Czas jest długi. Hommage à Anka Ptaszkowska (1935–2025)

magazynszum.pl 23 godzin temu

Andrzej Turowski

Z Anką Ptaszkowską poznaliśmy się w końcu lat 60. Nasza przyjaźń rozpoczęła się od sporów i tak już pozostało. W sprawach „zasadniczych” występowaliśmy razem, broniąc niekonwencjonalnych wartości artystycznych i prawa do wolności. W szczegółach szukaliśmy własnego miejsca. Anka była radykalna i awangardowa. Drwiła z akademickiej rutyny i urzędniczej biurokracji. Wytwarzała wokół siebie atmosferę kontestacji i emocjonalnego napięcia. Pojęcie indywidualnej wolności stawiała ponad ideologicznymi wyborami i zaangażowaniem społecznym. Broniła demokracji, dostrzegając w niej niezbywalny antagonizm twórczych postaw. Była przekonana, iż sztuka jest artykulacją i reprezentacją mniejszości oraz odmienności. Opowiadała się za sztuką broniąca niezależności w świecie zuniformizowanej kultury i masowej konsumpcji. Opowiadała się za artystami, którzy w biednym przedmiocie i porzuconym słowie dostrzegali alternatywny porządek. Stała po stronie wartości nieuznanych i nieakceptowanych. Anka, której myśli przechowuję w pamięci, należała do ostatnich twórców „wielkiej utopii awangardy”, którym bliska była sztuka zmieniająca świat na lepszy.

Paryż, 12 listopada 2025

Od lewej: Francois Guinochet, Anka Ptaszkowska i Raymond Hains z kukłą Iris Clert, 1998, fot. dzięki uprzejmości Pauliny Krasińskiej-Sawickiej
Anka Ptaszkowska w pracowni Edwarda Krasińskiego w Warszawie, fot. dzięki uprzejmości Pauliny Krasińskiej-Sawickiej

Joanna Mytkowska

Świat Anki wirował wokół żądania niemożliwego. Studiowanie na KUL-u w komunistycznej Polsce, zakładanie pism artystycznych w latach 50. i Galerii Foksal w latach 60., a potem nieustanne sianie fermentu w polskim i francuskim życiu artystycznym, permanentna niezgoda na kompromisy, kultywowanie sytuacjonizmu; nieustanna gotowość do stawiania postulatów, jakby maj 1968 roku trwał wiecznie.

Jej nieprzejednana obrona wolności, autonomii i nieskrępowania manifestowała się przywiązaniem raczej do zdarzeń przypadkowo pięknych niż zaplanowanych. Podążała za eksperymentem wbrew nudnemu rozsądkowi. Tę postawę łączyła z autorską definicją awangardy jako bezkompromisowej wolności myślenia – pomimo wszelkich ograniczeń. Stąd też brała się jej fascynacja twórcami osobnymi: od francuskiego konceptualisty André du Colombier, poprzez outsidera Edwarda Krasińskiego, skandalistę Krzysztofa Niemczyka, niedocenianą artystkę Mewę Łunkiewicz-Rogoyską, po odkrytą przez nią rzeźbiarkę Rachel Poignant czy artystów radykalnych, takich jak Tadeusz Kantor, Henryk Stażewski i Daniel Buren.

1
Krytyka 05.06.2016

Czemu Galeria Foksal „pastwi się” nad „Teorią Miejsca”?

Anka Ptaszkowska

Własną pozycję w świecie sztuki Anka zostawiała w niedopowiedzeniu. Specjalizowała się w radykalizowaniu postawy, szukaniu ostrej riposty i najbardziej błyskotliwej pointy. „Współwinna” wielu przedsięwzięć artystycznych i współautorka manifestów. Galerzystka przekonana o tym, iż sztuka to nie towar. Mentorka nieznosząca naśladowców. Skrajna indywidualistka spełniająca się tylko w działaniach wspólnych. Wnikliwa krytyczka sztuki, szukająca pokrewieństwa myśli ponad granicami i politycznymi podziałami. Inicjatorka rzadkich zdarzeń, takich jak pierwsza radykalnie konceptualna galeria, którą założyła w Paryżu w 1971 roku, czy powstałego w czasach Solidarności projektu Wymiana między artystami 1931–1982 Polska/USA. Doświadczenie muzeograficzne, który doprowadził do zbiórki ikonicznych amerykańskich dzieł sztuki dla Muzeum Sztuki w Łodzi.

