„Cisza jest dźwiękiem”. Jan Komasa o hollywoodzkim debiucie i filmie ROCZNICA

film.org.pl 3 miesięcy temu

Jeszcze niedawno był w kinach, dziś można obejrzeć go w zaciszu własnego domu. Hollywoodzki debiut Jana Komasy – Rocznica– można już wypożyczyć na VOD. Nominowany do Oscara twórca (Boże Ciało) w 2025 roku zrealizował kameralny, gęsty od emocji dramat o rodzinie, władzy i niesłyszanych potrzebach. Korzystając z premiery filmu w streamingu, publikujemy rozmowę Martyny Janasik dla film.org.pl z Janem Komasą o roli ciszy w kinie, politycznych metaforach, pracy z amerykańskimi aktorami i o tym, dlaczego – mimo zagranicznej produkcji – Rocznica pozostaje w stu procentach „komasowskim” filmem.

Choć Rocznica powstała w Stanach Zjednoczonych i z udziałem hollywoodzkiej obsady, Jan Komasa nie porzucił swojego autorskiego stylu. Jego nowy film opowiada o rodzinie, w której cisza mówi więcej niż słowa, a polityczna „zmiana” staje się pretekstem do opowieści o odrzuceniu, potrzebie empatii i społecznych pęknięciach. Z reżyserem rozmawiamy o ciszy jako pełnoprawnym bohaterze filmu, symbolice koloru pomarańczowego, postaci Elizabeth oraz o tym, dlaczego choćby w Hollywood pozostał sobą.

Na początku chciałam zapytać o ciszę. Powiedziałeś przed nagraniem, iż 90 procent tego filmu zbudowane jest właśnie na niej. Co cisza daje w kinie?

Cisza jest totalnie dźwiękiem – jakkolwiek dziwnie to brzmi. Może być zdaniem. W Rocznicy rzeczywiście dużo się rozmawia, ale bardzo cicho. To są takie podsłuchane rozmowy między członkami jednej rodziny i osobami, które pojawiają się i znikają. Cisza wypełnia ten film. Czasem ktoś podnosi głos, ale tylko w wyjątkowych momentach. zwykle to są zwykłe rozmowy w jednym domu.

Zawsze chciałem zrobić film, w którym ktoś gada w kuchni, ktoś w pokoju, kamera krąży między tymi miejscami i trochę się przysłuchuje. Ci ludzie są razem, ale się nawzajem nie słyszą – choć wszystko dzieje się równocześnie. Ten film jest właśnie taki.

I trochę też o tym, iż nie słyszymy swoich potrzeb?

To jest trudna nauka w życiu – usłyszeć drugą osobę i zrozumieć, czego naprawdę chce. Słyszymy słowa, ale często się na nich zatrzymujemy, bo nie chcemy podejmować wysiłku wejścia w czyjeś buty. Empatia kosztuje i ludzie nie zawsze chcą na nią wydawać swojej energii. Jesteśmy przebodźcowani, przestymulowani.

Ta rodzina się zjeżdża, próbuje być ze sobą, chce być razem, ale nie do końca się słyszy. W efekcie pojawiają się pęknięcia, które – pod wpływem zewnętrznych warunków – zaczynają narastać.

Jednym z takich „zewnętrznych wirusów” jest Elizabeth. Film mocno dotyka tematów współczesnych podziałów, kryzysu demokracji, radykalizacji. W czym upatrujesz we współczesnym świecie takiej Lizzy?

Elizabeth jest symbolem kogoś, kto został odrzucony. To była studentka postaci Diane – spotykają się po ośmiu latach i gwałtownie okazuje się, iż łączy je trudna historia. Postać Diane po chwili ją rozpoznaje, ale boi się jej obecności, bo nagle ktoś ze studiów czy pracy zaczyna wchodzić w przestrzeń jej rodziny.

Reaguje terytorialnie: „To jest moje terytorium, nie chcę jej wpuścić”. Inni uznają to za histerię, mówią, iż trzeba dać dziewczynie szansę, iż ludzie się zmieniają. Postać Diane uważa, iż się nie zmieniają.

Ten konflikt dotyczy naszego podejścia do ludzi: czy warto dawać drugą szansę, czy pierwsze wrażenie bywa słuszne. Podobne motywy pojawiały się już w Hejterze – tam też ktoś wchodził do rodziny, ktoś chciał mu dać szansę, a ktoś nie. Chciałem zrobić teraz Hejtera, ale w spódnicy i wpleść w to zmiany polityczne. Szukaliśmy koloru, który nie byłby jednoznacznie polityczny. Czerwony, czarny, brązowy – wszystko ma już swoje skojarzenia. Pomarańczowy jeszcze nie funkcjonował w polityce w taki sposób. Stał się symbolem„zmiany”.

Ta zmiana w filmie nie ma tak naprawdę kolorów ideologicznych – to mieszanina prawej i lewej strony, trochę PRL-u. Śmiejemy się, iż Rocznica to próba przeszczepienia PRL-u do Waszyngtonu.

Do tego doszła nowa flaga Stanów Zjednoczonych, którą wymyśliliśmy specjalnie do filmu. Amerykańscy producenci chcieli, żebym zaprojektował coś po swojemu – więc zaproponowałem tylko drobną zmianę: przesunięcie gwiazdek do środka.

Elizabeth trochę reprezentuje ludzi, których autorytety odrzuciły. jeżeli masz profesora, szefa, polityka czy sędziego, to oni mają nad tobą władzę. Czasem traktują ludzi dobrze, czasem nie. A ci, którzy zostali potraktowani „tak sobie”, często nie godzą się na to, żeby ktoś decydował o ich wartości.

Elizabeth trochę taka właśnie jest, ale przy tym wierzy w siebie, w swoją narrację. Pisze książkę Zmiana, która staje się bestsellerem, trafia do podcastów, mediów społecznościowych i zaczyna funkcjonować jak nowa społeczna umowa.

Diane Lane powiedziała, iż to jest „jej film”. Ja mam wrażenie, iż to wciąż bardzo film Jana Komasy – choćby wizualnie. Dlaczego „Rocznica” to przez cały czas Jan Komasa, a nie „Jan Komasa w Hollywood”?

Nie wyjdę z siebie i nie zmienię obywatelstwa. Nie jestem w stanie się zmienić – choćby gdybym chciał. Mogę udawać, ale to byłoby brzydkie.

Pracowałem po swojemu, tak jak zawsze. Skupiam się na aktorze. Mam taką metodę, iż kamera leci, a ja w trakcie ujęcia przerywam, proszę, żeby ktoś coś powtórzył. Ujęcia potrafią trwać po 10 minut. Jestem trochę jak dyrygent, który wchodzi w środek orkiestry w trakcie koncertu i mówi: „Zacznijcie od tego momentu”.

Niektórym aktorom to się podobało, innym mniej, ale wszyscy wychodzili ze swojej strefy komfortu. Nie czekam do końca ujęcia, jeżeli widzę, iż coś nie działa – szkoda czasu. Zamiast 700 dubli robię jeden długi, w którym poprawiam rzeczy na bieżąco.

Do tego w trakcie zdjęć wybuchł strajk aktorów. Większość branży nie mogła pracować, a my dostaliśmy pozwolenie na kręcenie. Dla wielu osób z ekipy i obsady to był jedyny projekt w tym czasie, więc dali z siebie wszystko.

Idź do oryginalnego materiału