Kolejny tom komiksowych one-shotów z uniwersum Cyberpunka 2077 właśnie trafił w moje ręce. Sprawdźmy więc, co tym razem interesującego wydarzyło się w Night City.
Córka słynnego złodzieja samochodów wraca do Night City. Wszyscy myślą, iż sprzedała swoją starą ekipę NCPD, dlatego każdy w mieście najchętniej wpakowałby jej kulkę. Mint ma plan, zakłada on jednak dotarcie do ukrywającego się przed światem genialnego kodera Kickdowna. Kluczem będą starzy kumple jej ojca. Tylko czy zaufają kapusiowi? By przeżyć i oczyścić swoje imię, Mint będzie musiała działać na dwa fronty, rozgrywając i gangsterów, i gliniarzy.
– opis wydawcy
Cyberpunk 2077: Kickdown to ósmy już komiksowy one-shot z uniwersum Cyberpunka 2077. Choć wciąż pozostając w tematyce edgerunnerskiej tak jak w Blackout, tym razem zamiast w odnogę netrunnerską zagłębiamy się w świat nielegalnych wyścigów i kradzionych fur. Autorzy przedstawiają nam w tym tomie historię Mint – córki słynnego, ale niestety już martwego złodzieja aut. Kobieta chciałaby być tak dobra jak ojciec, a najchętniej choćby i lepsza. Jej reputacja jednak uległa znacznemu uszczerbkowi wskutek zawalonej akcji, przez którą na mieście zaczęto nazywać ją zdrajczynią. Mint planuje odbić się od dna i odzyskać dobrą sławę, aczkolwiek żeby to osiągnąć, musi ograć wszystkie zaangażowane fronty. Choćby najmniejsze potknięcie może zaś kosztować ją życie.
Fot. materiały promocyjne (Egmont)Co do fabuły, mam nieco ambiwalentne odczucia. Kickdown jest wprawdzie interesujący i jakością scenariusza plasuje się raczej w górnej części rankingu cyberpunkowych one-shotów z tej serii, ale daje mi też jakieś takie dziwne uczucie deja vu. Nie potrafię wskazać, gdzie dokładnie, ale mam nieodparte wrażenie, iż to wszystko już było. Na pewno widzę u Mint trochę punktów wspólnych z Al-Betą, jedną z bohaterek poprzedniego tomu, Blackoutu. Pech chciał, iż czytałam te dwa komiksy zaraz po sobie, więc uderzyło mnie to z podwójną siłą – i odebrało frajdę z finałowego twistu. Sam w sobie, w próżni, byłby on pewnie dosyć mocny, ale niestety, po Blackoucie wyszła z tego po prostu powtórka z rozrywki. Tym niemniej wciąż wywołał takie emocje wobec głównej bohaterki, jakie powinien – choć dużo mniej intensywne niż oczekiwano.
Sama Mint ma w miarę zrozumiałe motywacje wynikające z jej historii rodzinnej, natomiast nie wzbudziła we mnie zbyt wielu emocji – nie licząc wspomnianej wcześniej ostatniej strony, gdzie już owszem, wzbudziła, ale negatywne. Bardziej niż ją samą polubiłam jej dziewczynę. Poniekąd magnetyczna jest jednak jej niezachwiana determinacja. Jakkolwiek nie popieram używanych przez nią metod, to ciekawie się je obserwuje. Zwłaszcza wtedy, kiedy różnice między standardowym, względnie „moralnym” (na tyle, na ile w Cyberpunku da się takim być i wciąż żyć) członkiem społeczeństwa a Mint zaczynają dawać o sobie znać.
Fot. materiały promocyjne (Egmont)Reszta bohaterów, jak również cały świat przedstawiony w ogóle, są dobrze dopasowane do klimatu Cyberpunka 2077. Kolorowe, głośne, brudne, pełne przepychu i chaotyczne. To ostatnie jednak może aż za bardzo. Przedstawiono nam relatywnie dużo postaci jak na tak kilka stron, a większość z nich odzywała się też raczej sporadycznie. Przez to zaś, iż praktycznie ich nie poznałam, trudno mi było spamiętać, kto jest kim i jakie ma to znaczenie. Z imienia pamiętam już tylko dwie postaci – Mint i tytułowego Kickdowna. Z wyglądu jeszcze dwie, może trzy kolejne. Cała reszta natomiast zlała mi się w jeden, wielki szum w tle. Być może to zamierzone, aczkolwiek wprowadza też niestety sporo zamieszania podczas finału, gdzie wszyscy ci ludzie nagle się przecinają, a ty nie rozpoznajesz ponad połowy z nich.
Graficznie określiłabym Cyberpunk 2077: Kickdown jako porządny. Styl rysunku Jake’a Elphicka to niemal dokładnie to, co sobie wyobrażam, słysząc słowo „komiks”. Dużo czerni, cieni, długich linii, a do tego, dla kontrastu, żywe kolory. Wygląda to okej, a czasem miewa też kadry wybijające się ponad ten poziom; całościowo może bez zachwytów, ale wciąż w porządku. Zmniejszyłabym może tylko odrobinę ilość tych czarnych atramentowych plam w kadrach, bo czasem wygląda to, jakby coś w szkicu nie wyszło, więc rysownik po prostu zamazał całość dla niepoznaki.
Podsumowując, Cyberpunk 2077: Kickdown w klasyfikacji komiksów z CP 2077 jest raczej w górnej niż dolnej połowie rankingu, ale nie jakoś bardzo wysoko. Historia dobrze wpasowuje się w klimat uniwersum, a jego fabuła, choć trochę wtórna, wypada w porządku. Moja jedyna rada? Starajcie się w miarę możliwości nie czytać Kickdowna i Blackouta – w dowolnej kolejności – zaraz po sobie. Inaczej albo jeden, albo drugi trochę straci, a po co psuć sobie zabawę?

Autor: Tomasz Marchewka, Jake Elphick,
Tommaso Bennato, Jason Wordie
Okładka: Jake Elphick
Wydawca: Egmont
Premiera: 12 listopada 2025 r.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Stron: 112
Cena katalogowa: 39,99 zł
Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Egmont. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Egmont)








