Wyznanie Tokarczuk wywołało burzę w sieci. Wywołane do tablicy środowisko składa pilnie deklaracje (AI: godzi się pisarzom czy się nie godzi). Influencerzy i booktokerzy łapią się za głowy (oczywiście, iż się nie godzi). Entuzjaści nowych technologii biorą autorkę w obronę (AI to tylko pożyteczne narzędzie). A kto nigdy nie lubił Tokarczuk, znów mógł dać temu wyraz. „Kochana, jak mogłybyśmy wybrnąć z tej afery?”, podpowiadają zapytanie do AI twórcy memów.
Pomijając memy i tradycyjną wirtualną młóckę, dyskusja jest miejscami pasjonująca i dotyczy realnego zjawiska czy też zagrożenia. Środowisko twórcze raczej zgodnie pomstuje na AI, obawiając się, iż artystyczne rzemiosło wyginie, bo nie będzie potrzebne. Dochodzą wątpliwości natury etycznej: AI karmi się przecież cudzą pracą. Anglojęzyczne media żyją teraz aferą z opowiadaniem Jamira Nazira, które otrzymało nagrodę Commonwealth, choć „nosi ślady użycia AI”. Być może należałoby te ślady specjalnie oznaczać – są takie pomysły.
W Polsce mieliśmy i mamy przypadki zmyśleń w przypisach, wspomaganych przekładów i Idź do oryginalnego materiału



