CHŁOPIEC W LABIRYNCIE | Mateusz Wróblewski
termin: 7-27.09.2026
wernisaż: 7.09.2026, g. 18
miejsce: Akademickie Centrum Designu, Księży Młyn, Łódź
kuratorka: Magdalena Komborska-Łączna
Mateusz Wróblewski
LA BELLA CONFUSIONE: LABIRYNT
(…) Pukam do drzwi kamienia.
– To ja, wpuść mnie.
Nie szukam w tobie przytułku na wieczność.
Nie jestem nieszczęśliwa.
Nie jestem bezdomna.
Mój świat jest wart powrotu.
Wejdę i wyjdę z pustymi rękami.
A na dowód, iż byłam prawdziwie obecna,
Nie przedstawię niczego prócz słów,
Którym nikt nie da wiary.
– nie wejdziesz – mówi kamień –
brak ci zmysłu udziału.
Żaden zmysł nie zastąpi ci zmysłu udziału.
Nawet wzrok wyostrzony aż do wszechwidzenia
Nie przyda ci się na nic bez zmysłu udziału.
Nie wejdziesz, masz zaledwie zamysł tego zmysłu,
Ledwie jego zawiązek, wyobraźnię.(…)
Wisława Szymborska, Rozmowa z kamieniem
A jednak warto pukać, zaglądać, karmić ubogie zmysły.
Warto prosić, by nas wpuścili. Warto być ciekawym.
Myślałem, iż tym razem opowiem inną historię.
Ale chyba jednak niezupełnie.
W rzeczywistości naskórkowa fabuła utworu ma znaczenie tylko
jako katalizator głębszych reakcji. Forma, jaką przybiera,
wynika z potrzeby, wręcz konieczności okiełznania dziecięcych obsesji,
podążania za sobą samym wstecz i naprzód jednocześnie.
Z tego labiryntu się nie wychodzi, bo w istocie nigdy się do niego nie wchodzi.
Czasami pojawia się pokusa, żeby coś tutaj zaplanować, narysować,
zawczasu rozwiązać jeszcze zanim połączy się z sobą dwa, trzy klocki.
Ale pozostanie wiernym stosowanej od zawsze idei la bella confusione
oznacza pozostanie wiernym sobie. Jest ważniejsze niż bezpieczeństwo planowania.
Mamy tu zatem konstrukcję i jej nie mamy.
Nie można się spodziewać czytelności skutku podążającego za przyczyną.
Ale struktura jednak jest. To ona różnicuje substancjalnie homogeniczną materię klocków.
Proporcje, zaobserwowane w otaczającym świecie, umieszczone w kontekście
partykularnej rozpoznawalności motywów architektonicznych,
odnoszą się przecież do „ludzika” o proporcjach jakże innych od ludzkich.
Jak zatem sformułować ów kontekst?
Bo przecież nie „dla ludzika”, ale raczej „wobec ludzika”, „mimo ludzika”,
skoro jego proporcje tak dalekie są od naszych.
Trzymam go w garści. Jak wszyscy mali chłopcy.
Ale już nie umieszczam fizycznie w moim labiryncie.
Magdalena Komborska-Łączna
CHŁOPIEC W LABIRYNCIE
Nad „Labiryntem” Mateusz Wróblewski pracował od chwili, gdy pozwolił sobie ponownie wejść w przestrzeń nielimitowanych marzeń dzieciństwa. Nie jest to jednak powrót sentymentalny. To raczej próba sprawdzenia, czy dziecięca wyobraźnia rzeczywiście znika, czy jedynie zmienia swoje medium. LEGO i MONOPOLY należą do tych zabawek, które nigdy nie były wyłącznie zabawkami. Otwierały możliwość konstruowania świata. Uczyły nie tyle reguł gry, ile projektowania rzeczywistości. Z prostych elementów powstawały miasta, krajobrazy, architektury i całe opowieści. Świat budowany z elementarnych cząstek wrastał w wyobraźnię, a później – niemal niezauważalnie – w dorosłą tożsamość. To właśnie z tych pierwszych marzeń, indywidualnie przebytych sensorycznych ścieżek, rodzi się „Labirynt”. Wróblewski chętnie przywołuje odległą „chłopięcą” krainę, zamieszkaną przez obrazy filmowe. Szczególne miejsce zajmuje tu Federico Fellini, zwłaszcza „Osiem i pół”. Scena tańca Luisy i Carli nie jest dla artysty jedynie fragmentem filmu. Staje się obrazem męskiej dezorientacji. Chwilą, w której rozpada się iluzja kontroli. Guido nie tyle obserwuje kobiety, ile patrzy na własną utratę równowagi. Film interesuje Wróblewskiego tylko do momentu, w którym przestaje być literackim scenariuszem. Właśnie wtedy zaczyna się jego adekwatna historia. Artysta rozkłada narrację na części, niemal obsesyjnie rozbiera ją na elementarne moduły, jakby każdy film można było zbudować ponownie z tych samych klocków. Nie szuka szczęśliwego zakończenia. Szuka zakończenia prawdziwego. Takiego, które nigdy nie jest ostateczne. Dlatego Legoland nie jest tutaj miejscem. Jest stanem wyobraźni. Powracającą możliwością rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Dojrzały mężczyzna spogląda na niego jednocześnie jak na własne dzieciństwo i jak na projekt przyszłości. Jest jego architektem, mieszkańcem i obserwatorem. Władcą własnego świata, który okazuje się bardziej marzeniem niż rzeczywistością. A przecież z marzeniami rozstaje się najtrudniej. „Kraina LEGO, będąc jedynym miejscem prawdziwego spełnienia i indywidualnego rozwoju, była jednocześnie jedynym azylem, w którym czułem się bezpiecznie. Uciekałem w nią nie tylko dla euforii doraźnych rezultatów, ale także przed innymi, dużo straszniejszymi obsesjami.” Być może właśnie dlatego LEGO nie jest tu symbolem przestrzeni nieograniczonego działania. Taką samą funkcję pełnią filmy Pedra Almodóvara, „Forrest Gump” czy kino Hayao Miyazakiego. Ich bohater nieustannie buduje świat od początku. Za każdym razem wznosi własny zamek, własną opowieść, własny porządek rzeczy. Nie po to, by w nim zamieszkać na zawsze, ale aby z jego wysokości spojrzeć dalej — ku kolejnym możliwościom. Zamek staje się więc czymś więcej niż architekturą. Jest labiryntem. Modelem wyobraźni. Modelem tożsamości. W epoce permanentnej nieobecności coraz wyraźniej ujawnia się pragnienie autentycznej obecności. Człowiek przestaje być jedynie odbiorcą gotowych narracji i zaczyna projektować własne. Nie ogląda już filmu. Powoli staje się jego autorem. W tym sensie „Labirynt” nie proponuje historii do obejrzenia. Proponuje przestrzeń do konstruowania. Literatura przedmiotu: Chłopcy i mężczyźni. Dlaczego współcześni mężczyźni przeżywają trudności, dlaczego to ważne i co z tym zrobić?
Literatura przedmiotu:
Richard V. Reeves, tłum. Rafał Śmietana, Kraków 2024.
Design na codzień, Don Norman, wyd Karakter, Kraków 2023.
Historia designu, wyd. Arkady, Warszawa 2024.
Sposoby widzenia. Kolekcja Muzeum Sztuki w Łodzi. Antologia tekstów, red. Daniel Muzyczuk, Natalia Słaboń, wyd. Muzeum Sztuki w Łodzi i Autorzy 2025.









