Od ponad 50 lat na scenie punkowej i byli wśród z tych, którzy nadawali kształt tej scenie – ich wpływ słychać do dzisiaj w muzyce każdego zespołu grającego melodyjny punk rock: od ska-punkowych Kalifornijczyków z Rancid, bostońskich celtic-punkowców z Dropkick Murphys czy ostrych i surowych uliczników z The Analogs – zespół COCK SPARRER to wręcz instytucja punk rocka, w wydaniu uliczno-pubowo-stadionowym. Kilkanaście lat czekania na ich koncert w Polsce, po występie w Czersku w 2011 roku, wreszcie dobiegło końca, kiedy święto street punka odbyło się w warszawskiej Progresji!!
Wsparciem rozgrzewającym służyły polskie załogi – BULBULATORS oraz LAZY CLASS. Śląscy weterani doskonale odnaleźli się tego wieczoru, z adekwatną mieszanką melodyjnych wpływów Ramones, Buzzcocks, Sham 69 i… Cock Sparrera, okraszonych jadowitymi tekstami socjo-politycznymi. Z kolei trochę ostrzejsi muzycznie Lazy Class udowodnili, iż można już wręcz podawać ich jako definicję współczesnej sceny Oi!, z brzmieniem ostrzejszym od Bulbulators, za to wciąż sięgającym po melodie i z tematami od społeczeństwa, po historię… i wielojęzyczność przy coverze hiszpańskich Decibelios!
No i wreszcie, oni – po krótkim i nakręcającym do „walki” pod sceną intro, wkroczyła gwiazda wieczoru!
Zespół może, a choćby powinien chwalić się karierą rozciągniętą na pięć dekad, a wciąż mają młodzieńczą energię i zmysł do pisania chwytliwych melodii na pograniczu punkowych manifestów i stadionowych przyśpiewek, – od samego początku kluczem do sukcesu czy raczej rozpoznawalności Cock Sparrera były właśnie pubowo-kibicowskie melodie. Wiernie realizowane są w tej melodyjności od dekad, więc na każdej płycie mają przynajmniej garść utworów porywających publikę do tańca i śpiewu. Właśnie dzięki temu, także na najnowszych płytach można znaleźć potencjalne przeboje koncertowe – i takowe zabrzmiały: One by One i Nothing Like You z 'Forever' (2017) czy With My Hand on My Heart, Mind Your Own Business i Nowhere to Be Found z najświeższej 'Hand On Heart' (2024), ale także znalazło się miejsce dla „młodego klasyka” z lat 90-ych, Because You’re Young zapowiedziany jako ulubiony utwór wokalisty. Zresztą od tego momentu zaczął się mini-festiwal klasyki obowiązkowej: robotniczo-buntowniczy Take ’em All, smutny w refleksji i energiczny w muzyce Where Are They Now?, angielsko patriotyczny i chóralnie odśpiewany przez polską widownię England Belongs to Me, czy stosownie zatytułowany i przynoszący nadzieję na kolejną wizytę We’re Coming Back – wedle obietnicy, czekamy na powrót!!
Osobiście oczekiwania miałem niemałe, ale podszczypywane niepokojem – czy po kilkunastu latach oczekiwania na pierwsze spotkanie z legendą kształtującą mój punkowy gust sprosta ona moim wyobrażeniom? Czy wiek nie zaczyna rzucać panom trudności na scenę? Otóż dali radę, jak mało kto! Upływ czasu przekuli w doświadczenie, które zaprezentowali perfekcyjnie – melodie, harmonie, kompozycje i solówki gitarowe, przez doskonały dźwięk, po kontakt z publiką – razem z jednolicie czarnymi strojami muzyków brzmiało to i wyglądało momentami aż zbyt profesjonalnie, jak na kapelę ze sceny punkowej
Czekam na więcej i – zgodnie z tytułem ostatniej piosenki – powrót!!
Relacja Dawid













