Cryptopsy: „Nie rezygnować z wyznaczonego celu” #wywiad

rockmetalnews.pl 6 godzin temu

Cryptopsy to jeden z najbardziej znanych, metalowych zespołów z Kanady. Grupa celebruje w tej chwili trzydziestolecie kultowej płyty „None So Vile”, a wokalista, Matt McGachy porozmawiał z nami między innymi o podejściu do death metalu, nowej płycie, graniu w Arabii Saudyjskiej i nie poddawaniu się mimo przeciwności. Zapraszamy do lektury.

Dołączyłeś do Cryptopsy w 2007 roku. Jak wspominasz swoje początki w zespole?

Matt McGachy: Dołączyłem do zespołu mając 24 lata i pierwszy koncert zagrałem w dniu swoich urodzin. To było dosyć dziwne, bo nie do końca wiedziałem co robię. Nie byłem wokalistą death metalowym, ani w ogóle fanem death metalu. Wywodzę się ze środowiska metalcore’owego. Oczywiście wiedziałem o zespole Cryptopsy, ponieważ będąc wśród muzyków z Montrealu kojarzy się wzajemnie. Jednak wtedy bardziej interesowała mnie muzyka Killswitch Engage i tego typu zespołów. Gdy za pierwszym razem Flo (perkusista Cryptopsy, red.) zwrócił się do mnie, abym został ich wokalistą, odmówiłem. Miesiąc później grałem ze swoim zespołem, 3 Mile Scream koncert z Cryptopsy w Toronto i widziałem ich na scenie, dotarło do mnie, iż chyba popełniłem błąd. Niedługo później oddzwoniłem do Flo i zapytałem: „Znaleźliście kogoś?”. On odparł, iż wciąż szukają. Powiedziałem, iż jeżeli dalej są zainteresowani, to przyjmuję propozycję.

Domyślam się, iż zastąpienie takiego wokalisty, jak Lord Worm, nie było łatwe?

Matt: Zdecydowanie. Nie byłem dobry w wykonaniu starych utworów Cryptopsy. Na mojej pierwszej płycie, „The Unspoken King” dałem z siebie ponad sto procent. Zrobiłem w zasadzie dokładnie to, czego zespół ode mnie oczekiwał. Stworzyłem swój styl, który nie do końca podoba się starym fanom Cryptopsy. Zajęło mi dużo czasu w ciągu ostatnich 20 at, zanim zostałem, po pierwsze, fanem death metalu, a po drugie, wokalistą deathmetalowym. Zastąpienie Lorda Worma było niezwykle onieśmielające. Wiedziałem, iż czuję wagę każdego koncertu, każdego występu, zwłaszcza po negatywnych reakcjach, jakie spotkały The Unspoken King, które po prostu zostało zjedzone żywcem na MySpace’ie i wczesnych forach internetowych. Na szczęście, w dzisiejszych czasach, z mediami społecznościowymi, byłoby prawdopodobnie o wiele gorzej. Ale wiedziałem, iż ważne jest, żeby dobrze zagrać, nawiązać kontakt z publicznością, oddać jej sprawiedliwość, bo Lord Worm miał tak wielką siłę przebicia, a fani go uwielbiali. To były trudne lata, aż do 2017 roku, kiedy w końcu zacząłem czuć się swobodniej na scenie. I wtedy nastąpił ikoniczny występ, który jest dla mnie bardzo ważny, ponieważ to była noc, w której w końcu poczułem się zaakceptowany. To było, kiedy występowaliśmy na Maryland Death Fest w 2017 roku, grając w całości płytę „None So Vile”.I wiedziałem, iż MDF to jeden z tych festiwali, na których pojawiają się prawdziwi fani death metalu i iż ważne jest dla mnie, żebym ich zdobył. A koncert był niesamowity. Fani byli po prostu szaleni tego wieczoru. Pamiętam, jak skończyłem koncert i pomyślałem sobie: Wow, w końcu mi się udało. W końcu przyjęli mnie do swojego klubu deathmetalowego. A kiedy graliśmy na MDF w 2024 roku, grając w całości „Blasphemy Made Flesh”, miałem chwilę przemówienia i ponownie im podziękowałem. Powiedziałem, iż to właśnie wtedy w końcu zacząłem się dobrze bawić na scenie. I to dzięki wam wszystkim tamtej nocy w 2017 roku.

Wspaniała historia. Mogę sobie tylko wyobrazić wszystkie emocje, które gromadziły się w tobie przez te wszystkie lata, gdy w końcu poczułeś się komfortowo w zespole.

