Kariera filmowa Małgorzaty Szumowskiej rozpoczęła się, prawie trzy dekady temu, krótkometrażowym dokumentem Cisza, niegdyś wpisanym na listę najważniejszych realizacji w historii łódzkiej Szkoły Filmowej. Po latach niepraktykowania formy dokumentalnej reżyserka powraca do niej wraz z Michałem Englertem w Ciele wojny – wizualnym eseju o konflikcie w Ukrainie oraz ciele jako nośniku doświadczenia przemocy. Choć film próbuje uchwycić doświadczenie wojny poprzez wielogłosową, eseistyczną formę, ostatecznie pozostaje bardziej zainteresowany własną strukturą niż ludźmi, których pokazuje. Równoległe wątki zostają rozpoczęte, ale nie rozwijają się – bohaterowie pojawiają się i po chwili znikają, stając się raczej elementami kompozycji niż podmiotami własnych opowieści.
Pierwszym zbiorowym bohaterem są weterani wojenni z centrum rehabilitacyjnego we Lwowie – młodzi ukraińscy żołnierze, którzy stracili ręce, nogi i inne części ciała; uczą się żyć w nowej rzeczywistości, bez kończyn, na wózkach i z protezami. Duet reżyserski nie stara się przedstawić ich portretów psychologicznych; pozwala im zaledwie na kilka krótkich wypowiedzi, by przez resztę czasu skierować kamerę na ciała w rehabilitacji i snuć się po szpitalnych korytarzach.
Również kolejni bohaterowie nie dostają przestrzeni na rozwinięcie swoich osobistych historii. Dana Vitkovsky jest transpłciową artystką, która po wybuchu wojny zamieszkała w Warszawie. Próbuje ułożyć sobie życie, ale jej rzeczywistość naznaczona jest brakiem poczucia bezpieczeństwa, wzmacniany przez urzędowy wydział spraw cudzoziemców. Dla biurokracji jej płeć jest niejasna, co uniemożliwia uzyskanie polskiego obywatelstwa. Ciało i związana z nim dysforia płciowa staje się tu przeszkodą w dążeniu do normalnej rzeczywistości.
fot. „Ciało wojny” / materiały prasowe Millennium Docs Against GravityJedną z najmocniejszych scen filmu jest ta rozgrywająca się w urzędzie. Obok Dany słyszymy tam głosy innych osób, które w rozmowie z urzędniczką starają się uzyskać obywatelstwo. Mówią, iż nie chcą zabijać, nie chcą iść na wojnę. To scena, która rozdziera serce, jednak podobnie jak inne fragmenty filmu, trwa zaledwie moment, będąc tylko jednym z elementów filmowego kolażu.
Kolejne miejsce w historii zajmują członkowie kolektywu artystycznego Open Group, który reprezentował polskę na Biennale w Wenecji głośną, sugestywną instalacją audiowizualną Repeat After Me II. W pracy, opisywanej przez twórców jako militarny bar karaoke przyszłości, cywilni uchodźcy z Ukrainy odtwarzają z pamięci dźwięki wojny: strzały, wybuchy, wycie syren, krzyk ostrzałów. Jej fragmenty stają się refrenem Ciała wojny, powracając co chwila jako reprezentacja przekuwania trudnych doświadczeń w praktykę artystyczną. Skupiamy się też na Pavlo Kovachu, jednym z członków kolektywu, który na co dzień pełni służbę w Siłach Zbrojnych Ukrainy – zajmuje się identyfikacją ciał poległych żołnierzy. Celem kilku scen z Pavlem jest ukazanie próby walki o normalność w świecie, który nie ma z normalnością nic wspólnego.
Duet reżyserski zdaje się szukać paraleli w odmiennych sytuacjach życiowych, pokazując, iż każdy przeżywa wojnę inaczej i iż historia każdej jednostki jest równie ważna. Jednak poprzez takie zestawienie trudno zaangażować się w te opowieści emocjonalnie – historie pozostają fragmentaryczne, a między widownią a bohaterami zostaje utrzymany wyraźny dystans.
fot. „Ciało wojny” / materiały prasowe Millennium Docs Against GravityNie dziwią bardzo dopracowane wizualnie, sugestywne zdjęcia Englerta, znane z innych filmów współtworzonych z Szumowską. W Ciele wojny kamera nie tyle rejestruje rzeczywistość, ile podporządkowuje ją własnej logice obrazu, często kosztem doświadczeń bohaterów. Duet twórczy konsekwentnie buduje znaczenia poprzez zestawienia obrazów: archiwalia wojenne konfrontuje z estetyką kulturystyki, rehabilitację z nauką tańca, okaleczone ciała z klasycznymi, wybrakowanymi rzeźbami z marmuru. Niektóre z tych metafor wydają się arbitralne i nie na miejscu. Co więcej, nie prowadzą do pogłębienia sensów, ale zatrzymują się na poziomie pozornie efektownego skrótu. Granica między poetycką refleksją a estetyzacją traumy zaczyna się tu niebezpiecznie zacierać.
Trudno nie odnieść wrażenia, iż Szumowska z Englertem zebrali materiał na krótki metraż i spróbowali rozciągnąć go do ponad 60 minut. Zatracili to, co w kinie dokumentalnym najcenniejsze – emocje i bezpośrednie spotkanie z człowiekiem. Ostatecznie Ciało wojny to film, który mówi o ciele naznaczonym wojną, ale nie pozwala naprawdę spotkać ludzi, którzy w tych ciałach żyją.
korekta: Magda Wołowska
Tekst powstał we współpracy partnerskiej z Festiwalem Filmowym Millennium Docs Against Gravity.













