Kiedy byłam mała, uwielbiałam klasyczne "Wędrówki z dinozaurami" od BBC. Obsesyjnie oglądałam wszystkie sześć odcinków pierwszej serii, aż kaseta VHS została niemal całkowicie przeze mnie zajechana. Być może "Wędrówki z dinozaurami" wywarły na was w dzieciństwie równie silny wpływ, a być może wasze wyobrażenie o tych stworach w większej mierze ukształtował "Park jurajski". Dostępne na Netfliksie "Czego nie wiemy o dinozaurach" łączy edukacyjność pierwszego tytułu z filmowością tego drugiego. Miniserial dokumentalny wyprodukowany przez Stevena Spielberga udowadnia, iż kino przez cały czas ma wiele do powiedzenia w kwestii tych fascynujących zwierząt sprzed milionów lat i jeszcze długo nie przestaną one inspirować popkultury oraz zbiorowej wyobraźni.
"Wędrówki z dinozaurami" i większość późniejszych naśladowców kultowego serialu BBC stosowało podobną technikę narracyjną: wybierało konkretne wymarłe zwierzę (lub zwierzęta) i przedstawiało fikcyjną, udramatyzowaną, działającą na emocje historię. Świat dinozaurów dostarcza szerokie możliwości do snucia podobnych fantazji: filmowcy muszą przyjąć jakąś wersję wyglądu, zwyczajów i zachować tych stworzeń w sytuacji, w której na każdy pewny fakt przypada dziesięć spekulacji. Twórcy "Czego nie wiemy o dinozaurach" obchodzą ten problem, koncentrując się na pięknie wykreowanego świata. Stawiają nie na fabularyzowanie losów dinozaurów, ale na obraz i visual storytelling. Serial zachwyca; to bez wątpienia najpiękniej wyglądający dokument o dinozaurach, jaki powstał do tej pory. Rozbudowana ekipa techniczna stworzyła imponujące widowisko, którego celem jest wykreowanie wrażenia przebywania na Ziemi przed milionami lat. Ręka Spielberga także jest widoczna – wiele momentów walki o przetrwanie i ucieczek przed drapieżnikami ma w sobie napięcie i rytm rodem ze "Szczęk". W połączeniu z muzyką Lorne'a Balfe'a i aksamitnym głosem Morgana Freemana (a w polskiej, moim zdaniem lepszej, wersji: Krystyny Czubówny) całość tworzy fascynujący, przykuwający do ekranu spektakl.
Być może to rozmach wizualny sprawił, iż opowieść zamknęła się w zaledwie czterech około czterdziestominutowych odcinkach. Chciałoby się, żeby ta opowieść trwała dłużej. Polski tytuł "Czego nie wiemy o dinozaurach" jest mylący. Dokument nie ujawnia żadnych szokujących znalezisk czy nietypowych hipotez naukowców. To raczej rzut izometryczny na epokę dinozaurów, spojrzenie z lotu ptaka, pochylenie się nad najważniejszymi i najbardziej przełomowymi momentami. Twórcy pokazują różnorodność i wielobarwność wymarłego świata; zobaczymy także mniej popularne gatunki, ale fani dinozaurów raczej nie dowiedzą się z serialu niczego nowego na ich temat – bo fakt, iż np. ich potomkami są ptaki, chyba żadnej osoby choćby umiarkowanie zainteresowanej paleontologią nie zaskoczy.
