Cujo – Paranova

nowamuzyka.pl 10 godzin temu

Zanim Amon Tobin stał się jedną z najważniejszych postaci eksperymentalnej elektroniki, zdążył nagrać jeden album pod pseudonimem Cujo. Wydarzyło się to w 1996 r. w wytwórni NINEBARecords. Debiut zatytułowany „Adventures In Foam” to klimatyczny, podlany filmowym niepokojem mariaż breakbeatu i future jazzu z charakterystycznym dla tamtej dekaty trip-hopowym nerwem. Rok później muzyk wydał kolejny album – „Bricolage”, tym razem już nie pod pseudonimem a swoim imieniem i nazwiskiem w kultowej Ninja Tune.

Dokładnie teraz, po trzydziestoletniej przerwie na rynku pojawia się drugie wydawnictwo sygnowane aliasem Cujo.

„Paranova” rozpoczyna się bardzo organicznie, analogowo, dosyć nastrojowo. „Nine Bars Back” to swoista krótka uwertura mająca wprowadzić słuchacza w świat albumu, zarysować jego fakturę brzmieniową i zasugerować, iż rytm będzie tu równie istotny jak sama atmosfera. To nie jest wizytówka całego albumu, a bardziej przygotowanie gruntu pod bardziej połamane rytmy i nieprzewidywalne rozwiązania.

Nowy materiał ukazuje Cujo nieco w ciemniejszych i bardziej eksperymentalnych barwach, szczególnie w drugiej połowie albumu. Do oczywistych kategorii typu downtempo, breakbeat czy trip-hop słyszalne są również elementy IDMu.

Najbliższy korzeniom jest utwór „Hide Your Ghosts”. Jest on na tyle harmonijny i nagrany w duchu klasycznego instrumentalnego hip-hopu, iż mógłby bez trudu odnaleźć się na „Adventures in Foam”. Zamiast epatować skomplikowaną warstwą rytmiczną, stawia na bujający, płynny groove i hipnotyczną atmosferę.

Przeciwieństwem jest „Lunar Silver”. To wyśrubowana, metaliczna, ostra, zimna i bezkompromisowa odsłona „Paranovy”, która zdecydowanie bardziej przypomina późniejsze formy Tobina chociażby z „Supermodified”. Tu muzyka przestaje kołysać, a zaczyna wywoływać napięcie.

Jazzowe zakończenie „The Loneliest Monk”, o lekkim zabarwieniu psychodelicznym, zwalnia rytmiczne napięcie albumu i przenosi słuchacza w bardziej oniryczny, nieco odrealniony świat niczym z filmów Davida Lyncha.

Całość jawi się jako nieustanna przeplatanka organicznej przystępności z mechanicznym eksperymentem. To spotkanie dawnego Cujo z wrażliwością producenta, który przez trzy dekady zdążył stworzyć bardzo różnorodny muzyczny dobytek. Czy istnieje konkretna odpowiedź na pytanie czy brzmienie „Paranovy” to bardziej nawiązanie do przeszłości, czy efekt pracy opartej na nowych patentach? Zdaje się, iż bliższa prawdy jest ta pierwsza.

Cujo być może zostanie jedynie jednorazowym wspomnieniem, a następne wydawnictwa będą przez cały czas sygnowane marką „Amon Tobin”.

Cujo Bandcamp

02.10.2026 | Nomark Records

Idź do oryginalnego materiału