Edward Krasiński, Anka Ptaszkowska i Daniel Buren w pracowni Krasińskiego, 1994, fot. Tadeusz Rolke, dzięki uprzejmości Pauliny Krasińskiej-Sawickiej

Ryzyko było dla niej niezbędnym elementem tworzenia, a zabawa, psota i zadyma niezbywalną częścią życia. Kiedy w dawnym mieszkaniu Henryka Stażewskiego i Edwarda Krasińskiego powstawał Instytut Awangardy, wydawało się to przedsięwzięciem prawie niewykonalnym. Wybudowanie na tarasie mieszkania artystów pawilonu-muzeum wymagało zgody wszystkich lokatorów ze 120 mieszkań w budynku. Wspólnie z Anką odwiedziłam je wszystkie, ani przez moment nie wątpiąc, iż przekonamy mieszkańców do budowy ekstrawaganckiej instytucji na dachu ich bloku. Gdyby nie to doświadczenie – wspólnego rozrabiania w imię awangardy – nie jestem pewna, czy z taką samą niezachwianą pewnością rzucałabym się w różne życiowe przedsięwzięcia, takie jak budowa Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Dlatego ogromnie się cieszę, iż w 2023 roku udało się dzięki staraniom Marii Matuszkiewicz i Agnieszki Tarasiuk zorganizować wystawę Anka Ptaszkowska. Przypadkiem, najpierw w Bordeaux we Francji, a potem w Warszawie. Odwiedzającym wystawę towarzyszył głos Anki, nagrany i komentujący „na żywo” prezentowane artefakty i wydarzenia. To jedna ze sposobności, która z nami zostanie, osobistego z Anką kontaktu, a ten może natchnąć do rzeczy, o których jeszcze boimy się śnić.

Rachel Poignant

Anka była przede wszystkim moją (i naszą) nauczycielką historii sztuki w École des Beaux-Arts w Caen. Dzieliła się z nami swoim artystycznym zaangażowaniem poprzez opowieści o historii polskich awangard i ważne dla nas, poruszające podróże. Warszawa, pracownia Henryka Stażewskiego i Edwarda Krasińskiego, miejsce życia splecionego ze sztuką, a także Foksal. Kraków i Tadeusz Kantor. Muzeum Sztuki w Łodzi stworzone przez artystów… Nie pojmowałam jeszcze wtedy w pełni siły jej zaangażowania, które było wyraźnie polityczne – walczyła przeciwko władzy instytucji nad artystą, stawiając jego wolność ponad wszystko.

Nie rozdzielała sztuki od życia, tak jak nie hierarchizowała swoich relacji. Miała tę samą empatię dla wszystkich, kierowała się zasadą równości, którą uczyniła zresztą tematem jednego z seminariów. Zachowuję w pamięci jej nieustanny entuzjazm.

Jej nieprzejednana obrona wolności, autonomii i nieskrępowania manifestowała się przywiązaniem raczej do zdarzeń przypadkowo pięknych niż zaplanowanych. Podążała za eksperymentem wbrew nudnemu rozsądkowi.

Zainicjowała niezliczone wydarzenia i sytuacje, najpierw w mieszkaniach studentów, a później, w paryskim mieszkaniu-pracowni Eustachego Kossakowskiego, spotkania i debaty w chmurach dymu papierosowego. Porażka także była ich częścią – to, co właśnie wypowiedziano, natychmiast podawano w wątpliwość, by przemyśleć temat na nowo, lepiej. Uczyła nas porowatości rzeczy, koniecznej dla pełnego zaangażowania. Mówię „nas”, bo byliśmy grupą studentek i studentów z tego samego rocznika, z którymi utrzymywała bliskie relacje przez całe życie, również nas wiążąc ze sobą na zawsze, w szczególności Bénédicte Hébert i Benois Casas…

Ze studentki stałam się artystką, którą Anka wspierała niezachwianie, przez całe życie.

To zbliżenie tak naprawdę zaczęło się cztery lata po szkole, w roku 1998, od rozmowy, o którą poprosiłam Ankę przy okazji mojej pierwszej indywidualnej wystawy. Podczas tego pierwszego spotkania naprawdę zrozumiałam, co dla Anki oznaczało zaangażowanie – niezłomne i bezkompromisowe do samego końca. Anka zadawała mi pytania, których sens nie zawsze pojmowałam. Patrzyła z dystansu, „z wysoka”, kontrastującego z moją skrajną bliskością, zanurzeniem we własną praktykę.

