Miejsce najnowszych wakacyjnych przebojów made in USA zajęła klasyka. Na czerwony dywan zaproszono m.in. twórców legendarnej serii „Szybcy i wściekli”, przypominając ich widowiskowy wyczyn sprzed 25 lat. W sekcji Cannes Classics pojawi się też Jerzy Skolimowski z Ewą Piaskowską z „Fuchą”, a Krystyna Janda spotka się z widzami po uroczystym pokazie „Człowieka z żelaza”.
Czytaj też: Polecamy 10 najciekawszych filmów na MDAG. Rusza święto dokumentu
Popis Pawlikowskiego
Polska obecność jest w tym roku wyjątkowa i merytorycznie istotna. Okazuje się, iż rośnie nam armia utalentowanych twórców, którzy świetnie odnajdują się w międzynarodowych przedsięwzięciach. Paweł Pawlikowski („Zimna wojna”, „Ida”) wraca do konkursu głównego z dramatem „Fatherland” (znanym również pod roboczym tytułem „1949”). Wierny swojej czarno-białej estetyce i formalnej ascezie reżyser udaje się tym razem w wędrówkę po zrujnowanych wojną Niemczech, by opisać skomplikowane losy powracającego z emigracji Thomasa Manna i jego córki Eriki.
W rolach głównych zobaczymy Hannsa Zischlera oraz wybitną Sandrę Hüller („Anatomia upadku”, „Toni Erdmann”), co samo w sobie zapowiada aktorski popis najwyższej próby. Jest to studium wyobcowania i intelektualnego oporu, które doskonale wpisuje się w canneńską tradycję kina historycznego o uniwersalnym wydźwięku. Polsko-niemiecko-włosko-francuską koprodukcję produkowała Ewa Puszczyńska, autorem zdjęć jest niezawodny Łukasz Żal, a w roli epizodycznej wystąpiła Joanna Kulig.
Dekalog Musiała
Równie intrygująco zapowiada się dzieło Irańczyka Asghara Farhadiego „Historie równoległe”, powstałe z inicjatywy i przy udziale polskiego producenta Macieja Musiała. Film jest pierwszą częścią większego projektu realizowanego we współpracy z amerykańską firmą Anonymous Content, mającego na celu doprowadzenie do powstania uwspółcześnionej, nowej wersji „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego i Krzysztofa Piesiewicza.
„Historie równoległe” nawiązują bezpośrednio do szóstej części cyklu – „Nie cudzołóż” – oraz „Krótkiego filmu o miłości”. Fabuła splata losy podglądającej sąsiadów pisarki z dramatycznymi wydarzeniami nawiązującymi do terrorystycznych ataków w paryskim klubie Bataclan. Farhadi, dwukrotny zdobywca Oscara („Rozstanie”, „Klient”), mierzy więc wysoko, a w obsadzie znalazły się ikony francuskiego kina: Isabelle Huppert, Catherine Deneuve i Vincent Cassel.
Irański reżyser, mistrz dramaturgii opartej na niedopowiedzeniach, lubi analizować granice prywatności i moralne koszty podejmowania niekoniecznie słusznych wyborów. W czasach dominacji mediów społecznościowych, wszechobecnej inwigilacji i nasilającej się przemocy przesłanie filmu prawdopodobnie nabierze nowej, palącej aktualności.
Inne polskie akcenty
Do przeglądu Un Certain Regard zakwalifikowała się łotewska koprodukcja „Ulya” Viestursa Kairišsa, ze zdjęciami wybitnego operatora i dokumentalisty Wojciecha Staronia, a także chilijski „The Meltdown” Manueli Martelli z Jakubem Gierszałem w jednej z głównych ról. W cenionej sekcji Semaine de la Critique znalazł się dramat „Flesh and Fuel” Pierre’a Le Galla, francusko-polska koprodukcja, rozgrywająca się w środowisku kierowców ciężarówek, z Julianem Świeżewskim w obsadzie.
Polskie akcenty dopełnia udział w konkursie filmów krótkometrażowych absolwenta łódzkiej filmówki Michała Toczka. Jego „Spiritus Sanctus” to dziwna odyseja osadzona w realiach polskiej prowincji u progu nowego milenium, która zachwyciła selekcjonerów swoją absurdalną, a zarazem głęboko ludzką perspektywą. Główny bohater, Bogdan (w tej roli Sebastian Stankiewicz), desperacko próbuje kupić alkohol na 50. urodziny żony, trafiając na jednodniową prohibicję wprowadzoną z okazji wizyty papieża Jana Pawła II.
