Co ty wygadujesz, Ewa?! – Jan rzucił na stół kartkę papieru i uderzył pięścią w blat. – Jaka znowu ekspertyza? Oszalałaś?

newskey24.com 3 godzin temu

– Co ty wygadujesz, Ewa?! – Jan rzucił na stół kartkę papieru.

Uderzył pięścią w blat.

– Jaka znowu ekspertyza? Oszalałaś kompletnie?

– Nie krzycz na mnie! – Ewa zerwała się z kanapy.

W oczach błyszczał jej gniew.

– Mam prawo poznać prawdę! Jagoda coraz mniej jest do ciebie podobna!

– To moja córka! – huknął Jan. – Nasza córka!

– A jeżeli jeszcze raz wspomnisz o tym badaniu, to co?

– Wypędzisz mnie? – rzuciła wyzywająco Ewa. – No to dawaj!

– Najpierw dowiedzmy się, czyje dziecko tu dorasta.

Jan ciężko opadł na krzesło.

Przetarł dłońmi twarz.

Takiej awantury nigdy u nich nie było.

Nawet w trudnych czasach nie krzyczeli tak na siebie.

– Ewa, co się z tobą dzieje? – spytał zmęczonym głosem.

– Skąd te myśli? Sam przywiozłem Jagodkę z porodówki.

– Pamiętam, – syknęła żona przez zęby.

– Ale wątpliwości nie znikają.

Ewa podeszła do kredensu.

Wyjęła rodzinne fotografie i rozłożyła na stole.

– Patrz, – stuknęła palcem w zdjęcia. – Rok, jasne loczki, błękitne oczy.

– Trzy lata, bez zmian. A teraz piętnaście.

– Ciemne włosy, brązowe oczy. Wytłumacz mi to.

– Dzieci się zmieniają, – próbował oponować Jan. – Trudny wiek, hormony.

– Hormony nie zmieniają koloru oczu! – przerwała mu Ewa.

– I nie prostują loków! A wzrost?

– Piętnaście lat, a już o głowę wyższa ode mnie!

– Skąd ta wysokość, jak oboje jesteśmy średniego wzrostu?

Jan milczał, wpatrując się w fotografie.

Zmiana była naprawdę uderzająca.

Jasnowłosa dziewczynka stała się ciemnowłosą nastolatką o innych rysach.

– Może po babci, – zasugerował niepewnie. – Genetyka bywa skomplikowana.

– Po której babci? – oburzyła się Ewa.

– Moi rodzice jasnowłosi, twoi też. Skąd te rysy?

Do pokoju weszła Jagoda.

Wysoka, szczupła, z długimi ciemnymi włosami.

Piękna, ale zupełnie niepodobna do rodziców.

– Dlaczego krzyczycie? – spytała, patrząc raz na ojca, raz na matkę.

– Sąsiedzi już narzekają.

– Nic ważnego, córeczko, – rzucił pośpiesznie Jan.

– Mama jest trochę zdenerwowana.

– Z jakiego powodu? – Jagoda usiadła na kanapie.

– Znów praca daje w kość?

Ewa przyjrzała się córce.

Spokojna, rozsądna, zupełnie inna niż ona.

I obca z wyglądu.

– Jagoda, powiedz szczerze, – spytała Ewa. – Nigdy się nie zastanawiałaś, czemu tak różnisz się od nas?

– Ewo! – oburzył się Jan.

– Co „Ewo”? Niech odpowie. Jej to też dotyczy.

Jagoda wzruszyła ramionami.

– Nie wiem. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam.

– Czy to ważne? Przecież jesteście moimi rodzicami.

– Oczywiście, córeczko, – Jan przytulił dziewczynę.

– Nie słuchaj mamy, miała zły dzień.

Ewa ze złością patrzyła na tę scenę.

Mąż i córka rozumieli się bez słów.

Ona czuła się obco we własnej rodzinie.

– Idź odrabiać lekcje, – powiedziała do Jagody.

– Muszę z tatą porozmawiać.

Jagoda skinęła głową i wyszła.

Jan odprowadził ją wzrokiem.

– Po co ją ranisz? – spytał cicho. – Ona niczemu nie winna.

– A kto jest winny? – Ewa usiadła naprzeciw męża.

– Janie, chcę znać prawdę. jeżeli to nasza córka, badanie to potwierdzi.

– A jeżeli nie, to co? – przerwał jej. – Wyrzucisz dziecko na ulicę?

Ewa zamilkła.

Sama nie wiedziała, jak by zareagowała.

– Kocham ją, – przyznała. – Ale potrzebuję prawdy.

Jan wstał i podeszł do okna.

Na podwórku bawiły się dzieci, spacerowały mamy z wózkami.

Zwyczajne życie, w którym prawda czasem boli najbardziej.

Idź do oryginalnego materiału