Był to pierwszy z pięciu wywiadów, które przeprowadzała ze mną w regularnych odstępach czasu pomiędzy 1998 a 2015 rokiem. Bez odgórnego planu, liczyła się tylko pojawiająca się naturalnie potrzeba chwili. Zostawiła mi prawdziwy skarb!

1
Podcast 22.02.2023

Godzina Szumu #81 Anka Ptaszkowska w Muzeum Sztuki Nowoczesnej

Karolina Plinta; postprodukcja: Izabela Smelczyńska

Ankę zawsze cechowały niezachwiana lojalność i determinacja, by nie odpuszczać i nie tracić z oczu celu.

Podczas naszych rozmów Anka często wracała do tych samych zasadniczych pytań. Jej punkt widzenia był niezmienny i wykraczał poza wymiar artystyczny. Sztukę traktowała jako sposób na współdzielenie doświadczeń, opowiadała tyle samo o swoich przekonaniach polityczno-artystycznych, co o miejscach, w których żyła, o swoich mężach, córce, wnukach…

Anka pomogła mi żyć i tworzyć, zawsze odnajdywać adekwatny kierunek. Wszystkie istotne momenty w mojej karierze artystycznej wydarzyły się dzięki niej, łącznie z najważniejszym – wystawą w roku 2017 w Królikarni, kierowanej przez Agnieszkę Tarasiuk, której Anka była kuratorką.

Aż do 2019 roku (po wybuchu pandemii wyjechała z Francji do Polski, by już nigdy nie wrócić) widywałam się z Anką regularnie: w jej paryskim mieszkaniu, gdzie zawsze odzyskiwałam siły, w Marsylii, gdzie marzyła o kupnie prowansalskiej chatki, by spędzać tam część roku – było to również marzenie Eustachego, które nigdy się nie ziściło. A także w domu w Zalesiu, mieszkaniu w Warszawie, w Broku… Całe moje życie naznaczone jest wspomnieniami z tych miejsc pełnych obrazów, przedmiotów i drobnych śladów przeszłości, do których była przywiązana.

Kolacja u Anki Ptaszkowskiej w Paryżu, fot. dzięki uprzejmości Rachel Poignant
Mały obiekt ofiarowany Ance w roku 2001, fotografia z roku 2020, dzięki uprzejmości Rachel Poignant
Anka Ptaszkowska w Marsylii, podróż wzdłuż Corniche, fot. dzięki uprzejmości Rachel Poignant

Pewnego dnia w 2001 roku Anka podniosła z podłogi mojej pracowni zawieruszony fragment jakiejś pracy. Powiesiła go na ścianie swojej sypialni w Paryżu, tuż przy łóżku. Ta „resztka” powoli niszczała na słońcu. Opowiadała mi o tym przy każdym spotkaniu, opisując jej stan – wydawało jej się, iż starzeje się wraz z nią. To piękny przykład żywej więzi, jaką Anka nawiązywała z nami i naszą pracą. W 2003 roku podczas naszej rozmowy wspominała:

Rzecz, która uderzyła mnie po długiej nieobecności w Paryżu: zauważyłam zmianę tej małej pracy, którą mam w sypialni. Mogę nazwać to starzeniem się, w bardzo ludzkim sensie. To już mała staruszka, ze skórą, która wiotczeje i ciemnieje, która straciła blask młodości… Ale jednocześnie wcale nie utraciła siły swojej obecności i, co bardzo uspokajające, nie straciła też pewnego piękna. Doświadczyłam czegoś naprawdę wyjątkowego z tą rzeczą. Wiele aspektów twojej twórczości powróciło do mnie właśnie z powodu życia z nią. Zwłaszcza przez to, iż jest tak mała, po polsku mówi się na to «resztka», co oznacza coś trochę mniejszego od «reszty». Dla mnie była maleńką częścią twojej pracowni, a może choćby fragmentem całej twojej pracy.

Mówiła, iż ceni moją postawę – otwartość na to, co przychodzi, poddanie się pracy i akceptowanie wszystkich tego konsekwencji.

1
Krytyka 25.08.2023

Stażewski – znany nieznajomy. „Późny styl” w Muzeum Sztuki w Łodzi

Adam Szymczyk

Dziś brakuje mi Anki bardziej niż czegokolwiek. Jej samej, jej siły, hojności, wsparcia i zażyłości, jaką ofiarowała artystom, by wytrwali w „żywotnej misji artystycznej”. Idę dalej, pamiętając te chwile i jej słowa.

