Cudze chwalicie, swego nie znacie

popkulturowcy.pl 1 godzina temu

Narzekanie to polska chluba narodowa. Nie dotyczy ono jedynie zmienności pogody, jakości jedzenia w supermarketach czy cen rosnących z powodu inflacji. Jednak gdy naszym rodakom znudzi się narzekanie na powyższe tematy, obiektem nienawiści staje się polska kultura, a w szczególności kino.

W przypadku naszej narodowej filmografii nie korzystamy choćby ze stwierdzenia: „Kiedyś to było lepiej” albo ze zdania o podobnym ładunku emocjonalnym: „Za moich czasów to było”. Nienawidzimy całokształtu polskiego kina. Słyszymy, iż jest puste, niewartościowe, a poświęcenie chociażby paru minut na obejrzenie danej produkcji to zwykła strata czasu. Nic dziwnego, skoro znajomość polskiego kina często kończy się na ulotnej informacji o nowym filmie Patryka Vegi czy rozgłosie 365 dni

Czy pozostało światełko w tunelu? Dla tych, którzy otworzą oczy, znajdzie się choćby parę. Być może będzie to ryzykownym stwierdzeniem, ale polskie kino – czy je lubimy czy nie – rozgałęzia się, a w tych nowych odnogach każdy znajdzie coś dla siebie.

Dla lubiących nietypowe połączenia, niewytłumaczalne zwroty akcji i filmy, przez które zaczynamy kwestionować naszą rzeczywistość, choćby w naszej narodowej kinematografii znajdzie się kilka propozycji. Oczywiście w tego typu produkcjach nie obejdzie się bez kontrowersji. Jednak dzięki temu przypominamy sobie, na czym polega krytyczne myślenie i zbieramy tematy do rozmowy przy świątecznym stole.

Fot. kadr z filmu Agnieszki Smoczyńskiej Córki Dancingu (2015)

Kino z nutką fantazji, tajemnicy i bulwersacji oferuje nam na przykład Agnieszka Smoczyńska. Reżyserka odważnie łączy gatunki, stawia na wyrafinowany oniryzm i dekonstruuje mity, które zakorzeniły się w naszym społeczeństwie. Paradoksalnie, aby zdemaskować rzeczywistość, przekracza linię realizmu i ukazuje świat z nutką fantazji, która nikogo już nie zadziwia. Bohaterowie filmów Smoczyńskiej nie są wcale zdziwieni elementami surrealizmu. W ten sposób reżyserka demonstruje, iż wiele przekonań tak silnie utrwaliło się wśród nas, iż nie dostrzegamy, jak bardzo są one absurdalne.

Zatem odbiorcy o wysublimowanym guście, który opiera się na powiewie nowości, tajemnicy i nucie konsternacji, również są w stanie odnaleźć swoje miejsce w polskim kinie. Nie trzeba wcale sięgać aż po produkcje z Zachodu. Nasi reżyserzy też potrafią zadziwić widzów w podobny sposób.

Jednak może ktoś zadaje pytanie: czy w naszej narodowej filmografii znajdzie się miejsce jeszcze na głębię emocjonalną? Czy przedstawienie realistycznych relacji poszło już w niepamięć? Otóż nie do końca. Dalej istnieją twórcy, którzy stoją na straży kruchości, ulotności i istoty ludzkich uczuć. Jest to kino wręcz poetyckie. Nie skupia się ono na nieustannym zabawianiu odbiorcy ani na upychaniu jak największej liczby zwrotów akcji w jednym segmencie filmu. Niektórym może wydawać się nudne, a u innych wywołać potok łez.

Fot. kadr z filmu Emi Buchwald Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej (2025)

Kino dla osób wrażliwych oferuje Emi Buchwald, która ma już za sobą głośny debiut pełnometrażowy. Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej to kwintesencja autentyczności. Reżyserka nie korzysta z efekciarskich sztuczek. Świat w filmie wydaje się surowy, trochę chropowaty, ale zarazem przyciągający – zarówno wzrok, jak i serce.

Dzięki surowym kadrom Buchwald eksponuje charaktery bohaterów i relacje między nimi. Interakcje wydają się niezwykle intymne, a ujęcia kameralne. To wszystko składa się na obraz, w którym czujemy się jak w domu.

W polskim kinie znajdzie się również specjalna oferta dla starych dusz, a w szczególności dla duszyczek, które wprost żyją stwierdzeniem: „Kiedyś to kino było lepsze”, cofając się do odległych lat trzydziestych i filmów czarno-białych. choćby dla takich wymagających koneserów, którzy nie zadowolą się byle czym, we współczesnym polskim kinie znajdzie się chociażby kilka produkcji.

