkcjonuje strona, na której byli członkowie Opus Dei publikują swoje traumatyczne historie.

Na „polskim podwórku” w centrum afery, jaka wybuchła latem 2025 r. w Funduszu Sprawiedliwości, znalazł się eksponowany członek Opus Dei, numerariusz Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości.

B.G.: Może przywołam pewien komiczny epizod. Po ujawnieniu w mediach tej afery, swoim zwyczajem udałem się sobotę na cotygodniową wyprawę rowerową. Zabrałem ze sobą pierwszą z brzegu żółtą kamizelkę odblaskową. Zakładam ją na ruchliwych drogach. Po jej założeniu dostrzegłem, iż wzbudzam wyjątkowe zainteresowanie, choćby u policji. Nie wiedziałem dlaczego. Podczas ściągania kamizelki zauważyłem na niej duży napis: „Fundusz Sprawiedliwości” a nad nim logo tego funduszu…

S.O.: (śmiech) Moim zdaniem, duże pieniądze z tego funduszu zostały przekazane Fundacji Profeto dla stworzenia koncernu medialnego mającego konkurować z koncernem medialnym o. Tadeusza Rydzyka. Najprawdopodobniej „naczelnik Państwa” przyzwolił na to, by jedną ręką dać dużą sumkę ministrowi sprawiedliwości, który grał mu na nerwach politycznych, żeby się udławił, a drugą ręką, by włożyć do kieszeni jednego z dyrektorów Ministerstwa Sprawiedliwości sprzęt nagrywający, temu, który sobie potem przykleił wąsy na wizji… Nie brano wcale pod uwagę okoliczności, iż PiS przegra wybory i te nagrania CBA wpadną w ręce przeciwników politycznych.

B.G.: Czy chcesz przez to powiedzieć, iż w całym przedsięwzięciu z Fundacją Profeto duchowny był jedynie słupem wyznaniowym a ministerstwo sprawiedliwości zjednoczonej prawicy – słupem administracyjnym?...

S.O.: Gareth Gore stwierdził, iż Opus Dei jest mistrzem ukrywania swojego majątku i wykorzystywania fundacji non-profit do pomnażania swoich wpływów i dochodów w sektorze pozakościelnej działalności. Na jedną z takich fundacji natknąłem się przypadkowo, rekonstruując życiorys naukowy pewnego profesora (https://furca.org/o-nas/fundacja-furca/). Przez tego typu fundacje między innymi unika się bezpośredniej odpowiedzialności.

Załóżmy, iż Leon XIV podejmie decyzję o nadzwyczajnej kontroli prałatury Opus Dei ze względu na ujawnione gorszące fakty. Potem powstanie raport potwierdzający te fakty. Co dalej?

B.G.: Ze względu na światowy zasięg „imperium” Opus Dei ta inicjatywa może przeżyć papieża…

S.O.: Trafne spostrzeżenie. Moim zdaniem pewien problem stanowi pokaźna ilość duchownych inkardynowanych do Opus Dei, którzy są „jedną nogą” w Kościele katolickim, a których jest około 2000. Kościół nie może ich stracić w procesie pacyfikacji Prałatury przez Watykan. Ośmielam się podpowiedzieć Watykanowi niezawodny środek do całkowitego odzyskania tych duchownych dla Kościoła: należy ich skierować na odbycie przymusowego, dwuletniego nowicjatu jezuickiego. Tam jezuici ich nauczą, co to znaczy: sentire cum Ecclesia („czuć z Kościołem”).

Jakaś prognoza, co do przyszłości tych fundamentalizmów?

B.G.: Rozwój solidnych studiów kulturowo-religijnych odsłoni z popiołów wieków błyszczący diament nowotestamentowego chrześcijaństwa i tym sposobem zdezaktualizuje fundamentalizmy chrześcijańskie.

S.O.: Kiedyś podobnie jak Bogusław wierzyłem w siłę nauki, dziś jestem bardziej sceptyczny. Jednak ożywia mnie nadzieja, iż papież Leon XIV, podobnie jak jego poprzednik Leona XIII, encykliką Rerum novarum („nowe rzeczy”) wprowadzi naukę społeczną katolicyzmu na nowe tory. Nie będzie to konfrontacja i demonizowanie współczesności, ale nowe otwarcie i wspólne szukanie rozwiązań dla bolączek współczesnego świata. Wtedy wszelkie ekstremizmy, również te religijne, stracą rację bytu i wylądują na śmietniku historii, gdzie jest ich miejsce.

Prof. zw. dr hab. Stanisław Obirek pracuje na Uniwersytecie Warszawskim w Ośrodku Studiów Amerykańskich. Studiował filologię polską w Uniwersytecie Jagiellońskim, filozofię i teologię w Neapolu i w Rzymie na Uniwersytecie Gregoriańskim. W 1997 r. habilitował się na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, profesorem tytularnym jest od 2011 r.

Prof. zw. dr dr hab. Bogusław Górka – historyk i religioznawca, całą ścieżkę naukową z religioznawstwa przeszedł na Uniwersytecie Jagiellońskim, pracuje na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego. Jest autorem kilkunastu książek głównie z zakresu hermeneutyki religijnej oraz lustracyjnych.

Idź do oryginalnego materiału