Położone w czarnogórskiej części Gór Dynarskich pasmo Sinjajevina to idealna przestrzeń do wypasu zwierzyny: olbrzymie połacie trawiastego terenu, zapewniające schronienie formacje skalne, bardzo niewielka ludzka ingerencja w krajobraz. Niestety, pech w tym, iż te same walory stanowią o wysokim potencjale wykorzystania terenu do manewrów militarnych.
Rządowe plany przeobrażenia górskich krajobrazów w poligon wojskowy spotykają się z oczywistym protestem skromnej (w liczebność i dobytek) społeczności mieszkańców, a wśród nich, Gary. Twórcy mieli olbrzymie szczęście, iż udało im się poznać ich bohaterkę, gdyż jest to postać wyjątkowa – harda pasterka, nieustępliwa strażniczka, wokalna społeczniczka, ale przede wszystkim, kochająca opiekunka. Niezwykle rzadko w dziełach zarówno dokumentalnych, jak i fikcyjnych zdarza się spotkać protagonistkę tak wytrwałą i silną, a jednocześnie tak czułą i otwartą na ciepło. Jej aura jest równie silna, gdy przemierza dumnie na koniu połacie czarnogórskich terenów, jak i gdy przytula swą córkę, wracającą po szkole do domu. No właśnie, Gara bynajmniej nie jest samotną ostoją. Pod jej czujnym okiem wychowuje się 13-letnia Nada, niechybnie zmierzająca ku pytaniom, które zada jej nastoletni wiek.
fot. „Córki góry” / materiały promocyjne Millennium Docs Against GravityBiljana Tutorov i Petar Glomazić, odpowiedzialni za Córki góry, stali pod nisko wiszącym owocem. Mogli sięgnąć po prostą narrację konfliktu na dwóch frontach. Czy Gara jest w stanie walczyć jednocześnie i o Sinjajevinę, i o Nadę, czy może musi „pozwolić któremuś odejść”? Czy tradycyjny styl życia ulegnie pod antyhumanistyczną polityką, czy pod nowoczesnymi potrzebami młodej dziewczyny? Na szczęście twórcy podeszli do tematu ze znacznie większą czułością, bez cienia gonitwy za sensacją, odkrywając dzięki temu rzeczy znacznie straszniejsze, ale i znacznie piękniejsze.
Historia życiowa Gary, Nadii, ale też i wielu innych lokalnych kobiet, jest naznaczona przemocą. Męska zazdrość, brutalność i nienawiść kosztowały życie, zdrowie, a choćby po prostu obecność ich bliskich. Gdy żołnierskie buty zaczynają deptać niezmierzone trawy matczynej góry, a nocą zwierzynę płoszą bezcelowe strzały, jasne jest, iż spokój po przeżyciu prywatnych traum może łatwo zostać zmącony nową przemocą, tą instytucjonalną. Tutorov i Glomazić nie pozwalają jednak, by to opresor przejął narrację. Dokonują niezwykle ważnej rzeczy i odpowiednio stawiając narracyjne akcenty, pokazują, iż „walka”, której częścią są bohaterki, nie definiuje ich jako osób. Jest ona tłem, nie rdzeniem. Gara to nie akcja protestacyjna, to nie strach przed przemocowym ojcem ani obronny występ w telewizji. Gara to zachwyt nad wierszem Nady, zapleciony warkocz, mała rakija przy rozmowie z przyjaciółką.
Ten sprzeciw wobec zdominowania ludzkiej historii przez zewnętrzne krzywdy sprawia, iż większą uwagę poświęca się tu codziennej rzeczywistości bohaterek, co też ma jednak skutki i pozytywne, i negatywne (dla serca widza, nie filmu). Reżyserskie duo dostrzega piękno Sinjajeviny i jej rytmu życia, bliskości z naturą. Nie są oni jednak pozbawieni złudzeń, przyroda to przemijanie i nierzadko ból. Lato jest piękne, ale w zimie góra nie nadaje się do życia. Nestorki z uśmiechem wspominają stare czasy, ale nie jest pewne, czy następne pokolenie będzie nie tyle miało możliwość, co w ogóle chciało tworzyć czasy „nowe”. Kolejne ujęcia słodkich kotków, piesków czy kóz rozczulają i ocieplają seans, ale gdy bohaterki muszą ruszyć w gęstej mgle na ratunek cielaka, na które nastąpiła własna matka, dyskomfort oglądania jest poważny. Konsekwencją wystawienia codzienności na narracyjny piedestał jest to, iż to właśnie naturalne, zwykłe przykrości bolą najbardziej.
Z początku snułem przekonanie, iż Córki góry to film o więziach, których nie da się zerwać. Po dłuższym namyśle uznaję, iż grubo się myliłem. Wszelkie więzi obecne w filmie – Gary z Nadą, naturą, zmarłą siostrą, społecznością, Sinjajeviną – mogły niejednokrotnie zostać zerwane i do cna zniszczone, czy to zgodnie, czy wbrew woli którejkolwiek ze stron. Historia bohaterek jednoznacznie pokazuje, iż o więzi trzeba dbać, należy słuchać potrzeb obu stron, a naginać się tylko w szczerym poszukiwaniu najlepszej drogi.
fot. „Córki góry” / materiały promocyjne Millennium Docs Against GravitySPOILER ALERT – tych, którzy mają Córki góry przed sobą i nie chcą wiedzieć nic o zakończeniu, zapraszam niżej aż za kolejny komunikat.
Refrenem Córek góry są sceny dojenia krów przez Garę. Mozolny obowiązek jest czasem relaksującym, a czasem pełnym napięcia tłem dla rozmów i wewnętrznych przeżyć bohaterek. W finale historii, po informacji o rezygnacji rządu z planu militarnego zagospodarowania Sinjajeviny, Gara odwiedza grób swojej zamordowanej przez męża siostry (biologicznej matki Nady). Ujęcie na oświetloną wschodzącym słońcem ścianę pobliskiego kościoła ukazuje cień bohaterki energicznie ciągnącej za wiszące liny dzwonu. Choć oczywiście linom do wymion daleko, ten skromny rym pomiędzy gestem celebracji i pamięci a codziennym rytuałem stanowi idealną klamrę dla miłującej harmonię wymowy filmu. Po tym pozostaje jedynie wziąć głęboki oddech, wsłuchując się w głęboki dzwon i oglądając piękny pejzaż budzącej się Sinjajeviny.
SPOILER ALERT STOP
Córki góry to mój ulubiony film tegorocznego Millennium Docs Against Gravity, więc szczerze ucieszyła mnie wiadomość o wygranym przez niego Grand Prix Festiwalu. Obawiam się jednak, iż w obiegu kinowym nie osiągnie wyników, takich jak choćby podobna w motywy i jakość Kraina miodu. Trochę mniej tu humoru, a konflikty są społeczno-polityczne, nie obyczajowe. Dlatego też tym bardziej zachęcam Was do seansu, gdy tylko pojawi się na to szansa. Biljana Tutorov i Petar Glomazić stworzyli film pełen empatii, hartu ducha i rzeczywistości.
Korekta: Anna Czerwińska
Tekst powstał we współpracy partnerskiej z Festiwalem Filmowym Millennium Docs Against Gravity.