Dziś sama jestem wykładowczynią w szkole artystycznej, a moje podejście do studentów jest naturalną konsekwencją mojego obcowania z Anką. Przyznaję, iż daleko mi do jej całkowitego poświęcenia, ale noszę w sobie tę tęsknotę i pragnienie głębi, w którą Anka pozwoliła nam się zanurzyć.

Michel Claura

W dniu urodzin Anki „Szum” poprosił mnie o wkład w jej upamiętnienie.
W dzień Bożego Narodzenia zabieram się za pisanie.
Ach, jakże Anka doceniłaby efekt wywołany zbiegiem tych dwóch dat!
Z pewnością uznałaby to za żart. Nie chciałbym wyprowadzać jej z błędu.

To nie miejsce na anegdoty. Będzie to raczej portret szkicowy niż ostro zarysowany.

Ance nigdy nie brakowało tupetu. Ani entuzjazmu. Zdolna do rozczarowań, często odczuwała zawód, ale równie chętnie ulegała kolejnym zachwytom.

Hojność bez rachuby. Zresztą, Anka nigdy nie była zbyt dobra w rachunkach.
Ogromna trudność w zaakceptowaniu jakichkolwiek ograniczeń.
Trwałość wiary, której choćby nie próbowałem zrozumieć.
Sposób bycia nastolatki, odporny na upływ lat.

I Święty Mikołaj na pewno mi nie zaprzeczy.

Amboise, 25 grudnia 2025

Anka Ptaszkowska w Clos Lucé, Amboise, 2022, fot. Michel Claura

Maria Matuszkiewicz

Jeden z takich szczęśliwych wspólnych momentów – urodziny Anki, trzy lata temu, 17 grudnia 2022 w jej mieszkaniu na Melsztyńskiej. Jest to czas intensywnej pracy z Violette [e a] i Agnieszką [Tarasiuk] nad wystawą Anki, otwierającą się w lutym 2023 w warszawskim MSN. Violette jest artystką, przyjaciółką Anki, i niedawno, w ramach życiowego eksperymentu, przeprowadziła się z Paryża do Warszawy. Violette ma wspaniały dar towarzyszenia, spontanicznego wpadania na herbatę czy spacer, jest też niezwykle oddana Ance. Jesienią 2022 roku spotykamy się regularnie we cztery na Melsztyńskiej nad makietą wystawy z miniaturami wszystkich prac, będących dziełem Violette. Agnieszka z Violette wymyślają taką ekspozycję, która będzie najmniej inwazyjna – żadnej „architektury” i „designu” (wrogowie Anki). Nie odbywa się to bez napięcia. Przesuwamy prace, Anka spogląda od czasu do czasu nieufnie, czy przypadkiem nie robimy czegoś nie po jej myśli, chwilami jest dziecięco wzruszona. Dla Anki jest to nie tylko podsumowanie życia, ale też, jak często mówi, „wystawa wspólna” jej i bliskich jej przyjaciół-artystów.

Czy Anka nie lubiła kobiet? Tak, w pewien sposób na pewno. Na jej stereotypowe wyrzekania na kobiety, którym przypisywała najgorsze cechy, można było się albo irytować, albo – z rezygnacji, bo dyskusja nie miała sensu – śmiać do łez. Z drugiej strony Anka potrafiła też kobiety bardzo cenić.

Tego dnia, w urodziny Anki, jej małe mieszkanie gwałtownie zapełnia się gośćmi. Wszystko dzieje się bardzo spontanicznie. Justyn [Kołakowski] przyprowadza grupę młodych muzykujących przyjaciół, młodszych od Anki o dobre sześćdziesiąt lat. Anka, z długimi włosami, w jednym ze swoich wspaniałych strojów wygląda świetnie. Jest w pełni formy, w co trudno uwierzyć, bo teraz chwile pełnej formy przeplatają się z coraz częstszymi pobytami w szpitalu. Już nie podróżuje, nie poleciała na swoją wystawę w CAPC w Bordeaux. Trudno nam wszystkim wyobrazić sobie Ankę odciętą od jej życia w Paryżu, od jej tamtejszych przyjaciół. Koniec wieczorów w paryskim mieszkaniu, które, poza wszystkim innym, były też wspaniałym ucztowaniem. To jest czas kurczenia się życia, które wszyscy odczuwamy boleśnie, na pewno najbardziej Anka. Jej obroną przed utratą kontroli jest atak – czasami na oślep. Czasami wymierzony w bogu ducha winne osoby, w których Anka dostrzega uosobienie czegoś, z czym należy walczyć. Czasami atak tak nieprawdopodobny, iż aż trudno się nie śmiać. Pomimo tego kurczenia się, wzruszające jest widzieć Ankę szczęśliwą.