Absolutnie nie oznacza to jednak, iż "Czego nie wiemy o dinozaurach" okaże się rozczarowujące dla widzów z pewnym poziomem wiedzy na ich temat. Wręcz przeciwnie – twórcy stawiają na "show not tell" i skupiają się przede wszystkim na pokazaniu piękna, majestatu i siły wymarłych gatunków. Możliwość obejrzenia np. wyjątkowo realistycznie przedstawionego pojedynku tyranozaura z ankylozaurem zachwyci każdego. To dokument, który wykorzystuje wszystkie dostępne zdobycze techniki do tego, by jak najpełniej zanurzyć widza w świecie dinozaurów. Trzeba niestety odnotować, iż scenariusz Davida Fowlera (współtwórcy m.in. uznanego serialu "Wszechświat") pada ofiarą pisania pod "second screen viewing", czyli netflixowej praktyki dostosowywania produkcji pod nieuważnych odbiorców. Stąd częste powtórzenia tych samych informacji, które mogą lekko irytować, kiedy np. po raz szósty w ciągu tego samego odcinka słyszymy, iż dinozaury wygrały ewolucyjną walkę z gadami.
Równorzędnym z dinozaurami bohaterem tej opowieści jest Ziemia. Klimat, ewolucja, zmiana jako jedyna stała w przyrodzie. Kolejne gatunki powstają i wymierają, a planeta wiecznie się transformuje. "Czego nie wiemy o dinozaurach" to dokument, który mimochodem skłania do egzystencjalnych przemyśleń. Uczy pokory – epoka człowieka przeminie kiedyś tak samo jak epoka dinozaurów. Pewnie nie za sprawą meteorytu, który odpowiednio wcześnie zostanie zauważony i zneutralizowany przez astrofizyków; być może z powodu jakiegoś innego losowego czynnika, których w kosmosie mnóstwo – takiego jak rozbłysk Gamma – a najpewniej w wyniku naszej własnej głupoty. Planeta zawsze się odrodzi, my już niekoniecznie.
Oprócz filozoficznej refleksji i medytacji nad naturą życia dokument ma w sobie melancholię. Wszystkie dobre opowieści o dinozaurach noszą piętno romantycznego tragizmu. Ogromne stworzenia przez setki milionów lat rządziły tą planetą, ale zdecydowana większość ich świata na zawsze pozostanie dla nas tajemnicą, schowaną głęboko w ziemi. Całe wieki walk o przetrwanie, dramatów, ukrytych cech i zmagań tych zwierząt przeminęły bez żadnego kronikarza, który mógłby to wszystko opisać i uchwycić. To, co z dość dużą trafnością jesteśmy w stanie odtworzyć, to koniec dinozaurów. Okrutna śmierć ich imperium to ten segment serialu, który nie boi się uderzyć w emocjonalne tony i skutecznie porusza. "Czego nie wiemy o dinozaurach" może jest za krótkie i nieidealne, ale z całą pewnością jest epickie.
"Wędrówki z dinozaurami" i większość późniejszych naśladowców kultowego serialu BBC stosowało podobną technikę narracyjną: wybierało konkretne wymarłe zwierzę (lub zwierzęta) i przedstawiało fikcyjną, udramatyzowaną, działającą na emocje historię. Świat dinozaurów dostarcza szerokie możliwości do snucia podobnych fantazji: filmowcy muszą przyjąć jakąś wersję wyglądu, zwyczajów i zachować tych stworzeń w sytuacji, w której na każdy pewny fakt przypada dziesięć spekulacji. Twórcy "Czego nie wiemy o dinozaurach" obchodzą ten problem, koncentrując się na pięknie wykreowanego świata. Stawiają nie na fabularyzowanie losów dinozaurów, ale na obraz i visual storytelling. Serial zachwyca; to bez wątpienia najpiękniej wyglądający dokument o dinozaurach, jaki powstał do tej pory. Rozbudowana ekipa techniczna stworzyła imponujące widowisko, którego celem jest wykreowanie wrażenia przebywania na Ziemi przed milionami lat. Ręka Spielberga także jest widoczna – wiele momentów walki o przetrwanie i ucieczek przed drapieżnikami ma w sobie napięcie i rytm rodem ze "Szczęk". W połączeniu z muzyką Lorne'a Balfe'a i aksamitnym głosem Morgana Freemana (a w polskiej, moim zdaniem lepszej, wersji: Krystyny Czubówny) całość tworzy fascynujący, przykuwający do ekranu spektakl.
