Oto i ona – Motoko "Major" Kusanagi, bożyszcze cyberpunkowych nomadów, wyznawców cyfry i dilerów chromu. Ciało modelki, umysł stratega i precyzja snajpera. Postać, bez której nie byłoby wielu list najlepszych cyberpunkowych bohaterów. Zdawać by się mogło, iż taka ikona będzie miała ustalone cechy charakteru i niezmienną osobowość, tymczasem najnowszy serial wywraca wszystko do góry nogami. Nie tylko obraz Motoko, ale też ogólne podejście do świata Ghost in the Shell.
Z drugiej strony, stwierdzenie, iż serial studia Science SARU jest adaptacją komiksu Shirow Masamune, to duże niedopowiedzenie. Już pobieżne przekartkowanie wydania J.P. Fantastica z 2004 roku pozwoliło mi ustalić, iż niektóre kadry wyglądają jak żywcem wyjęte z mangi. Dialogi są prawie identyczne. Akcja – tak samo szybka, a intrygi podobnie trudne do prześledzenia. Wszystko to kumuluje się w centralnej postaci szefowej sekcji 9. – specjalnej jednostki do zwalczania cyberprzestępczości.
Kusanagi jest zupełnie inna od wersji, którą znamy z filmu Mamoru Oshii czy serialu "Ghost in the Shell: Stand Alone Complex". Popełnia błędy, miewa humory, jest emocjonalnie o wiele bliżej z członkami zespołu. Bywa zmęczona, skora do buntu i po zakończonej misji przede wszystkim pragnie urlopu. Jednocześnie zdaje sobie sprawę z własnego statusu; pod koniec jednego odcinka wspomina, iż po śmierci jej ciało zostanie poddane recyklingowi i dosłownie rozebrane na części. I dla niej jest to uczciwa wymiana za dostęp do najnowszej technologii, dobre zarobki oraz życie pełne adrenaliny.
Motoko w filmie z 1995 roku przypominała robota zastanawiającego się nad naturą człowieczeństwa. Była tak odległa od bardziej organicznych członków zespołu jak to tylko możliwe. W najnowszym serialu Motoko jest człowiekiem, który żyje pełnią życia.
Wierność mandze to główny powód, dla którego serial wzbudził niechęć fanów filmu Oshii oraz seriali studia Production I.G. To historia z ogromną liczbą przypisów i bardzo ciasno upakowaną akcją, ale też miejscami niewybrednym humorem oraz intrygą trudną do rozwikłania. Mimo poważnej tematyki produkcji studia Saru daleko do mrocznej wizji, którą fani zdążyli pokochać i uznać za wyznacznik idealnego cyberpunka.
Dużą rolę gra tu stylistyka nawiązująca do lat 80 i 90. Pozbawiona jest deszczowych nocy w stylu "Blade Runnera", ale mamy tu za to wysoki kontrast okablowanych miast i żywe kolory tętniących życiem zaułków stechnicyzowanych metropolii. Również pod tym względem serial zachował wierność mandze. Wiele kadrów warto zatrzymać i przyjrzeć się im uważnie, by docenić detale.
Co ciekawe, spore zmiany nastąpiły w przekładzie, zarówno wersji angielskiej, jak i polskiej. Doszło do interesującego typu cenzury. Otóż, w komiksie Masamune nie unika wyraźnych odniesień do sytuacji geopolitycznej naszego świata. W rozdziale 7. "Phantom Fund" (w serialu to odcinek 5. zatytułowany "Fundusz Widmo") padają takie nazwy, jak Związek Radziecki, Moskwa, wyspy Kurylskie czy Syberia. Studio Science SARU postanowiło osadzić akcję tego odcinka w fikcyjnym miejscu Volgarena.
Historia potrafi skonfundować. Umyka tu cała masa detali, podtekstów, odniesień i motywów. Na pocieszenie dodam, iż komiks wcale nie jest pod tym względem jaśniejszy, mimo iż obfituje w liczne przypisy (oraz iż czytamy go we własnym tempie). Możliwe, iż celem twórcy było wzbudzenie poczucia jedności z zespołem sekcji 9., w której tylko szef, Aramaki, wie, o co chodzi. Cała reszta domyśla się prawdziwego celu misji w trakcie jej trwania, a czasami dopiero po tym, jak opadnie bitewny pył.
Nie bez znaczenia są również doskonali aktorzy głosowi, zarówno wersji angielskiej, jak i japońskiej. Wprawdzie nie jest to ta sama ekipa, co w S.A.C.-u, i pewnie będziemy tęsknić za Richardem Epcarem w roli Batou czy Mary Elizabeth McGlynn jako Motoko. Głosu tej drugiej użyczyła Suzie Yeung, znana z wielu filmów, seriali i gier i muszę przyznać, iż pasuje do innej twarzy Motoko. Jedyne zastrzeżenie mam w zasadzie nie do obsady, ale do faktu, iż angielskie napisy nie pokrywają się w kwestiami głosowymi.
Amazon podjął też współpracę z innymi kompozytorami ścieżki dźwiękowej. Taisei Iwasaki, Ryo Konishi oraz Yuki Kanesaka dobrze się spisali, nadając serialowi energetycznej, dynamicznej muzyki, aczkolwiek daleko im do maestrii Yoko Kanno. Nie jest to zbiór utworów, który chciałabym mieć na płycie.