Kim dla mnie jest Anka? Ogromną częścią mojego życia, i adekwatnie nie życia zawodowego, chociaż stało się tak, iż zajmowałam się Anką niejako „zawodowo”. Poznałyśmy się pod koniec moich studiów, pojechałam do Paryża, żeby przeprowadzić z nią wywiad do mojej pracy magisterskiej, a ponieważ byłam nieśmiała, bardzo się przejmowałam. Anka maglowała mnie przez dobre dwie godziny, kwestionowała wszystko, co mówiłam i byłam przekonana, iż nie będzie chciała ze mną więcej rozmawiać. Odkąd wówczas, ponad 20 lat temu, wciągnęła mnie do swojego życia, zawsze miałam silne poczucie ciągłości między teraźniejszością a dawniejszą historią Anki. Nigdy nie poznałam Krasińskiego, ani co oczywiste Stażewskiego lub Mewy, ale mimo to czułam, jakby istniał świat, którego wspólnie jesteśmy częścią. Tę obecność wszystkich bliskich Ance osób dało się odczuć także w jej mieszkaniach na Starym Mieście, w Paryżu przy rue Charenton, w Zalesiu i na Melsztyńskiej – zawsze kawałek świata przenosił się wraz z nią. Ten świat był zresztą niezwykle pojemny i hojny, a Anka wielu osobom miała do dania coś osobistego.

Anka uwielbiała uwodzić i czarować, była na pewno świadoma wrażenia, jakie robi i siły swojego przyciągania, i czerpała z tego niewątpliwą przyjemność. Lubiła zapędzać rozmówcę w kozi róg albo zbijać z tropu. Czasami, wypowiadając jakąś zupełnie niezrozumiałą dla mnie myśl, ściszała głos, pytając z ukontentowaniem: „I co myślisz?”.

Podczas pracy nad wystawą „Anka Ptaszkowska. Przypadkiem”, fot. dzięki uprzejmości Marii Matuszkiewicz

Czy umiem powiedzieć, o co Ance chodziło? O awangardzie, jej aspiracjach i granicach, o pewnym rodzaju wykluczenia czy odrzucenia społecznego, które dotykało w życiu artystów radykalnych, takich jak Krzysztof Niemczyk czy Andre du Colombier, mówiła z niemal mistycznym żarem. Równocześnie niezwykle trzeźwo stąpała po ziemi. Potrafiła być zarazem śmiertelnie poważna i niepoważna. Nie bała się braku spójności, bardzo mocno polegała na intuicji i w tym sensie jej wybory były spójne, choćby jeżeli czasami zaprzeczały temu, co mówiła. Bardzo nie lubiła być wtłoczona w jakieś ramy (oczywiście poza tymi, w które sama się wtłaczała), stąd też reagowała wrogością, jeżeli wymagało się od niej przynależności do tej lub innej politycznej idei, szczególnie jeżeli uchodziła ona za słuszną.

Można mieć nadzieję, iż wzbudzony przez Ankę ferment zapisze się nie tylko w historii – akurat to Anka osiągnęła na początku swojej drogi, jako nagły skok energii odnotowany w otoczeniu wskazań przeciętnych.

Czy Anka nie lubiła kobiet? Tak, w pewien sposób na pewno. Na jej stereotypowe wyrzekania na kobiety, którym przypisywała najgorsze cechy, można było się albo irytować, albo – z rezygnacji, bo dyskusja nie miała sensu – śmiać do łez. Z drugiej strony Anka potrafiła też kobiety bardzo cenić. Jeden z najbardziej poruszających osobistych tekstów Anki jest hołdem dla jej matki i innych kobiet z jej rodziny, których charaktery potrafiła opisać z wielką czułością i precyzją obserwacji.