Być może to rozmach wizualny sprawił, iż opowieść zamknęła się w zaledwie czterech około czterdziestominutowych odcinkach. Chciałoby się, żeby ta opowieść trwała dłużej. Polski tytuł "Czego nie wiemy o dinozaurach" jest mylący. Dokument nie ujawnia żadnych szokujących znalezisk czy nietypowych hipotez naukowców. To raczej rzut izometryczny na epokę dinozaurów, spojrzenie z lotu ptaka, pochylenie się nad najważniejszymi i najbardziej przełomowymi momentami. Twórcy pokazują różnorodność i wielobarwność wymarłego świata; zobaczymy także mniej popularne gatunki, ale fani dinozaurów raczej nie dowiedzą się z serialu niczego nowego na ich temat – bo fakt, iż np. ich potomkami są ptaki, chyba żadnej osoby choćby umiarkowanie zainteresowanej paleontologią nie zaskoczy.
Absolutnie nie oznacza to jednak, iż "Czego nie wiemy o dinozaurach" okaże się rozczarowujące dla widzów z pewnym poziomem wiedzy na ich temat. Wręcz przeciwnie – twórcy stawiają na "show not tell" i skupiają się przede wszystkim na pokazaniu piękna, majestatu i siły wymarłych gatunków. Możliwość obejrzenia np. wyjątkowo realistycznie przedstawionego pojedynku tyranozaura z ankylozaurem zachwyci każdego. To dokument, który wykorzystuje wszystkie dostępne zdobycze techniki do tego, by jak najpełniej zanurzyć widza w świecie dinozaurów. Trzeba niestety odnotować, iż scenariusz Davida Fowlera (współtwórcy m.in. uznanego serialu "Wszechświat") pada ofiarą pisania pod "second screen viewing", czyli netflixowej praktyki dostosowywania produkcji pod nieuważnych odbiorców. Stąd częste powtórzenia tych samych informacji, które mogą lekko irytować, kiedy np. po raz szósty w ciągu tego samego odcinka słyszymy, iż dinozaury wygrały ewolucyjną walkę z gadami.
Równorzędnym z dinozaurami bohaterem tej opowieści jest Ziemia. Klimat, ewolucja, zmiana jako jedyna stała w przyrodzie. Kolejne gatunki powstają i wymierają, a planeta wiecznie się transformuje. "Czego nie wiemy o dinozaurach" to dokument, który mimochodem skłania do egzystencjalnych przemyśleń. Uczy pokory – epoka człowieka przeminie kiedyś tak samo jak epoka dinozaurów. Pewnie nie za sprawą meteorytu, który odpowiednio wcześnie zostanie zauważony i zneutralizowany przez astrofizyków; być może z powodu jakiegoś innego losowego czynnika, których w kosmosie mnóstwo – takiego jak rozbłysk Gamma – a najpewniej w wyniku naszej własnej głupoty. Planeta zawsze się odrodzi, my już niekoniecznie.
Oprócz filozoficznej refleksji i medytacji nad naturą życia dokument ma w sobie melancholię. Wszystkie dobre opowieści o dinozaurach noszą piętno romantycznego tragizmu. Ogromne stworzenia przez setki milionów lat rządziły tą planetą, ale zdecydowana większość ich świata na zawsze pozostanie dla nas tajemnicą, schowaną głęboko w ziemi. Całe wieki walk o przetrwanie, dramatów, ukrytych cech i zmagań tych zwierząt przeminęły bez żadnego kronikarza, który mógłby to wszystko opisać i uchwycić. To, co z dość dużą trafnością jesteśmy w stanie odtworzyć, to koniec dinozaurów. Okrutna śmierć ich imperium to ten segment serialu, który nie boi się uderzyć w emocjonalne tony i skutecznie porusza. "Czego nie wiemy o dinozaurach" może jest za krótkie i nieidealne, ale z całą pewnością jest epickie.