Urodzony w Gdańsku Toczek (rocznik 1996) uzyskał dyplom trzy lata temu. Mimo młodego wieku jest laureatem ponad 60 nagród na festiwalach w Polsce i za granicą, m.in. w Palm Springs, Brukseli, Krakowie, Tbilisi i Breście. Jego debiutanckie „Martwe małżeństwo” (2022) było wyświetlane na ponad 45 festiwalach w 19 krajach i jest w tej chwili dostępne na platformie Disney+ w całej UE.
Inny krótki metraż Toczka, „Być kimś” o rodzinie przeprowadzającej się do nowego mieszkania, które w przeszłości było własnością Lecha Wałęsy, został nagrodzony m.in. na Leuven Kortfilmfest i w Gdyni. Pracami jury konkursu krótkometrażowego przewodniczy hiszpańska reżyserka Carla Simón („Romeria”), a w gronie oceniających jest też Polak Magnus von Horn („Dziewczyna z igłą”).
Emocje bez hitów
Nieobecność amerykańskich hitów, szeroko komentowana w mediach, oznacza odzyskanie przestrzeni dla opowieści bardziej intymnych, ryzykownych i wolnych od dyktatu masowej widowni, co paradoksalnie czyni tegoroczny konkurs jednym z najbardziej ekscytujących od lat. Radykalnych filmów poświęconych np. sytuacji na Bliskim Wschodzie nie należy się jednak spodziewać. Podobnie jak kontrowersyjnych pozycji z bogatego repertuaru platform streamingowych. W przeciwieństwie do Wenecji i Berlina Cannes konsekwentnie odmawia umieszczania w programie filmów, które nie są przeznaczone do oglądania w kinach.
Uroczyste otwarcie festiwalu powierzono Francuzowi Pierre’owi Salvadoriemu i jego komedii „La Vénus électrique”. Wybór co najmniej dziwny, bo rozmijający się z poważnymi nastrojami, oczekującymi jakiegoś nawiązania do skomplikowanej sytuacji związanej z niekończącymi się wojnami. Tymczasem Salvadori, znany z lekkości i psychologicznej precyzji, serwuje opowieść o miłości i stracie balansującej na granicy rzeczywistości i oniryzmu. Jak głoszą zapowiedzi, to kino eleganckie, o modnym młodym malarzu, który po śmierci żony traci natchnienie i próbuje nawiązać z nią kontakt podczas seansów spirytystycznych. Błahostka podszyta melancholią, gdzie główne role powierzono popularnym, niestety tylko we Francji, aktorom, jak Pio Marmaï, Anaïs Demoustier, Gilles Lellouche oraz Vimali Pons.
Wielkie emocje budzi canneński powrót do głównego konkursu nestora Pedro Almodóvara. Po niezbyt udanej próbie zakotwiczenia się w kulturze anglosaskiej („W pokoju obok”) mistrz wraca do języka hiszpańskiego. Dramat psychologiczny „Gorzkie święta” to jego osobiste spojrzenie na temat żałoby i procesu twórczego. Główna bohaterka, Elsa, grana przez Bárbarę Lennie, próbuje uciec w wir pracy, by zneutralizować ból po stracie matki, co doprowadza ją do kryzysu psychicznego i decyzji o wyjeździe na Lanzarote, podczas gdy równolegle rozgrywa się historia reżysera Raúla Durána, będącego alter ego samego Almodóvara.
Inny mistrz europejskiego kina, Węgier László Nemes, zaprezentuje swój pierwszy francuskojęzyczny dramat „Moulin”, biograficzną opowieść o bohaterze francuskiego ruchu oporu Jeanie Moulin, w którego wcielił się Gilles Lellouche. Z kolei rosyjski reżyser na wygnaniu Andriej Zwiagincew („Lewiatan”, „Niemiłość”) powraca z dramatem politycznym „Minotaur” o psychologicznych i biznesowych zmaganiach rosyjskiego oligarchy, co, jak można domniemywać, nada filmowi wyjątkowo gorzki posmak.
