Schranz przed sześćdziesiątką.
Początkowo zapowiadał się na utalentowanego tenisistę. Muzyka, którą podsłuchał w pokoju starszego brata, sprawiła jednak, iż zaczął coraz więcej czasu poświęcać na zabawę z magnetofonem. Dorastał w latach 80., więc w naturalny sposób zachwycił się ówczesnym post-punkiem: od ABC do Depeche Mode. Kiedy do Niemiec dotarła moda na techno, był więc otwarty na elektronikę i gwałtownie podchwycił nowe brzmienia, zaczynając didżejować w rodzinnym Giessen obok Frankfurtu.
Jego huraganowe sety w małym Red Brick otworzyły mu drogę do legendarnego klubu The Omen, który prowadził sam Sven Väth. Znajomość z ówczesnym „królem” techno i trance’u, sprawiła, iż dostał pracę w wytwórni Eye Q, która wyznaczała w tamtym czasie trendy w niemieckiej muzyce klubowej. Te doświadczenia z kolei doprowadziły, iż w 1999 roku otworzył własną tłocznię o nazwie CLR, której nakładem zaczął publikować nagrania.
Chris Liebing gwałtownie wyszlifował swe brzmienie, które odniosło zaskakujący sukces. Było to techno w najmocniejszej wersji, nazywane schranz: szybkie tempo, przemysłowe efekty, przestrzenne brzmienie. Najpełniejszą realizacją tej formuły okazał się album „Evolution”, wydany w 2003 roku, który z dzisiejszej perspektywy stanowił forpocztą eksplozji mody na industrialne techno, która wydarzyła się dekadę później.
Kiedy na klubowej scenie pojawił się Perc i Powell, niemiecki producent nie miał już ochoty na mocną muzykę. Jak to zwykle bywa po czterdziestce, odczuł nostalgię za czasem młodości i nagrał dla słynnej wytwórni Mute dwa albumy z bardziej klimatycznymi utworami, osadzonymi w post-punkowych mrokach, zapraszając do współpracy Gary’ego Numana czy Cold Cave. Realizował jednak przy tym EP-ki z klubową muzyką – i teraz proces ten skumulował się na jego nowej płycie dla CLR.
Rozpoczynający zestaw „Unfold” to masywne electro o wagnerowskim rozmachu – i aż żal, iż nie ma tu więcej takich nagrań. Bo już „Symphonie des Seins” to ogniste techno o szybkim tempie i acidowym loopie, które swym zmysłowym szeptem ozdabia sama Charlotte De Witte. Kolejne utwory to już totalny spust industrialnej surówki, łączącej zamaszyste bity („Brooks Ave”) i szeleszczące hi-haty („Double Split”) z fabrycznymi efektami („Evolver”), zgrzytliwymi loopami („John Connor”) i przetworzonymi głosami („Roy Batty”).
Momentami niemiecki producent odchodzi jednak od tego rodzaju grania. W „Evolver” i „Endtrack” dostajemy techno osadzone na rwanym pulsie rodem z dubstepu. Nic w tym dziwnego: wszak to CLR wydała w 2011 roku debiut Tommy’ego Four Seven – „Primate”, który pokazał, iż można taką muzykę osadzać na połamanym rytmie. Jeszcze większą niespodzianką jest tutaj „Shaping Frequencies” z udziałem Speedy J – bo to brutalny noise, wypełniony ziarnistym szumem i podszyty warczącym basem.
Generalnie większość materiału z „Evolver” to wypisz-wymaluj wspomniany schranz w czystej postaci, który mimo upływu czasu, okazuje się być przez cały czas efektownym i porywającym brzmieniem. Czwarty album Chrisa Liebinga to czytelne echo jego pamiętnego „Evolution”. Choć płyty te dzielą ponad dwie dekady, można je z czystym sumieniem postawić obok siebie na półce. Niemiecki producent dobija powoli do sześćdziesiątki – i tylko pozazdrościć energii, która pozwala mu tworzyć tak mocną i dynamiczną muzykę.
CLR 2026
www.facebook.com/CLR.Official
www.facebook.com/chrisliebingofficial