To trudne. Każdy koncert to po prostu nerwy i świadomość tego, albo wyobrażanie sobie, iż zobaczę starszych, starszych fanów death metalu. Widziałem ich na widowni wtedy i od razu myślałem, iż mnie nienawidzą. Stali ze wściekłymi minami i skrzyżowanymi ramionami. Teraz sam jestem w ich wieku i trochę rozumiem ich ówczesne stanowisko.

W tym roku Cryptopsy świętuje 30-lecie albumu „Non So Vile”. Pamiętasz swoje pierwsze spotkanie z tym albumem?

Tak, ponieważ było to moje pierwsze spotkanie z muzyką Cryptopsy w ogóle. Konkretnie był to utwór „Phobophile”. Pokazał mi to mój przyjaciel, Luke. W całości pierwszy raz słuchałem „Non So Vile”, gdy byłem już w zespole i próbowałem nauczyć się utworów z setlisty. Wiem, iż brzmi to jak coś szalonego, ale tak było. Nie miałem pojęcia, co robię (śmiech). I to nie miało dla mnie absolutnie żadnego sensu, bo jeżeli jesteś fanem, to musisz być fanem tekstów Lorda Worma i sposobu, w jaki je wykrzykuje. Pamiętam, jak zadzwoniłem do Alexa O’Byrne’a, który był wtedy gitarzystą w zespole, i zapytałem: „Czy on mówi wszystkie te słowa?”. Bo ja nie potrafię tego jakoś sensownie ułożyć. A on na to: „Nie wiem. Musisz to po prostu rozgryźć”. Zajęło mi to wiele lat. Więc teraz wiem, jak ważna jest ta płyta i my wiemy, jak ważna jest ona dla nas. I wszystko, co piszemy i wszystko, co robimy teraz, w nowej erze Cryptopsy, zawsze ma na celu oddanie hołdu temu dziedzictwu.

Masz ulubiony utwór lub utwory z płyty „None So Vile” do wykonania na żywo?

Tak. Uwielbiam „Graves Of The Fathers”. To, co dzieje się w tym utworze jest po prostu niesamowite. Zawsze zaczynamy grać go bez zapowiedzi i widzimy bardzo entuzjastyczną reakcję fanów. Uwielbiam ten numer.

Promujecie również swój ostatni album, „An Instable Violence”. Gdy słucham tej płyty, mam wrażenie, iż to najprawdopodobniej wasz najbardziej agresywny album. Zgodzisz się z tym?

Oczywiście. Cała płyta zrodziła się z agresji. Napisaliśmy go podczas trasy koncertowej promującej wcześniejszą płytę, „As Gomorrah Burns”. Po latach przerwy chcieliśmy wydać dwa albumy w krótkim odstępie czasu i pokazać w jakim miejscu w karierze się znajdujemy. Musieliśmy pisać w trasie, co nie było łatwe i wiązało się z dużą ilością pracy, ponieważ niekomfortowo jest pisząc w jadącym busie, podczas gdy inne zespoły z naszego składu trasy odpoczywały w dni wolne. Siedzieliśmy w pokoju hotelowym, pisząc riffy, składając elementy w gigantyczną układankę. Chcieliśmy stworzyć płytę bardziej zorientowaną na groove. A kiedy Flo skończył nagrywać partie perkusji, po prostu każdego dnia nagrywał po jednej piosence dziennie. I każdego dnia pisał do nas na czacie grupowym i mówił, iż to najbardziej ekstremalna rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiliśmy. Sam nigdy nie nagrałem czegoś tak ekstremalnego i intensywnego. Chcieliśmy więc stworzyć coś, co poruszy ludzi, zwłaszcza tych, którzy słuchają tego po raz pierwszy. Wychodziliśmy, graliśmy sporo, supportowaliśmy Death To All, supportowaliśmy Carnifex, poznaliśmy mnóstwo nowych ludzi. Pomyśleliśmy, iż chcemy nagrać płytę, która przykuje uwagę słuchacza od pierwszego odsłuchu. Myślę, iż w dzisiejszej muzyce i sposobie, w jaki ludzie ją teraz konsumują, masz w zasadzie jedną szansę na zdobycie nowego słuchacza dzięki streamingowi, w przeciwieństwie do kupowania płyt, gdzie po zakupie dajesz jej drugą szansę, bo wydałeś na nią pieniądze. Dzisiaj, jeżeli nie przyciągniesz słuchacza po pierwszym odsłuchaniu, to nie zostanie z tobą dłużej. Już teraz myślimy, jak przebić to, co stworzyliśmy.

W 2023 roku zagraliście jeden z najciekawszych koncertów w waszej karierze. Miał on miejsce w Arabii Saudyjskiej. Jak wspominasz ten występ?

