Nie ma chyba drugiego serialu, który zanotowałby tak duży skok jakościowy, jak „Branża”. Twórcy szczerze opowiadają o swoich początkach i o tym, czego się wtedy obawiali.
Jeśli Branża” odstraszyła was na początku, to nie bez powodu. Twórcy wiedzą dobrze, jakie błędy popełnili przy 1. sezonie i szczerze opowiadają o tym, jak uczyli się scenopisarstwa z sezonu na sezon i czego bali się, kiedy zaczynali karierę.
Branża HBO – skąd taka różnica jakości między sezonami?
Serial o młodych wilczkach ze świata finansów, z Marisą Abelą i Myha’lą w rolach głównych, w poniedziałek zakończy swój 4. sezon. Podczas gdy krytycy zachwycają się całością i każdym odcinkiem z osobna, twórcy serialu Mickey Down i Konrad Kay, w rozmowie z Serialową i innymi mediami w Berlinie wrócili do swoich początków. Pracę nad „Branżą” obaj rozpoczęli równo dekadę temu, a oto co powiedział nam Kay o nierównym poziomie 1. sezonu i wyzwaniach, jakie mieli na samym początku kariery.
— Myślę, iż zwłaszcza pierwsze dwa odcinki [1. sezonu] są naprawdę dużym wyzwaniem dla widzów, ponieważ są dość chłodne, techniczne, wypakowane treścią. Są jakby wyrwane z kontekstu, ponieważ kiedy serial dostał zamówienie, ja i Mickey pisaliśmy odcinki pierwszy i drugi w kółko, w próżni, nie wiedząc, jak będą wyglądać odcinki od trzeciego do ósmego. Wyglądają więc, jakby wręcz skrajnie odstawały od reszty, a serialowa historia, silnik fabularny 1. sezonu, zaczyna się tak naprawdę w 4. odcinku, kiedy Harper spie*rzyła transakcję. I wtedy wszystko zaczyna się układać, a historia nabiera rozpędu.
I wiecie, jej relacja z Kenem [Leungiem, serialowym Erikiem] naprawdę nabiera rozpędu pod koniec tego odcinka. Wyglądają więc na bardzo odrębną całość narracji. To prawie jak dwa oddzielne filmy fabularne. (…) Poza tym, to był najbardziej gęsty sezon, prawdopodobnie najbardziej gęsty technicznie sezon ze wszystkich. Był bardzo mocno osadzony w tym samym miejscu, na tym parkiecie. Był dość mechaniczny, celowo, na przykład seks w nim był bardzo cielesny. Z punktu widzenia publiczności to nie był najlepszy sposób na pisanie serialu telewizyjnego.
„Branża” (Fot. HBO)Jak przyznali dalej Kay i Down, część powodu, dla którego 4. sezon jest znacznie lepszy od pierwszego, ma związek po prostu z tym, iż obaj sporo nauczyli się jako scenarzyści. Serialowi nie zaszkodziło też wyjście poza bank i bardziej przystępna zarówno tematyka, jak i język, który stał się znacznie mniej techniczny niż kiedyś.
Konrad Kay: Myślę, iż po prostu z sezonu na sezon stawaliśmy się coraz lepszymi scenarzystami serialowymi. Kwestia „dlaczego miałbym obejrzeć kolejny odcinek?” powróciła z większą siłą. I nie to iż zostawiliśmy za sobą kwestię treningu, bo to zajęło kilka sezonów, ale myślę, iż obawy, które są w serialu, i obawy związane z tym, kim my jesteśmy, ja i Mickey, stały się bardziej uniwersalne i współczesne. Zaczęło się to od COVID-19, wpisaliśmy to do serialu. A potem ja i Mickey zaczęliśmy bardziej interesować się tym, iż „no dobra, giełda to epicentrum tego wszystkiego, ale z czym to się łączy?”. Łączy się to z polityką, łączy się z mediami.
Zwłaszcza w 4. sezonie wydaje mi się, iż wszystkie te obawy stały się nieco bardziej uniwersalne. Stało się to nieco mniej gęste. 4. sezon to prawdziwy thriller rozwijający się z tygodnia na tydzień, czym serial nigdy wcześniej nie był. Nigdy nie miał tak wyraźnie zarysowanego antagonisty. Myślę więc, iż w pewnym sensie stał się bardziej telewizyjny, bardziej przystępny.
Mickey Down: Pisanie scenariuszy telewizyjnych to też rzemiosło. To coś, co można udoskonalić. To znaczy, wiecie, są pewne jego aspekty, które są, nie wiem, może jakimś kosmicznym darem, ale są też pewne aspekty, w których można po prostu się rozwijać. I myślę, iż opowiadanie historii to coś, w czym można się rozwijać. (…) Staliśmy się lepsi w pisaniu historii. Tak, to po prostu doświadczenie i fakt, iż zrobiliśmy to już cztery razy. Ja po prostu wiem, jak historia powinna się rozwijać.
„Branża” (Fot. HBO)Kolejny aspekt, który znacząco odróżnia dwa najnowsze sezony „Branży” od tych początkowych, jest humor. Konrad Kay stwierdził, iż wcześniej obaj wręcz się bali być zabawni, zwłaszcza w mniej wyrafinowany sposób. Przykładem zmian są sprośne żarty postaci Kala Penna w okresie 4 i to, jak wpasowano je w poważny thriller finansowy.
— Humor w serialu jest dla nas naprawdę ważny. I nauczyliśmy się zrzucać stabilizatory z naszego scenariusza w miarę postępów. Ponieważ w 1. sezonie wręcz baliśmy się być zabawni, co jest, moim zdaniem, dość szkolnym podejściem do pisania dramatu dla HBO. Pomyśleliśmy sobie, iż tak naprawdę, kiedy spojrzysz na najlepsze dramaty w historii, jakie oni stworzyli, to są to najlepsze komedie, jakie stworzyli. Są, k*rwa, zabawne. Przecież „Rodzina Soprano” to jeden z najzabawniejszych seriali w historii, prawda?
I tak nauczyliśmy się po prostu ufać sobie i polegać na naszych instynktach, na naszych głupotkach. Nie bójmy się sprawiać, żeby serial robił jakieś głupie rzeczy. Takie barokowe głupstwa. Są momenty, w których po prostu próbujemy się nawzajem prowokować i rozśmieszać. I są tam jedne z najlepszych momentów w serialu.
Jeszcze jeden przykład: Kal Penn dołączył do serialu. I ma kilka dość sprośnych dialogów typowych dla finansistów. Napisaliśmy tę postać w ten sposób i mieliśmy szczęście, iż obsadziliśmy go w ostatniej chwili. A potem, kiedy modyfikowaliśmy sceny [pod kątem aktora], od razu bardziej nam się to spodobało. To znaczy, to dość typowy humor jak z bractwa na uniwerku, ale on oczywiście w tym wymiata, prawda?
4. sezon dobiegnie za chwilę końca, tymczasem HBO już ogłosiło, iż będzie 5. sezon „Branży” – ale na tym koniec. Serialowa była na planie hitu HBO, który powstaje w Cardiff w Walii – tutaj dowiecie się więcej o kulisach powstawania serialu „Branża”.
Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z najnowszymi odcinkami hitu HBO, tutaj znajdziecie naszą opinię: Branża sezon 4 – recenzja. A ile jeszcze odcinków przed nami? Sprawdźcie pełną rozpiskę: Branża sezon 4 – kiedy odcinki.















