Gorzej jednak, gdy do grzebania w sztuce zabierają się politycy. Takie ponure czasy przeżyła Wenecja za rządów Mussoliniego, gdy sztukę w całości poddano cenzurze i włączono w promowanie faszyzmu i wojny. A pojedynczych przypadków, gdy władze poszczególnych (z reguły autorytarnie rządzonych) krajów, mniej lub bardziej finezyjnie, przemycały na Biennale sztukę będącą przedłużeniem propagandy, można by się doliczyć całkiem sporo.
Rosja nie odpuszcza
Najmocniejszych politycznych zawirowań wokół Biennale dostarcza w ostatnich czasach Rosja. W 2022 r., niedługo po inwazji tego kraju na Ukrainę, z udziału w imprezie zrezygnowali sami artyści oraz kurator wystawy, tłumacząc, iż w tej sytuacji „nie ma miejsca na sztukę”. Oburzenie środowiska artystycznego było powszechne, a solidarność z Ukrainą zbiorowa, i Rosjanie dobrze przeczuwali, iż jakiekolwiek pojawienie się w Wenecji, choćby z bajkami o wilku i zającu, może wywołać jedynie burzę.
Ale już w 2024 r.