Pamiętam, iż byłem bardzo najedzony, bo tam lubią karmić gości, a jedzenie jest przepyszne (śmiech). Całe przedsięwzięcie jest naprawdę interesujące. Wcześniej nawiązaliśmy kontakt z Gigi z Heavy Arabia, która zajmuje się organizacją koncertów metalowych w Arabii Saudyjskiej. Powiedziała nam, iż jesteśmy pierwszym międzynarodowym zespołem metalowym, który zagrał koncert w tym kraju.

Faktycznie, Metallica była tam kilka miesięcy po was.

Zgadza się. Co prawda, Metallica mówiła w mediach, iż była pierwsza, ale to nieprawda. Pierwsi byliśmy my. To niezapomniane wspomnienie. Graliśmy w Rijadzie, stolicy kraju. Wyobraź sobie wielkie, nowoczesne miasto pełne świateł pośrodku pustyni. Czułem się trochę jak w Las Vegas. Ale fani są tam tacy sami jak w innych zakątkach świata. Atmosfera była znakomita.

Poza graniem w Cryptopsy jesteś również prowadzącym podcastu „Vox&Hops Metal Podcast”. Rozmawiasz tam z wieloma osobami ze świata ciężkiej muzyki. Która z rozmów najbardziej zapadła ci w pamięć?

Och, jest ich wiele. Prawdopodobnie wynika to z tego, iż jestem fanem, który trochę za bardzo się wycofał ze świata muzyki. Do tej pory nie mogę uwierzyć, iż rozmawiałem między innymi z Treyem Spruance’em z Mr. Bungle. Jestem wielkim fanem Mr. Bungle oraz Secret Chiefs 3. Tak samo było z Billem Gouldem z Faith No More czy z George’em „Corpsgrinderem” Fisherem z Cannibal Corpse. On był dla mnie wielką inspiracją, gdy zacząłem uczyć się death metalowych wokali. Cała przygoda z podcastem zaczęła się w pierwszym roku pandemii, gdy nikt nie mógł grać koncertów. Mogłem rozmawiać z kimkolwiek chciałem. Spędziłem dużo czasu w rozwoju podcastu i rozmowach z ludźmi, których muzyki słucham bez przerwy.

W tym roku mamy Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej, Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w USA, Kanadzie i Meksyku. Śledzisz to wydarzenie, czy nie?

Niestety, ja absolutnie się tym nie interesuję. To znaczy, słyszę gdy moi sąsiedzi krzyczą, bo oglądają wszystkie mecze na bieżąco (śmiech). Wiem, iż Kanada odpadła. Teraz oglądałem pay-offy NHL, czego nie robiłem od wielu lat. Mój syn bardzo interesuje się sportem. Od kiedy poza graniem w zespole prowadzę podcast i założyłem rodzinę, moja doba stała się bardzo ograniczona. I niestety rozgrywki sportowe to coś, co musiałem usunąć ze swojego życia.

Przygotowując się do rozmowy z tobą, znalazłem informację, iż kiedyś pracowałeś z dziećmi.

Tak. Dwadzieścia lat temu ukończyłem pedagogikę wczesnoszkolną. Pracuję z dziećmi zwykle w wieku od sześciu miesięcy do pięciu lat, tuż przed pójściem do szkoły. I robię to od wielu, wielu, wielu lat, czyli prawie 20 lat, odkąd pracuję w tym samym ośrodku opieki nad dziećmi wczesnoszkolnej. Moi podopieczni są wspaniali. Podczas pandemii intensywnie z nimi pracowałam, ponieważ nie mogliśmy jeździć w trasy. Więc pracowałam na pełen etat z grupami, które miały trzy, cztery lata, kończyły pięć lat, przez około trzy lata w czasie pandemii. A teraz, kiedy Cryptopsy wróciło z bardzo intensywnymi trasami, pracuję tam tylko raz na jakiś czas.

Na koniec chciałbym wrócić do początku naszej rozmowy. W przyszłym roku minie dwadzieścia lat odkąd zostałeś wokalistą w Cryptopsy. Czego nauczyłeś się o sobie przez tak długi czas?

Na pewno tego, aby nie rezygnować z wyznaczonego celu. Uparłem się, pomimo tego, iż fani Cryptopsy na początku mnie nie znosili. Widziałem wiele osób, które się poddały. Do tego mam również wspaniałą żonę, która wspiera mnie we wszystkim i jest ze mną od 2002 roku.

Wspaniale. Dziękuję ci za ten wywiad. Wszystkiego dobrego i powodzenia na trasie!

Ja również dziękuję.

Idź do oryginalnego materiału