"Crystal Lake" zrobi konkurencję dla Stephena Kinga – recenzja horroru dostępnego na HBO Max

serialowa.pl 1 godzina temu

Są takie marki i takie historie, które najlepiej zostawić już za sobą. W końcu czy to nie horrory często uczą nas, by nie wracać do rzeczy sprzed lat? Dlatego też projekt serialu „Crystal Lake” od początku był ryzykowny. Jak wyszło?

„Crystal Lake” to serialowy prequel filmu „Piątek 13-go”, czyli jednej z najbardziej kultowych serii horrorów w dziejach kinematografii. Wydaje się, iż każda średnio zorientowana w popkulturze osoba będzie kojarzyła Jasona – noszącego charakterystyczną maskę (a na początku worek) tajemniczego mordercę – bo zdecydowanie znajduje się on w panteonie najpopularniejszych bohaterów horrorów. Zdaje się jednak, iż to bohater, który peak popularności ma już dawno za sobą, a kolejne próby sięgania po tę postać o ile jeszcze interesowały niektórych widzów, to kompletnie rozmijały się z gustami krytyków.

Crystal Lake – o czym jest serial na HBO Max?

Czy zatem potrzebny jest nam serial, który pokaże początki tego serialowego mordercy? Cóż, przede wszystkim warto zwrócić uwagę, iż emitowany w Polsce na HBO Max serial, nie jest tak do końca typową genezą znanego bohatera. Akcja serialu dzieje się bowiem na 8 lat przed wydarzeniami z pierwszej części filmów, a fabuła kręci się wokół matki Jasona, Pameli (Linda Cardellini, „Chętni na seks”) i jej początków w roli seryjnej morderczyni.

„Crystal Lake” (Fot. Peacock”)

Spokojnie, wcale nie okaże się, iż Jason, którego tutaj widzimy na ekranie w młodocianej wersji (gra go Callum Vinson z serialu „Chucky”), to kolejny morderca z mommy issues. Co prawda „Crystal Lake” pokazuje ich relację i to, jak ukształtowała ona przede wszystkim Pamelę, ale trudno mówić tutaj o relacji niezdrowej czy też patologicznej. Pamela swojego syna kochała miłością szczerą, niepodszytą żadnymi negatywnymi emocjami, spodziewajcie się więc relacji matka – syn rodem z „Bates Motel„.

Pod tym względem „Crystal Lake” wyróżnia się na plus – fakt, iż tylko po części jest to kolejna historia o potworze, który nim został, bo wychowywał się w potwornych warunkach, to już sporo. Nie znaczy to jednak, iż dzięki temu „Crystal Lake” staje się od razu serialem potrzebnym. Otóż nie, na liście serialowych produkcji, o które nikt nie prosił i nikt ich nie potrzebował, produkcja z Lindą Cardellini plasuje się w tym roku naprawdę wysoko.

Crystal Lake to powrót do świata filmu Piątek 13-go

Kompletnie nie rozumiem, dlaczego w czasach, gdy horror jako gatunek przeżywa prawdziwy renesans, ktoś, a konkretnie Brad Caleb Kane, scenarzysta „Witajcie w Derry”, sięga po tak mocno zwietrzałe postacie. Czy „Piątek 13-go” to marka, która jeszcze na kogokolwiek działa? Jasne, do dobrze już znanych bohaterów można, a czasem choćby warto wrócić, oglądać ich z różnych stron, ale akurat Jason – choćby jeżeli tutaj pozostający w cieniu swojej matki – został już przez popkulturę wyeksploatowany wręcz do przesady. Dlatego też mam wrażenie, iż na „Crystal Lake” absolutnie nikt nie czekał.

„Crystal Lake” (Fot. Peacock”)

Sam serial nie zrobił absolutnie nic, aby przekonać, iż powinien dać mu szansę – to typowy slasher, jakich przed nim były już setki, od wielu innych przedstawicieli gatunku różni go może jedynie fakt, iż tutaj główna bohaterka posiada bardziej rozbudowaną osobowość niż to się zwykle w tego typu produkcjach dzieje. A skoro to slasher, to krew leje się strumieniami, a sceny przemocy są momentami dość mocno przerysowane. Warto jednak przy tym podkreślić, iż niektóre z nich były naprawdę kreatywne i pozostają jedną z najmocniejszych stron całego serialu.

Drugą jest Linda Cardellini, która mimo kulejącego momentami scenariusza świetnie odnalazła się w swojej roli. Aktorka bywa przerażająca jako Pamela właśnie dlatego, iż ta bohaterka na pierwszy rzut oka kompletnie nie wpisuje się w stereotyp seryjnego mordercy. Tutaj to okoliczności zrobiły z niej morderczynię i zaprowadziły na skraj szaleństwa – ona sama chciała jedynie spokoju dla siebie i swojego syna. Nie brakuje tu więc momentów, w których twórcy stosują na nas wręcz moralny szantaż i chcą zmusić nas do współczucia Jasonowi i Pameli.

Crystal Lake – czy warto oglądać serialowy horror?

Ja nie potrafię, bo motyw, w którym to okrutny świat rodzi okrutnych ludzi, jest już tak oklepany, iż naprawdę nie da się tutaj powiedzieć nic nowego. Dlatego też w przypadku „Crystal Lake” musimy po prostu chwytać się tych małych momentów, w których serial pokazuje swój własny charakter. Problem w tym, iż tych momentów nie dostajemy zbyt wiele. Być może najbliżej było mu do tego w jednej z kulminacyjnych scen na posterunku w finałowym odcinku, gdzie dostajemy mieszankę czarnego humoru, groteski i oczywiście sporo krwi.

„Crystal Lake” (Fot. Peacock”)

Problem z „Crystal Lake” jest też taki, iż choć jego fabuła jest w gruncie rzeczy bardzo nieskomplikowana, to twórcy i tak mają problem, aby odpowiednio zaopiekować się każdym z wątków. Niektóre z nich zostają nagle przerwane, inne najpierw zdają się mieć kolosalne znaczenie dla fabuły, by potem jednak zejść na drugi plan. Dlatego też cała historia jest tutaj zbyt rwana i zwyczajnie za długa. W gruncie rzeczy mamy tu materiał na pełnometrażowy film, który rozciągnięto do 8-odcinkowego serialu.

Zapewne dlatego w serialu, który jest tak naprawdę jedną wielką retrospekcją, dostajemy obowiązkowy przedostatni odcinek z retrospekcjami. Jest to zabieg stosowany w tej chwili w tak wielu produkcjach, iż na tym etapie można już mówić o lenistwie stosujących go twórców. I chyba tym lenistwem najłatwiej wyjaśnić też, dlaczego sięgnęli oni po znaną już historię i bohaterów, którzy ich zdaniem powinni przyciągnąć widzów przed ekrany.

Tyle iż moim zdaniem jest to absolutnie błędne założenie – „Crystal Lake” jest serialem, któremu zwyczajnie brakuje argumentów, by przekonać kogokolwiek oprócz największych fanów slasherów i „Piątku 13-go”. A i dla nich te kilka mrugnięć okiem ze strony twórców i nawiązań do oryginału to może być za mało.

Crystal Lake jest dostępny w serwisie HBO Max

Idź do oryginalnego materiału