Dominująca Francja, mocna Azja, kameralne USA
Analizując główną selekcję, trudno nie zauważyć dominacji kina francuskiego, reprezentowanego przez sporą liczbę twórców, jednak mniej znanych szerokiej publiczności, jak Emmanuel Marre, Léa Mysius czy Arthur Harari. Francuzi w tym roku stawiają na kino gatunkowe, przefiltrowane przez pokoleniową wrażliwość czterdziestolatków – od mrocznych thrillerów o kolaboracji z rządem Vichy w czasie okupacji („Notre salut”), krwawe dramaty rodzinne („Histoires de la nuit”), po kafkowskie eksperymenty z pogranicza horroru i science fiction o mężczyźnie budzącym się w ciele kobiety („L’Innconue”).
W konkursie głównym nie zabraknie też silnie reprezentowanego kina azjatyckiego na czele z utworami podpisanymi przez sławy. Japończyk Hirokazu Koreeda w „Sheep in the Box” zaskakuje zwrotem w stronę science fiction, przedstawiając parę decydującą się wychować zaawansowanego humanoida jako własnego syna. Jego rodak Ryusuke Hamaguchi w swoim paryskim debiucie „All of a Sudden” (trwającym ponad trzy godziny) poświęca uwagę relacji dyrektorki domu opieki z terminalnie chorym dramaturgiem, natomiast Koreańczyk Na Hong-jin w thrillerze „Hope” kreśli wizję pozaziemskiego skażenia w koreańskiej strefie zdemilitaryzowanej, angażując do głównych ról gwiazdy światowego formatu: Michaela Fassbendera oraz Alicię Vikander.
Na 22 tytuły konkursowe jedynie dwa stanowią amerykańskie filmy niezależne. „The Man I Love” to kameralny musical fantasy z Rami Malekiem, zrealizowany przez 60-letniego Irę Sachsa, nazywanego poetą uczuć. Porównuje się go z Erikiem Rohmerem i Woodym Allenem. Fabuła osadzona w Nowym Jorku lat 80. koncentruje się wokół kryzysu związanego z epidemią AIDS. W obsadzie znaleźli się również Tom Sturridge, Luther Ford oraz Rebecca Hall.
Drugą walczącą o Złotą Palmę amerykańską produkcją jest dodany w ostatniej chwili „Paper Tiger” Jamesa Graya. Ma to być mroczny thriller kryminalny, w którym ponownie spotykają się na ekranie Scarlett Johansson i Adam Driver (nominowani wcześniej do Oscara za wspólny występ w „Historii małżeńskiej”), a towarzyszy im Miles Teller. Film opowiada historię dwóch braci dążących do spełnienia amerykańskiego snu, którzy zostają wciągnięci w niebezpieczny schemat korupcji i przemocy, stając się celem brutalnych poczynań rosyjskiej mafii. Dyrektor festiwalu Thierry Frémaux określił to dzieło jako „bardzo niezależne” i stylistycznie nawiązujące do „Małej Odessy” Graya. Dodatkowo w sekcji pozakonkursowej Steven Soderbergh zaprezentuje dokument o Johnie Lennonie, a Ron Howard dokument o fotografie Richardzie Avedonie.
Palmy honorowe
Wisienką na torcie będą wydarzenia specjalne, w tym wręczenie honorowych Złotych Palm dwóm wybitnym postaciom, które w różny sposób ukształtowały współczesne postrzeganie filmu. Barbra Streisand zostanie uhonorowana za całokształt twórczości jako artystka totalna – pierwsza kobieta, która z sukcesem połączyła role aktorki, reżyserki, producentki i kompozytorki, krusząc szklane sufity w męskocentrycznym świecie Hollywood. Jej wkład w rozwój musicalu i dramatu psychologicznego jest niepodważalny.
Z kolei 64-letni nowozelandzki scenarzysta, reżyser i producent Peter Jackson („Władca Pierścieni”, „Hobbit”) otrzyma nagrodę za rewolucyjne podejście do narracji filmowej i wizjonerstwo w dziedzinie technologii obrazu. Jako twórca, który wyniósł literaturę fantasy na poziom filmowego widowiska o niespotykanej wcześniej skali, Jackson udowodnił, iż kino wciąż może być narzędziem kreowania epickich światów, nie tracąc przy tym z oczu prawdy o człowieku. To dwa różne bieguny kina, które w Cannes spotykają się, by przypomnieć, iż wielkość sztuki tkwi w jej różnorodności i nieustannej odwadze zadawania pytań.
Ogłoszenie werdyktu jury pod wodzą Koreańczyka Park Chan-Wooka („Old Boy”, „Służąca”, „Podejrzana”) nastąpi 23 maja.














