Zeszłoroczna Literacka Nagroda Nobla dla Han Kang to nie tylko uznanie dla wybitnej autorki, ale ostateczne przypieczętowanie zwrotu somatycznego. Literatura przestała opisywać ciało: zaczęła nim pisać.
W przypadku koreańskiej pisarki skóra, kości i żołądek stają się nośnikiem pamięci trwalszym i bardziej bezwzględnym niż jakiekolwiek historyczne kroniki. Nie inaczej jest w przypadku francuskiego pisarza młodszego pokolenia, Édouarda Louisa.
Pojęcie archiwum kojarzy się ze sterylnością, zapachem kurzu i rzędami segregatorów, w których przeszłość została bezpiecznie skatalogowana i uśpiona. Tymczasem współczesna proza proponuje definicję radykalnie odmienną.
To archiwum z tkanek, pulsujące i żywe, w którym zapisują się nie daty bitew czy reform, ale skutki, jakie wywierają one na jednostce. Trauma, zarówno ta wielka, historyczna, jak i ta prywatna, wynikająca z przemocy systemowej, nie osadza się w abstrakcyjnej pamięci, ale w mięśniach i układzie nerwowym.
Édouard Louis: ciało, które zdradza
W debiutanckim Końcu z Eddym Édouard Louis pokazuje, iż ciało jest pierwszym i najważniejszym miejscem, w którym rozgrywa się dramat klasowy. Piszemy często o biedzie w kategoriach ekonomicznych, o wykluczeniu komunikacyjnym czy braku dostępu do edukacji, ale Louis cofa się o krok – do samej biologii. W robotniczym małym mieście w Pikardii, które opisuje, ciało jest jedynym kapitałem, jakim dysponuje człowiek, a zarazem jego największym przekleństwem.
Dla młodego Eddy’ego Bellegueule’a (zanim stał się Édouardem Louisem) własna fizyczność jest źródłem nieustannego zagrożenia. Archiwum, które nosi w sobie, to zbiór gestów, tonacji głosu i sposobu poruszania się, które otoczenie odczytuje jako „pedalskie”, a więc obce klasowo i kulturowo.
Louis genialnie dekonstruuje mechanizm, w którym męskość klasy ludowej jest ściśle skodyfikowana somatycznie: ma być twarda, głośna, zajmująca przestrzeń, odporna na ból i alkohol. Ciało Eddy’ego odmawia posłuszeństwa temu wzorcowi.

Édouard Louis, Koniec z Eddym, wyd. Pauza
W Końcu z Eddym przemoc nie jest incydentalna, ale pozostaje atmosferą, którą się oddycha i która wnika w pory skóry. Opluwanie (powracający motyw w szkolnym korytarzu) to fizyczne naznaczenie, próba zanieczyszczenia i tak już „gorszego” ciała. Louis pokazuje, jak w reakcji na tę przemoc ciało bohatera zaczyna archiwizować strach. Każde wyjście na korytarz, każdy krok, stają się wyreżyserowaną próbą przetrwania.
Jednocześnie pisarz kreśli portret całej społeczności, której ciała są archiwum wyzysku. To ciała zniszczone ciężką fizyczną pracą, ciała otyłe od taniego jedzenia, ciała pozbawione zębów, bo dentysta jest luksusem. Ucieczka Eddy’ego do liceum w Amiens, a potem za edukacją do Paryża, nie jest więc tylko podróżą intelektualną. Jest bolesnym procesem fizycznej wylinki. Bohater musi nie tylko nauczyć się nowych słów, ale przede wszystkim oduczyć się swojego ciała, zmienić chód, uśmiech, sposób jedzenia. Musi wymazać z siebie archiwum pochodzenia, co okazuje się procesem pełnym gwałtu na samym sobie.
Han Kang: żołądek odmawia historii
O ile u Louisa ciało krzyczy, zdradza i próbuje uciec, o tyle w prozie Han Kang ciało milczy, zapada się w sobie i stawia bierny opór. W Wegetariance decyzja tytułowej bohaterki, Yeong-hye, o odrzuceniu mięsa nie ma nic wspólnego z lifestylowym wyborem czy zachodnio rozumianą ekologią. To radykalna odmowa uczestnictwa w łańcuchu przemocy.
