Cienie atomowe

filmweb.pl 1 miesiąc temu
Zdjęcie: plakat


Lata 80., Anglia. Początkująca pisarka Niki (Camilla Aiko) powraca w rodzinne strony po śmierci ojca i tajemniczym samobójstwie przyrodniej siostry. Pod pretekstem pracy nad artykułem postanawia w końcu porozmawiać z matką, Japonką Etsuko (Yoshida Yoh), o czasach sprzed jej wyjazdu do Anglii, kiedy to próbowała przetrwać w powojennym, pokonanym atomowym wybuchem Nagasaki jako młoda, spodziewającego się pierwszego dziecka dziewczyna (Suzu Hirose). Kobieta początkowo zbywa swoją córkę. Zamiast o sobie samej chętniej opowiada o znajomej z dawnych lat, Sachiko (Fumi Nikaidō), jej skażonej chorobą popromienną córce Marice (Mio Suzuki) i niezwykłej relacji, jaka połączyła te trzy kobiety. Scenariusz oparty na debiutanckiej powieści literackiego noblisty Kazuo Ishiguro rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, a większość fabuły to retrospekcje, których ramy stanowi pisanie artykułu o Nagasaki. Niki próbuje zrekonstruować porzucone życie Etsuko, bazując na wspomnieniach matki i swoich własnych podejrzeniach.

  • Number 9 Films
  • Bunbuku

Razem z Niki domyślamy się, iż tkanie opowieści o powojennych przeżyciach sąsiadki jest dla Etsuko formą ucieczki, zdystansowaniem się od osobistej traumy. Próbą spojrzenia z oddali na sprawy, które wymykają się jednostkowemu pojęciu. "Pejzaż w kolorze sepii" to film o dystansie. Tym do doznanych krzywd i tym do grzechów wyrządzonym innym, zwłaszcza najsłabszym: dzieciom, zwierzętom. Tym do czasu, który sprawia, iż pamięć się zaciera, i tym do odległości, który sprzedaje ułudę możliwości ucieczki od wszystkiego złego. A przecież cienie po ludziach zabitych przez atomowe bomby do dzisiaj pozostają na chodnikach.

Dystans jest także reżyserską strategią obraną przez Kei Ishikawę. Subtelność i tajemnica towarzyszą większości scen; nigdy też nie poznajemy wszystkich sekretów Etsuko, wiele pozostawiono widzowskiej interpretacji. To zdystansowane podejście do opowiadanej historii może alienować, odrzucać i utrudniać zaangażowanie w seans; z pewnością spora część widzów odbije się od tej wyciszonej, unikającej jednoznacznych odpowiedzi opowieści. Oszczędna gra aktorska wyraża najwięcej poprzez spojrzenia, mimikę, gesty. Najlepiej w tym stylu odnajduje się zauważona przez Japońską Akademię Filmową, wcielająca się w młodą Etsuke Suzu Hirose. Cały wątek japoński jest zresztą lepszy aktorsko od tego europejskiego. Yoshida Yoh niepewnie i robotycznie recytuje swoje angielskie kwestie, dialogi są miejscami zbyt papierowe, a sceny pomiędzy matką i córką – nieco sztuczne, jak z teatru telewizji. Zupełnie jakby minimalizm i szlachetna prostota lepiej współgrały z historią osadzoną na japońskiej ziemi, a nieco gryzły się z temperamentem kultury europejskiej. Jak Keiko, najstarsza córka Etsuko, która nigdy nie zadomowiła się w pełni w nowej ojczyźnie.

  • Number 9 Films
  • Bunbuku

Osobnym narratorem w tej kameralnej historii jest świetna ścieżka dźwiękowa Pawła Mykietyna. Muzyka korzysta z elementów mimetycznych, kieruje się logiką wspomnień i emocji bohaterek, czasem przywołuje dźwięki wybuchu, czasem stwarza klimat grozy, czasem czaruje melancholią. Sceny przenoszące do Nagasaki lat 50. urzekają kolorami, światłem, krajobrazem miasta i kostiumami bohaterek. "Pocztówkowość" tych pięknych zdjęć mogłaby wywoływać oskarżenia o kicz, gdyby nie ich fabularna rola. Przenosimy się przecież do wyśnionego, nierealnego Nagasaki ze wspomnień Etsuko, która z miasta uciekła, dodatkowo przefiltrowanego przez wyobraźnię Niki, która zna je tylko z opowieści. Za wykreowanie tego sugestywnego wizualnego świata również odpowiada Polak, Paweł Niemyjski.

Jest coś uwodzicielskiego w tych ożywionych zdjęciach z dawnego Nagasaki. W możliwości niespiesznego poprzechadzania się po jego ulicach, podejrzenia życia mieszkańców, zanurzenia w codzienności Etsuko. "Pejzaż w kolorze sepii" rozkręca się powoli i sporo czasu poświęca pozornie nieistotnym detalom. Paradoksalnie, pomimo tak starannego odmalowania konkretnej epoki, film może okazać się trudny dla osób niezaznajomionych z japońskim kontekstem historycznym, bo bardzo mało wyjaśnia i tłumaczy. Twórcy trochę za mocno oddalają się w stronę uniwersalnej opowieści o traumie wojennej, co w najlepszym wypadku wywoła wrażenie ślizgania się po banałach. W najgorszym sprawi, iż osoby o mniejszej wiedzy historycznej zgubią się w fabule i kilka wyniosą z filmu.

  • Number 9 Films
  • Bunbuku

Najsłabszym punktem "Pejzażu w kolorze sepii" jest zbyt pospieszne zakończenie. Finałowy plot twist można przewidzieć i sensownie wypływa on z narracji, ale został zdecydowanie gorzej wyegzekwowany niż w powieści. Ten filmowy nie ma takiej siły rażenia: za bardzo leci po łebkach i zbyt wiele niepasujących do układanki elementów pozostawia bez komentarza, by całość się spinała. Nie znając książki Ishiguro, można mieć poczucie, iż przemilczenia reżysera to dziury logiczne. Albo iż ostatnie piętnaście minut to wybrakowany materiał, z którego ktoś powycinał niektóre sceny.

Zakończenie rozczarowuje i przedwcześnie ucina historię, ale sam "Pejzaż w kolorze sepii" osadza się po seansie jak radioaktywny pył. Prosta fabuła o przeciętnej kobiecie w nieprzeciętnych czasach zgrabnie łączy wiele tematów. Jest opowieścią o różnych odcieniach rodzicielstwa i różnych, przede wszystkim kobiecych wyzwaniach stawianych przez historię. Jest o dziedziczeniu pokoleniowej traumy i o dzieciach nieodwracalnie skażonych wojną. Jest portretem miasta odbudowującego się z gruzów i narodu, który musi znaleźć dla siebie nowe wartości po kompromitacji starych. Jest o zmianie właśnie: jedynej stałej życia, sile napędowej, która wynagradza umiejących się do niej dostosować i bezlitośnie karze trzymających się kurczowo przeszłości.
Idź do oryginalnego materiału