Sądny dzień – ostatni etap pracy nad wystawą, trwa instalacja prac w pawilonie MSN nad Wisłą i nadchodzi czas pokazania Ance prawie już gotowej ekspozycji. Zima, w Warszawie ponuro, ciemno, dzień krótki. Napięcie po obu stronach rośnie. Wchodzimy do pawilonu i Ance z miejsca nie podoba się sposób powieszenia pracy Varsovie Andre du Colombier. Grzęźniemy. Całe napięcie związane z wystawą musi się gdzieś wyładować. Wsiadamy w taksówkę i jedziemy na umówione spotkanie z Karoliną Plintą, żeby nagrać podcast o wystawie. Trzecie piętro, nie ma windy, Anka chyba zapomniała o podcaście. Po przywitaniu z Karoliną z miejsca przystępuje do ataku. Kiedy tydzień później otwieramy wystawę, myślę, iż wszyscy zaangażowani w to przedsięwzięcie oddychamy z ulgą. Teraz z dystansu objawia mi się wyjątkowy – czuły i kojący – charakter tamtego czasu towarzyszenia Ance w pracy nad wystawą.

Rekonstrukcja Balu w Zalesiu, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie, 2006, kurator: Paweł Polit, z udziałem Pawła Althamera, Pauliny Ołowskiej i Joanny Zielińskiej, fot. dzięki uprzejmości Pauliny Krasińskiej-Sawickiej
Maria Stangret, Anka Ptaszkowska i Tadeusz Kantor na plenerze w Osiekach, 1967, fot. dzięki uprzejmości Pauliny Krasińskiej-Sawickiej

Wojciech Pusłowski

Wraz z życiem Anki Ptaszkowskiej zgasł jej niesamowicie żywy umysł. Ale czy zgasł na dobre? Bystra myśl nie odcisnęła się w głębi czasu?

Można mieć przecież nadzieję, iż wzbudzony przez Ankę ferment zapisze się nie tylko w historii – akurat to Anka osiągnęła na początku swojej drogi, jako nagły skok energii odnotowany w otoczeniu wskazań przeciętnych.

Teraz, kiedy wiatr rozwiał chmury i widać gwiazdy nad ogrodem, liczyć można już tylko na to, iż – jak spekulował Nabokow – wysoce skupiona myśl ludzka, trafna i umocowana w świecie siecią aparatu poznawczego, zapisze się w samej materii czasu jako żywa idea.

Umysł, albo jakiś jego aspekt, skrystalizuje się w trwalszej postaci, która przetrwa burze i flauty rozkładu – to w chwili Jej śmierci moje jedyne życzenie.

15 listopada 2025

Anka Ptaszkowska i Tadeusz Kantor, fot. dzięki uprzejmości Pauliny Krasińskiej-Sawickiej
Anka Ptaszkowska i Edward Krasiński, fot. dzięki uprzejmości Pauliny Krasińskiej-Sawickiej

Paulina Krasińska-Sawicka

Mamo, nie byłaś zwyczajną mamą. To zaczęłam oczywiście doceniać dopiero z czasem. Nie było nam łatwo mówić o uczuciach, ale obie dobrze wiedziałyśmy, jak mocno się kochamy.

Chciałam powiedzieć Ci „dziękuję”. Za to kim byłaś, za rolę, jaką odegrałaś w życiu Tosi i Alika i za przykład, jaki Im dawałaś całą swoją postawą życiową.

Dziękuję za Twoją odwagę, bezkompromisowość, za to, jakim byłaś człowiekiem – czasem bezwzględnym, ale dobrym, prawdziwym i prawdziwie wolnym! Jakże ja Ci tej wolności zazdrościłam. Zawsze robiłaś to, co chciałaś… i zawsze udawało Ci się doprowadzać wszystko do końca. Twoim uporem i przekonaniem o ważności sprawy.

Dziękuję Ci też za ten trudny, ale tak bardzo potrzebny i istotny czas, ostatni wspólny czas w naszym/Twoim domu w Zalesiu.

Potrafiła pysznie nakarmić, skomplementować i opieprzyć. Ale ja wszystko to lubiłam, bo Anka mówiła, iż nie należy się obrażać, przynajmniej na długo, i gotowała świetnie.

Ryfka nazywała Cię Hulanką… jakże trafnie!
Anda w swoim pożegnaniu życzyła Ci dalszych hulań w niebie… Nie mam wątpliwości, iż tak właśnie będzie.

Odpoczywaj w pokoju,
Do zobaczenia, Mamik.

