Choć Lucyna była wzorową synową i oddaną żoną, zniszczyła nie tylko swoje małżeństwo, ale również samą siebie

newsempire24.com 1 dzień temu

Chociaż Jagoda była wzorową synową i żoną, zdołała roztrzaskać nie tylko swoje małżeństwo, ale także własne serce.

Jagoda dorastała w sierocińcu w Katowicach, pod opieką sennych wychowawczyń o twarzach zamglonych jak zimowy poranek. Wyszła za mąż, gdy miała zaledwie osiemnaście lat, nie znając innych wzorów życia rodzinnego poza opowieściami z książek o Czerwonym Kapturku czy Syrenie Wars i Sawie. Gdy zamieszkała w dwupokojowym mieszkaniu męża na osiedlu Tysiąclecia, łapczywie chłonęła wszelkie podpowiedzi, jak zostać doskonałą żoną, niczym gąbka chłonie rosę pochmurnej nocy. Jej największym autorytetem była teściowa, pani Halina, której porcelanowe różańce i święty obrazek Matki Boskiej zawsze stały na stole, zasnuwając pokój lekką woń kadzidła.

Jagoda oczywiście słyszała, jak ludzie opowiadali o zgryzotach, które fundują teściowe, ale sądziła naiwnie, iż brak własnej matki czyni z teściowej jej nową opiekunkę, przez los zesłaną. W swojej naiwności miała choćby trochę racji Halina bowiem pragnęła dobrze dla Jagody, choć światło bijące z jej rad bywało zimne i nieuchronne jak światła tramwajów sunących przez śnieżny Kraków nocą.

Halina z rozmachem zabrała się za wtajemniczanie synowej w rytuały życia rodzinnego, cedząc przy tym następującą mądrość: To żona odpowiada, jeżeli mąż szuka miłości za rogiem.

Dlaczego? Jagoda przekonana była zawsze, iż winę ponosi ten, kto zdradza, ale rzeczywistość, o konsystencji gęstej zupy ogórkowej, okazała się zupełnie inna. Teściowa powtarzała, iż żona zaniedbuje siebie i wtedy już nie jest dla męża atrakcją, o jakiej można marzyć pod wawelskimi smokami. Dbaj o talię! dodała. Jagoda natychmiast zapisała w zeszycie: Nie przytyć! i zapisała się na aerobik w klubie na Zawodziu.

Chociaż była smukła jak pręcik od starej parasolki, bała się, iż przytyje jak pączek w tłusty czwartek, więc zaczęła się głodzić. Kiedy opanowała sztukę odchudzania, Halina wysłała kolejne wieści z innego świata: W dobrej rodzinie obie pracują! rzekła, popijając kompot.

Jagoda nie protestowała, bo i sama pragnęła coś znaczyć w tym świecie. Zapytała więc teściową, jak pogodzić macierzyństwo z harówką. Halina odparła z dziwną miną: Urlop wychowawczy? Twoja sprawa, dziecko! Musisz dać sobie radę sama!

Jagoda nie zanotowała tej maksymy, ale kilka lat później, kiedy poszła na urlop wychowawczy, zatrudniła się na pół etatu jako opiekunka do dzieci. Cieszyła się z tej pracy jak dziecko z kolorowych jajek wielkanocnych, ale teściowa i mąż poskarżyli się, iż jej pensja to zaledwie drobne ledwie kilkaset złotych.

Jagoda sądziła, iż to niewielka sprawa, skoro wydaje te złotówki na fryzjera, ale pani Halina z lodowatą powagą powiedziała: Na urlopie nie ma sensu się stroić! Gdy wrócisz do roboty, możesz pomyśleć o fryzurze i makijażu. Teraz trzeba oszczędzać!

Jagoda więc, z cichą rezygnacją, oddawała wszystkie swoje zarobione złote mężowi. Przez wszystkie lata towarzyszyła jej niczym refren teściowa i jej stare, krakowskie powiedzenie: Dobra gospodyni wszystko ogarnie sama.

Jagoda rzeczywiście robiła wszystko własnymi rękami. Padała wieczorami na kanapę jak podcięta brzoza, ale wciąż zbierała się na siłach, by ugotować zupę na jutro i posprzątać, gdy dzieci już spały. Tymczasem mąż miał za sobą dziesiątą popołudniową drzemkę, bo był zmęczony zarabianiem pieniędzy.

To, iż Jagoda znalazła się w szpitalu, było równie logiczne, co śnieg padający w lipcu w Gdańsku. Nie zauważała własnych bóli, ignorowała sygnały ciała, aż choroba przegnała ją z własnego mieszkania. Przeleżała dwa tygodnie w szpitalu wojewódzkim, podczas gdy jej mąż i teściowa ani razu nie zajrzeli do niej, jakby przezroczysta ściana dzieliła ich świat od jej świata.

Na szczęście Jagoda miała w torebce telefon. Zadzwoniła do swojej jedynej przyjaciółki, Basi, która pojawiła się nagle, jak kolorowy ptak wśród szarych gołębi, przynosząc jej wszystkie rzeczy potrzebne do życia w tej przedziwnej przestrzeni szpitalnej. Gdy Jagoda wreszcie wróciła do swojego osnutego dymem mieszkania, nie czekała długo od razu złożyła pozew o rozwód, jakby budziła się nagle z niezrozumiałego snu, z którego trzeba się wyrwać dla ratunku duszy.

Idź do oryginalnego materiału