Fot. kadr z filmu Pawła Pawlikowskiego Zimna wojna (2018)

Przyjrzyjmy się produkcjom wyreżyserowanym przez Pawła Pawlikowskiego. Zimna wojna, Ida czy Ojczyzna to pozycje, które wyróżniają się nie tylko czarno-białymi, idealnie skrojonymi kadrami, ale również sposobem opowiadania historii. Fabuła płynie jak poetyckie wersy i stopniowo odsłania sceny portretujące przeżycia wewnętrzne bohaterów. Uciekając od gotowych tez, Pawlikowski pozostawia widzom przestrzeń na formowanie własnej opinii. Kino staje się zatem miejscem zderzenia z dziełami, dzięki którym możemy lepiej zrozumieć nie tylko świat wokół nas, ale i samych siebie. Zauważamy co nam odpowiada, co nas interesuje oraz co nas bulwersuje. Mając tak poetyckie i refleksyjne kino pod samym nosem, aż żal nie skorzystać.

Nie wiadomo, czy wszystkim to dogodzi, ale dla niektórych atutem może się okazać fakt, iż Pawlikowski jest twórcą oscarowym. Choć znajdą się znawcy, którzy uznają nagrody filmowe za ukartowane albo nic niewarte w naszych czasach, znalezienie polskiego filmu w historii Oscarów może choć trochę przyczynić się do patriotycznej dumy. Skoro odbiorcy rozproszeni po całym świecie dostrzegają wartość kina twórcy z naszego podwórka, może nadszedł czas, aby więcej Polaków zaznajomiło się z filmografią Pawlikowskiego.

Dla kosmicznej równowagi w naszym kraju rozwija się też komedia. Może brak w niej lirycznego układu fabuły czy nastrojowości, ale dla ludzi, którzy idą do kina po dawkę śmiechu i bez większych oczekiwań dotyczących walorów aktorskich, jest propozycją wręcz idealną. Wbrew pozorom nie są to też puste pozycje filmowe. jeżeli wejdziemy do kina z otwartą głową, to oprócz chichotu możemy dostać w gratisie historię, która pobudzi nas do myślenia czy choćby refleksji o egzystencjalnych sprawach.

Może jest to egzaltacja, ale jeżeli potrafimy tak głośno narzekać, to jest szansa, iż skierujemy tę energię na dostrzeżenie pozytywów – choćby w produkcjach komediowych. Nowe pokolenie twórców komediowych oferuje nam doznania, których nie zrekompensuje żaden hollywoodzki film wysokobudżetowy. Nic nie zastąpi naszego polskiego humoru, żartów z szarych bloków i nostalgicznych kulturowych powiedzonek.

Fot. kadr z filmu Kordiana Kądzieli LARP. Miłość, trolle i inne questy (2025)

Komedia z pewnością w rozwija się u nas prężnie. Przyczynia się do tego między innymi Kordian Kądziela – reżyser, scenarzysta, którego nazwisko kojarzyć mogą fani serialu 1670. W jego dziełach narastające absurdy przeradzają się w surrealizm. Kądziela sprytnie operuje czarną komedią i groteską, dzięki czemu trafnie uwypukla nasze codzienne bolączki. Zauważamy czułą obserwację współczesnej rzeczywistości, z której pozostało jedynie się pośmiać. Komedia jednak nie jest jedynie drogą do rechotu. Pod płaszczykiem humoru można ukryć przesłanie o sprawach, które zasługują na rozgłos.

Zatem droga śmiechu może doprowadzić nas choćby do głębszych refleksji. Komedia pozwala uwolnić widzów od tabu, a jednocześnie uwrażliwia ich bez popadania w patos. Polskie kino zatem potrafi bawić i uczyć, wywoływać śmiech i moralizować, a przede wszystkim uświadamiać, iż świat nie jest wcale tak czarny, jak niektórzy go malują.

Cudze chwalicie, swego nie znacie. Zamiast ciągle sięgać po filmy zza oceanu, spróbujmy poświęcić czas na zapoznanie się z polskim kinem współczesnym, które rozwija się w wielu różnorodnych kierunkach. Doceńmy ciężką pracę naszych rodaków i wykażmy kulturowy patriotyzm. Oglądajmy nasze polskie produkcje i formułujmy opinie, które będą poparte racjonalnymi argumentami z własnego doświadczenia, a nie wewnętrzną nienawiścią do czegoś, czego tak naprawdę nie znamy.


Fot. główna: kadr z filmu Ida (2013)

Idź do oryginalnego materiału