Kocham film oraz serial S.A.C., ale moja miłość nie jest ślepa. Bardziej cieszy mnie fakt, iż ta znakomita marka żyje i ma się dobrze, a dzięki nowym iteracjom (choć trudno przychodzi mi to określenie w odniesieniu do wiernej adaptacji komiksu) ma szansę dotrzeć do większej liczby odbiorców. Zawsze i wszędzie warto wspierać dobre kino.
Z drugiej strony, stwierdzenie, iż serial studia Science SARU jest adaptacją komiksu Shirow Masamune, to duże niedopowiedzenie. Już pobieżne przekartkowanie wydania J.P. Fantastica z 2004 roku pozwoliło mi ustalić, iż niektóre kadry wyglądają jak żywcem wyjęte z mangi. Dialogi są prawie identyczne. Akcja – tak samo szybka, a intrygi podobnie trudne do prześledzenia. Wszystko to kumuluje się w centralnej postaci szefowej sekcji 9. – specjalnej jednostki do zwalczania cyberprzestępczości.
Kusanagi jest zupełnie inna od wersji, którą znamy z filmu Mamoru Oshii czy serialu "Ghost in the Shell: Stand Alone Complex". Popełnia błędy, miewa humory, jest emocjonalnie o wiele bliżej z członkami zespołu. Bywa zmęczona, skora do buntu i po zakończonej misji przede wszystkim pragnie urlopu. Jednocześnie zdaje sobie sprawę z własnego statusu; pod koniec jednego odcinka wspomina, iż po śmierci jej ciało zostanie poddane recyklingowi i dosłownie rozebrane na części. I dla niej jest to uczciwa wymiana za dostęp do najnowszej technologii, dobre zarobki oraz życie pełne adrenaliny.
Motoko w filmie z 1995 roku przypominała robota zastanawiającego się nad naturą człowieczeństwa. Była tak odległa od bardziej organicznych członków zespołu jak to tylko możliwe. W najnowszym serialu Motoko jest człowiekiem, który żyje pełnią życia.
Wierność mandze to główny powód, dla którego serial wzbudził niechęć fanów filmu Oshii oraz seriali studia Production I.G. To historia z ogromną liczbą przypisów i bardzo ciasno upakowaną akcją, ale też miejscami niewybrednym humorem oraz intrygą trudną do rozwikłania. Mimo poważnej tematyki produkcji studia Saru daleko do mrocznej wizji, którą fani zdążyli pokochać i uznać za wyznacznik idealnego cyberpunka.
Dużą rolę gra tu stylistyka nawiązująca do lat 80 i 90. Pozbawiona jest deszczowych nocy w stylu "Blade Runnera", ale mamy tu za to wysoki kontrast okablowanych miast i żywe kolory tętniących życiem zaułków stechnicyzowanych metropolii. Również pod tym względem serial zachował wierność mandze. Wiele kadrów warto zatrzymać i przyjrzeć się im uważnie, by docenić detale.
Co ciekawe, spore zmiany nastąpiły w przekładzie, zarówno wersji angielskiej, jak i polskiej. Doszło do interesującego typu cenzury. Otóż, w komiksie Masamune nie unika wyraźnych odniesień do sytuacji geopolitycznej naszego świata. W rozdziale 7. "Phantom Fund" (w serialu to odcinek 5. zatytułowany "Fundusz Widmo") padają takie nazwy, jak Związek Radziecki, Moskwa, wyspy Kurylskie czy Syberia. Studio Science SARU postanowiło osadzić akcję tego odcinka w fikcyjnym miejscu Volgarena.
Historia potrafi skonfundować. Umyka tu cała masa detali, podtekstów, odniesień i motywów. Na pocieszenie dodam, iż komiks wcale nie jest pod tym względem jaśniejszy, mimo iż obfituje w liczne przypisy (oraz iż czytamy go we własnym tempie). Możliwe, iż celem twórcy było wzbudzenie poczucia jedności z zespołem sekcji 9., w której tylko szef, Aramaki, wie, o co chodzi. Cała reszta domyśla się prawdziwego celu misji w trakcie jej trwania, a czasami dopiero po tym, jak opadnie bitewny pył.
Nie bez znaczenia są również doskonali aktorzy głosowi, zarówno wersji angielskiej, jak i japońskiej. Wprawdzie nie jest to ta sama ekipa, co w S.A.C.-u, i pewnie będziemy tęsknić za Richardem Epcarem w roli Batou czy Mary Elizabeth McGlynn jako Motoko. Głosu tej drugiej użyczyła Suzie Yeung, znana z wielu filmów, seriali i gier i muszę przyznać, iż pasuje do innej twarzy Motoko. Jedyne zastrzeżenie mam w zasadzie nie do obsady, ale do faktu, iż angielskie napisy nie pokrywają się w kwestiami głosowymi.
Amazon podjął też współpracę z innymi kompozytorami ścieżki dźwiękowej. Taisei Iwasaki, Ryo Konishi oraz Yuki Kanesaka dobrze się spisali, nadając serialowi energetycznej, dynamicznej muzyki, aczkolwiek daleko im do maestrii Yoko Kanno. Nie jest to zbiór utworów, który chciałabym mieć na płycie.
Kocham film oraz serial S.A.C., ale moja miłość nie jest ślepa. Bardziej cieszy mnie fakt, iż ta znakomita marka żyje i ma się dobrze, a dzięki nowym iteracjom (choć trudno przychodzi mi to określenie w odniesieniu do wiernej adaptacji komiksu) ma szansę dotrzeć do większej liczby odbiorców. Zawsze i wszędzie warto wspierać dobre kino.

