Yeong-hye czuje, iż jej ciało dziedziczy tysiąclecia zabijania, zjadania i dominacji patriarchatu, odkładając się wewnątrz niej. Chce wymazać ten zapis, stać się rośliną – bytem, który żywi się światłem i wodą, nie krzywdząc nikogo.
W innej powieści, Nadchodzi chłopiec, książce mierzącej się z masakrą w Gwangju w 1980 roku, Kang idzie o krok dalej w badaniu cielesnej pamięci traumy. Archiwum stanowią tu dosłownie stosy zwłok na sali gimnastycznej, o które trzeba dbać, zanim zostaną rozpoznane. Ale archiwum są też ci, którzy przeżyli. Pamięć o masakrze nie jest intelektualną rekonstrukcją zdarzeń, ale fizycznym ciężarem: bezsennością, niemożnością przełknięcia kęsa, fantomowym bólem.
Język w obliczu takiej traumy kapituluje. Cenzura może wymazać wydarzenia z podręczników historii (co miało miejsce i w Korei Południowej), ale nie jest w stanie wymazać ich z ciał świadków. Han Kang pokazuje, iż trauma historyczna osadza się w człowieku jak toksyna.
W tym ujęciu ciało staje się jedynym wiarygodnym świadkiem, bo jako jedyne nie potrafi kłamać. Umysł może wyprzeć obrazy, zracjonalizować strach, ale żołądek zareaguje skurczem. Autorka Białej elegii udowadnia, iż przemoc polityczna zawsze kończy się na ciele: czy to w formie kuli, czy w formie głodu.
Zapis nietrwały
Zestawienie ze sobą Louisa i Kang, choć pochodzą rzecz jasna z odmiennych kręgów kulturowych i posługują się inną estetyką, ma przecież wspólny mianownik. Jest nim odrzucenie kartezjańskiego dualizmu, rozdziału na duszę i umysł, na rzecz materializmu afektywnego. Nie ma „ja” oddzielonego od ciała. Jesteśmy archiwami, które nosimy w sobie.
Dla polskiej recepcji ta perspektywa jest niezwykle płodna, rezonując choćby z nową falą literatury ludowej. Kiedy czytamy Chłopki Joanny Kuciel-Frydryszak czy prozę Radka Raka, gdzie także odczytuje się historii z ciał przodków: z ich zwyrodnień, głodu, zmęczenia zapisanego w epigenetyce. To zwrot ku temu, co namacalne, brudne i bolesne.
W tym kontekście rola literatury zbliża się do roli tłumaczki. Jej zadaniem staje się przełożenie języka niemego bólu, fizjologicznego wstrętu i wyczerpania na język komunikowalny, przy jednoczesnym zachowaniu brutalnej prawdy tego doświadczenia.
Louis i Kang nie estetyzują cierpienia, nie szukają dla niego metafizycznego uzasadnienia. Pokazują mięso i nerwy. W Końcu z Eddym nie ma happy endu w klasycznym sensie: jest ciało, które musiało zostać „naprawione” i wytresowane do nowej roli społecznej. W Wegetariance ciało ulega anihilacji, bo świat nie pozwala na istnienie poza systemem przemocy.
Ciało jako archiwum ma jednak fundamentalną wadę – jest nietrwałe. Rozkłada się, znika, zabierając ze sobą dowody zbrodni. Literatura staje się więc desperacką próbą utrwalenia tego zapisu, zanim tkanka ulegnie ostatecznemu rozpadowi.
Czytając o odruchu wymiotnym francuskiego chłopca na widok robotniczego posiłku czy o Koreance, która woli umrzeć niż zjeść mięso, wchodzimy w przestrzeń empatii. Nie chodzi o to, żeby zrozumieć ich losy, ale by poczuć ten sam ucisk w klatce piersiowej. To wspólnota utworzona na kruchym, być może jedyna forma solidarności, na jaką stać nas w późnym kapitalizmie.
Zwrot ku ciału w literaturze czytam też jako reakcję obronną na cyfrową dematerializację świata. W dobie algorytmów i filtrów, które wygładzają rzeczywistość, proza, która śmierdzi, boli i krwawi, działa jak sole trzeźwiące. Przypomina, iż pod warstwą dyskursów i ideologii wciąż jesteśmy przede wszystkim biologicznymi maszynami, które systemy polityczne eksploatują, a historia miele. I iż to właśnie w tej kruchej materii, a nie w pomnikach z brązu, zapisana jest cała prawda o naszej kondycji.