Antonina Sawicka

Kochana babciu,

Kwestie wychowania zostawiłaś rodzicom. Ty natomiast nauczyłaś Alika i mnie jak żyć i czerpać z tego życia jak najwięcej, na własnych zasadach, w rytmie rock and rolla, który tak bardzo kochałaś.

Rozmawiałaś ze mną jak równa z równą, wbrew maksymie „dzieci i ryby głosu nie mają”. Nie byłaś typową babcią. Nie zmuszałaś mnie do noszenia wygodnych, ciepłych kapci. Zamiast tego uczyłaś mnie kroczenia przez życie boso.

Widzę Ciebie siedzącą w zalesiańskim ogródku z liściem na nosie, rozwieszającą kartki na ścianach paryskiego studia i dającą nam kredki.

Pokazałaś mi jak pachnie las i paryskie metro. Pokazałaś również jak patrzeć na sztukę, a tym samym – jak patrzeć na życie.

Anka Ptaszkowska z wnukami Alikiem i Tosią, fot. dzięki uprzejmości Pauliny Krasińskiej-Sawickiej

Nauczyłaś mnie empatii. W twoim słowniku nie było miejsca na słowo „Ja”, reagowałaś na nie alergicznie.

Nauczyłaś mnie buntu, wolności i odwagi (niezależnie od konsekwencji).

Dałaś mi bezpieczną przestrzeń, w której mogłam być po prostu sobą.

Jestem Ci za to bezgranicznie wdzięczna. Twój wpływ na moje życie jest nieoceniony.

Pamiętam, iż od dziecka opowiadałaś nam o aniołach stróżach. O tym jak ważne one są. To był ten jeden jedyny raz, kiedy (całkowicie nieświadomie) mówiłaś o sobie. Zrozumiałam to dopiero teraz. Dziękuję Ci za to.

Kocham Cię.

Anna Molska

Ankę Ptaszkowską uwielbiałam.

Potrafiła pysznie nakarmić, skomplementować i opieprzyć. Ale ja wszystko to lubiłam, bo Anka mówiła, iż nie należy się obrażać, przynajmniej na długo, i gotowała świetnie. Uwagi Anki zawsze były formą zainteresowania, a osoby artystyczne traktowała w sposób wyjątkowy. Często powtarzam sobie jej zdanie: „czas jest długi”, szczególnie gdy się z kimś nie zgadzam.

Po pracy nad filmem Wyobraźcie sobie, iż istnieje prawda w sztuce trudno mi dopisać cokolwiek więcej.

Zamieszczone niżej kolaże Sebastiana Winklera powstały ze zdjęć z archiwum Eustachego Kossakowskiego; najpierw jako kolaż do plakatu filmu, potem rozrosły się w samodzielne obrazy. Jedną z prac Anka zachowała.

Sebastian Winkler, „Anka Ptaszkowska”, 2023, technika własna na płótnie, praca powstała na podstawie fotografii z archiwum Eustachego Kossakowskiego udostępnionych przez MSN w Warszawie, 70 x 50 cm, dzięki uprzejmości galerii WHOISPOLA
Sebastian Winkler, „Anka Ptaszkowska”, 2023, technika własna na płótnie, praca powstała na podstawie fotografii z archiwum Eustachego Kossakowskiego udostępnionych przez MSN w Warszawie, 70 x 50 cm, dzięki uprzejmości galerii WHOISPOLA

Filipka Rutkowska

Poznałyśmy się z Anką, kiedy pracowałam w Fundacji Galerii Foksal i zajmowałam się m.in. Instytutem Awangardy, który dla niej dawniej był wyspą wolności. Miałyśmy okazję spędzić razem w studiu trochę czasu. Anka rozpoczynała pracę w świecie sztuki w okresie, kiedy kobietom w tej dziedzinie nie było łatwo, ale dzięki swojej determinacji mocno przesunęła te granice. Była mistrzynią w dekonstruowaniu pojęć, rozbieraniu na czynniki pierwsze gotowców, których używamy na co dzień. Jej działania przyczyniły się do tego, iż sztuka jest dziś wykorzystywana jako narzędzie emancypacji. Dlatego uważam, iż jej postać jest dziś cenną inspiracją dla wszystkich kobiet i osób queer, które traktują sztukę jako narzędzie walki o wolność.

François Guinochet

Dziękuję, Anka.

François

Idź do oryginalnego materiału